Załoga amerykańskiego bombowca strategicznego B-52 przeżyła bardzo niecodzienne zdarzenie. W pewnym momencie, bez żadnego ostrzeżenia czy gwałtownych manewrów, z samolotu “wypadł” silnik. Na swoim miejscu zostało siedem innych, więc lotnicy wylądowali bez problemu.

Do wypadku doszło w środę w pobliżu bazy Minot w Dakocie Północnej, jednego z głównych lotnisk amerykańskiego Lotnictwa Strategicznego. Samotny bombowiec B-52 wykonywał rutynowy lot szkoleniowy.

W pewnym momencie, z nieujawnionych lub jeszcze nieznanych przyczyn, jeden z ośmiu silników odrzutowych Pratt&Whitney TF33 “wypadł”. Nie sprecyzowano, czy wypadł ze swojej obudowy zamocowanej do skrzydła, czy odpadł z częścią obudowy. Tak czy inaczej, bombowiec został nagle pozbawiony jednego silnika.

Wypadek nie był wielkim problemem dla załogi bombowca, bo nie doszło do pożaru, a na swoim miejscu pozostało siedem innych silników, przy pomocy których spokojnie wylądowali w bazie Minot. Na poszukiwanie “zguby” wysłano śmigłowiec. Jego załoga szybko odnalazła szczątki silnika rozrzucone na polu około 35 kilometrów od bazy.

Latające muzea, ale skuteczne

Incydent na pewno zaogni debatę na temat pomysłu wymiany silników bombowców B-52. Te obecnie wykorzystywane są już iście zabytkowe. Reprezentują poziom technologiczny lat 50., choć produkowano je jeszcze w latach 80. Są słabe i mało ekonomiczne. Między innymi z tego powodu potrzeba aż ośmiu, aby napędzić jeden B-52.

Od lat 90. pojawiają się propozycje, aby wymienić silniki TF33 na coś nowocześniejszego. Dzięki temu silniki byłyby tylko cztery i to znacznie bardziej ekonomiczne. Problemem są jednak pieniądze a raczej ich brak. USAF ciągle ma ważniejsze wydatki w swoim budżecie i decyzja o wymianie silników B-52 jest odkładana na przyszłość. Planiści wychodzą z założenia, że skoro B-52 latają bez większych problemów i są stosunkowo tanie w obsłudze, to nie ma co inwestować w nie pieniędzy, aby były jeszcze tańsze.

USAF planuje wykorzystywać wiekowe B-52 jeszcze przez kilkadziesiąt lat, choć wszystkie 76 egzemplarzy ma już ponad pół wieku. Jest szansa, że niektóre będą służyć sto lat. Amerykanie wykorzystują je jako latające ciężarówki z bombami i rakietami. Jako samoloty nie muszą robić nic niezwykłego, tylko dostarczyć ładunek w założone miejsce i go wyrzucić. W starciu z nowoczesnymi myśliwcami czy obroną przeciwlotniczą nie mają jednak szans. Mogą działać tylko w bezpiecznej przestrzeni powietrznej.

Polecane: