Są wulkany i superwulkany. Co do tych ostatnich nie uzgodniono definicji. Termin został spopularyzowany w 2000 r. przez dokumentalny serial przyrodniczy BBC. Niektórzy specjaliści stosują go, opisując erupcje o niespotykanej gwałtowności i objętości. Służba Geologiczna USA używa go do definiowania każdej erupcji wyrzucającej jednorazowo co najmniej 1 000 km3 lawy, pumeksu i popiołów, czyli ponad 50 razy więcej niż erupcja indonezyjskiego Krakatau w 1883 r., która zabiła ponad 36 tys. osób. Wulkany budują góry, superwulkany wymazują je z powierzchni ziemi. Wulkany niszczą florę i faunę w promieniu kilku kilometrów, superwulkany zmieniają klimat globu, zagrażając wyginięciem całym gatunkom. W dziejach ludzkości nie odnotowano jeszcze erupcji superwulkanu, ale geolodzy opracowali jej przypuszczalne stadia i obraz. Najpierw z wnętrza planety unosi się pióropusz gorąca, które stapia skały tuż pod ziemską skorupą. Powstaje ogromna komora wypełniona magmą, półpłynnymi skałami oraz parą wodną zmieszaną z dwutlenkiem węgla i innymi gazami. Ta mieszanina znajduje się pod znacznym ciśnieniem. Przez tysiące lat w komorze przybywa magmy, a powierzchnia ziemi nad nią wybrzusza się. W stropie komory pojawiają się pęknięcia. Znajdujące się pod ciśnieniem gazy w pewnym momencie wydostają się przez te szczeliny potężną erupcją. – Tak jak po otwarciu wcześniej potrząsanej butelki z coca-colą – wyjaśnia obrazowo Bob Christiansen, naukowiec ze Służby Geologicznej USA, który w latach 60. XX w. zainicjował pionierskie badania wulkanu Yellowstone. Strop opróżnionej komory magmowej się zawala. Cały dotychczas wypiętrzony fragment powierzchni ziemi zapada się, jakby planeta pożerała samą siebie. Powstaje gigantyczne zagłębienie zwane kalderą. Plama gorąca (ang. hot spot) odpowiedzialna za powstanie kaldery Yellowstone wybuchała wielokrotnie w ciągu minionych 18 mln lat. Ponieważ sięga ona bardzo głęboko, a płyta litosferyczna nad nią przesuwa się na południowy zachód, kaldery z poprzednich erupcji upodobniły się do gigantycznych paciorków nanizanych na niewidoczną nić. Od dzisiejszego południowego Idaho, ku Oregonowi i Nevadzie, kolejne wypływy lawy utworzyły osobliwy, księżycowy pejzaż równiny rzeki Snake. Trzy ostatnie supererupcje zdarzyły się w samym Yellowstone. Najpóźniejsza, ok. 640 tys. lat temu, była tysiąckrotnie większa niż wybuch St. Helens w 1980 r., podczas którego zginęło 57 mieszkańców stanu Waszyngton. Liczby jednak nie dają pełnego obrazu chaosu. Uczeni szacują, że słup popiołów wyrzucony przez erupcję Yellowstone sięgnął 30 tys. m, a materiał wulkaniczny pokrył Zachód aż po Zatokę Meksykańską. Potoki piroklastyczne – rozgrzane do temperatury 800°C gęste, śmiercionośne tumany złożone z popiołów, skał i gazów – wypełniały całe doliny chmurą szarej materii tak gorącą i ciężką, że samoczynnie zespalała się niczym asfalt, całkowicie pokrywając zielone dotąd obszary. Ale nawet ta erupcja nie była tak gwałtowna, jak dwukrotnie potężniejszy wybuch sprzed 2,1 mln lat. Pozostała po nim dziura w ziemi wielkości 4 000 km2. Natomiast około 1,3 mln lat temu doszło do jeszcze jednej erupcji, słabszej, choć także katastrofalnej.

 

Polecane: