Morski dron-tropiciel rozpoczyna testy. To amerykańska odpowiedź na zagrożenie ze strony okrętów podwodnych Chin i Rosji. Dron ACTUV ma móc je tropić przez nawet trzy miesiące, krążąc po oceanach bez ludzi na pokładzie.

Dron ACTUV

Polowanie na okręty podwodne od początku ich istnienia było w znacznej mierze grą na przeczekanie. Jednostki z napędem konwencjonalnym mogą pozostać ukryte pod wodą tylko przez określony czas, aż wyczerpie im się energia i powietrze. Potem będą musiały się wynurzyć i staną się łatwym celem. Okręty z napędem atomowym nie mogą natomiast bez końca uciekać z maksymalną prędkością wykonując uniki, bo może to doprowadzić do uszkodzenia reaktora.

Z drugiej strony tropiące je okręty nawodne mają ograniczone zapasy paliwa i żywności, a ich załogi nie mogą bez przerwy być w stanie najwyższej gotowości. Co więcej, często mają wiele zadań i nie mogą bez końca krążyć w poszukiwaniu okrętu podwodnego, który akurat zdołał zerwać kontakt i ukrywa się gdzieś w okolicy.

13-0105-SubStalker

Dron w pościgu

Amerykanie właśnie zaczęli testować drona o nazwie Sea Hunter (ang. – morski myśliwy), który ma być odpowiedzią na problemy z wytrzymałością tropicieli. Pozbawiony problematycznych ludzi, którzy wymagają jedzenia, picia i odpoczynku, może śledzić okręt podwodny nieporównywalnie dłużej. Według firmy tworzącej maszynę na zlecenie agencji DARPA (zajmuje się rozwojem futurystycznych technologii dla wojska USA), może ona krążyć po oceanie nawet trzy miesiące.

Sea Hunter ma być w pełni zdolny do mierzenia się nawet z najgorszą pogodą. Nie jest mały, mierzy około 40 metrów długości. Skonstruowano go w układzie trimarana (czyli ma trzy kadłuby połączone razem), który zapewnia dużą dzielność morską i zdolność do utrzymywania wysokich prędkości nawet w sztormie. W normalnych okrętach takie rozwiązanie praktycznie nie jest stosowane, bo utrudnia zaprojektowanie wnętrza jednostki. Staje się to znacznie prostsze, gdy nie trzeba się martwić o ludzi.

Kluczowym elementem Sea Huntera nie jest jednak jego konstrukcja, ale cyfrowy mózg. Dron jest w stanie operować zupełnie samodzielnie, pozostając jedynie pod ogólnym nadzorem ludzi siedzących w bazie na lądzie. W sytuacji awaryjnej ma być możliwe przejęcie nad nim zdalnej kontroli. Na czas testów zamontowano też prowizoryczny mostek, na który może wejść człowiek i pokierować dronem ręcznie.

Sea Hunter nie jest uzbrojony. Zamontowano na nim jedynie urządzenia do wykrywania i śledzenia okrętów podwodnych. Zrobiono tak, ponieważ dron nie jest prototypem jednostek przeznaczonych dla US Navy, ale jedynie eksperymentem, służącym do przetestowania nowych technologii. Jeśli sprawdzian wypadnie pomyślnie, na bazie Sea Huntera mogą zostać zaprojektowane docelowe drony-tropiciele.

Eksperymentalny dron kosztował amerykańskiego podatnika około 22-23 milionów dolarów. Choć nie jest to mało, to twórcy Sea Huntera przekonują, że to tak znacznie mniej niż kosztowałby nawet najmniejszy klasyczny okręt załogowy o podobnych możliwościach.

 

Źródło: Defense News, tvn24.pl

Polecane: