Amerykański sen skończył się dla nich koszmarem. Przyszedł kryzys, stracili pracę, domy i musieli uciekać. W amerykańskich lasach powstają całe miasta bezdomnych. Niektórzy latami żyją w szałasach i prowizorycznych domach, pomiędzy drzewami budują wspólne łazienki i pralnie. Jedno z takich miasteczek założył przed pięcioma laty pastor Steve Brigham.

Zlepek szałasów, namiotów i baraków w środku lasu w stanie New Jersey mieszkańcy nazywają domem. Trafili do niego ludzie różnych zawodów, którym zawaliło się życie i nie wiedzą, co robić z nim dalej.
Każdy stara się tu urządzić jak najlepiej. Kryta folią altanka Elwooda jest uważana za najładniejszą. Elwood miał kiedyś prawdziwy dom, wart ponad pół miliona dolarów, ale gdy przyszedł kryzys, stracił pracę, to zaczął pić. I obudził się w lesie. – Od pięciu lat nie mam pracy. Ponieważ minęło aż tyle czasu, jest mi coraz trudniej coś znaleźć. Pewnie byłoby łatwiej gdybym miał normalne miejsce do mieszkania – opowiada.
Powrót do kraju 
Wśród siedemdziesięciu mieszkańców koczujących w lesie są też Polacy. Pani Nina jest tam od blisko trzech lat.  W innym życiu była geodetką w jednym z dużych miast w zachodniej Polsce. Dziś nie chce pokazać twarzy. – Mam bardzo dużo koleżanek, dużo kolegów, dużo sąsiadek fajnych – nie chcę żeby się ze mnie śmieli, że tak skończyłam – mówi.

Przez pierwsze lata w Ameryce dobrze jej się powodziło, pomagała wnukom i trzem córkom w Polsce. Teraz żyje w takich warunkach i chce wracać do kraju. – Ja w Polsce mam warunki, emerytura mi wpływa co miesiąc na konto. (…) Pojadę, mam ładny dom, piętrowy, pięć pokoi, ładny ogródek, co się będę męczyć.

Pełna kaplica

Pięć lat temu obozowisko założył pastor Steve Brigham. Od dwóch lat sam tu mieszka, by – jak mówi – być blisko najbardziej potrzebujących, najstarszych mieszkańców. A jego kaplica pod gołym niebem ma coraz więcej wiernych, bo mieszkańców przybywa. – Nasi najnowsi mieszkańcy są tu dlatego, że nie maja innego wyjścia. W obozowisku mamy coraz więcej ludzi, którzy pojawiają się tu z powodu kryzysu, którzy stracili pracę – mówi.

W miasteczku panuje względny porządek. Mieszkańcy mają wspólną łazienkę i pralnię w jednym z szałasów, segregują nawet śmieci. A pastor żółtym szkolnym autobusem z demobilu dowozi dary.

Ale miasteczko boryka się jednak z problemami. Władze pobliskiego miasteczka Lakewood chcą wypędzić z lasu bezdomnych. O ich przyszłość walczy w sądzie pastor Brigham.

Źródło: tvn24.pl

Polecane: