W ciągu kilkudziesięciu minut, w ponad 40 tureckich miastach na czele ze stolicą kraju Ankarą i Stambułem, odcięta została energia elektryczna. Działać przestał m.in. publiczny transport i wieże kontroli lotów. – Nie mogę potwierdzić, że jest to cyberatak. Badamy wszystkie możliwości, łącznie z atakiem terrorystycznym – powiedział premier kraju Agmet Davutoglu.

Blackout w Turcji

Dziennik „Hurriyet Daily News” pisze na swojej stronie internetowej, że brak elektryczności odnotowano w ponad „40 prowincjach kraju”, m.in. w ponad 40 miastach.

 

Awaria czy atak?

Wiadomo, że do przerwy w jej dostawie doszło po awarii linii przesyłowych, których właścicielem jest krajowe konsorcjum TEIAS, odpowiadające za dystrybucję energii. Nie wiadomo jednak, co spowodowało tak olbrzymie problemy. TEIAS poinformowało, że do awarii doszło ok. 10.36 czasu lokalnego.

Obecnie trwają prace naprawcze, aby tak szybko jak jest to możliwe przywrócić zasilanie we wszystkich miastach w kraju.

W portalach społecznościowych pojawiły się w ostatnich godzinach zdjęcia pokazujące tłumy ludzi na stacjach metra, nie działającą sygnalizację świetlną. Portal FlightRadar24 podał z kolei, że zasilanie straciło aż 11 wież kontroli lotów na terenie całego kraju.

W wyniku awarii w Stambule stanęło m.in. metro oraz tramwaje, a z tunelu kolejowego łączącego europejską część miasta z azjatycką. Służby ewakuowały podróżujących mieszkańców.

Ministerstwo energetyki poinformowało, że pracuje już specjalny zespół starający się ustalić, co miało miejsce we wtorek przed południem.

Premier Davutoglu powiedział z kolei, że „nie wyklucza cyberataku” na sieci przesyłowe, ale też „nie może go potwierdzić”.

Prawdopodobnie awaria rozpoczęła się w jednym z miast położonych nad wybrzeżem Morza Egejskiego.
To największa awaria tego typu w Turcji od 15 lat.

 

Źródło: Hurriyet Daily News, tvn24
Blackout, Turcja, Turkey, brak prądu.

Polecane: