Pierwszy i największy w historii październikowy atak zimy na wschodnim wybrzeżu USA zebrał krwawe żniwo. Juz teraz potwierdzono śmierć 3 osób. Synoptycy uspokajają jednak, że pierwszy atak zimy ustąpi w niedzielę popołudniu.

Trwający weekend upłynął na wschodnim wybrzeżu pod hasłem pierwszego w tym roku (i bardzo dotkliwego w skutkach) ataku zimy.

W niedzielę rano bez prądu było wciąż ok. 2 mln Amerykanów w stanach Connecticut, Pensylwania, New Jersey, Nowym Jorku i w Wirginii Zachodniej. Na lotniskach koczowało tysiące podróżnych, których loty anulowano lub wstrzymano aż do niedzieli.

Tak wczesne opady śniegu stwarzają w USA tym większe zagrożenie, że na wielu drzewach wciąż znajdują się liście. Ciężkie gałęzie obciążone dodatkowo mokrym opadem grożą złamaniem się na drogi lub linie wysokiego napięcia.

Wśród ofiar pierwszych opadów śniegu znaleźli się m.in. 84-letni mieszkaniec miasta Temple w Pensylwanii. Mężczyzna drzemiący w bujanym fotelu zmarł przygnieciony ciężką ośnieżoną gałęzią, która zwaliła się na dach jego domu.

Kolejne ofiary weekendowej pogody to kierowca w Connecticut i nieostrożny mężczyzna z Massachusetts, który mimo ostrzeżeń policjantów dotknął metalowej bariery, na którą wcześniej zawalił się słup wysokiego napięcia.

Źródło: informacjeusa.com

Polecane: