Ogień, który od weekendu trawi północne i środkowe hrabstwa Kalifornii, pochłonął już 13 ofiar śmiertelnych. Tysiące osób porzucają dobytek i uciekają przed pożogą. Straż pożarna nie ukrywa, że straciła kontrolę nad większością pożarów.

Co najmniej 13 osób zmarło w północnej Kalifornii wskutek pożaru, który władze określiły mianem “nie do porównania z żadnym innym”. Ogień strawił ponad 1500 budynków i spopielił całe hektary winnic. Ewakuowano już mieszkańców pięciu tysięcy domów.

Do dziewięciu zgonów doszło w hrabstwach Napa i Sonoma. Jedna osoba zmarła w hrabstwie Mendocino.

 

“Chaos w najgorszym wydaniu”

Amy Head, rzeczniczka straży pożarnej w Kalifornii, w poniedziałek potwierdziła informację o 13 ofiarach śmiertelnych.

– Wielokrotnie mierzyliśmy się z wieloma pożarami w tym samym czasie, lecz tym razem większość z nich rozpoczęła się tej samej nocy i niemal w jednej minucie. To przypadek jedyny w swoim rodzaju – stwierdziła w rozmowie z mediami. – Nie znoszę mówić w ten sposób, bo tego rodzaju zwrotami szafuje się zbyt często i bez potrzeby, ale ogień, z którym mierzymy się teraz, to chaos w najgorszym wydaniu – zapewniła.

Gubernator Kalifornii Jerry Brown ogłosił stan zagrożenia dla ośmiu wysuniętych najbardziej na północ hrabstw: Butte, Lake, Mendocino, Napa, Nevada, Orange, Sonoma i Yuba. Strażacy z ogromną trudnością poskramiają płomienie i stanowią poważne zagrożenie dla tysięcy domów i winnic na północ od San Francisco.

Ucieczka z piekła

Pożary, podsycane w poniedziałek rano przez potężny wiatr, przyczyniły się do ewakuacji aż 20 tysięcy osób, które pozwoliły płomieniom pochłonąć ich dobytek, gdy sami uciekali przez gryzący dym.

Lokalne władze informują, że miejscowości Santa Rosa 90 kilometrów od San Francisco ogień zagarnął całe osiedla mieszkalne, a także lokalny parking przyczep i hotel Hilton. Straż pożarna informuje, że z powodu nieustępliwych wiatrów walka z ogniem przenosi się nawet na 225 kilometrów na północ od San Francisco. Działania funkcjonariuszy straży wspomagane są przez śmigłowce gaśnicze.

Drzewa jak pochodnie

– To było piekło, o którym nie macie pojęcia – opowiadał Marian Williams, która pomagała sąsiadom wydostać się z ognia. – Drzewa zajęły się ogniem jak pochodnie – dodała.

Obowiązkowa ewakuacja została narzucona mieszkańcom hrabstw na północ od Wybrzeża San Francisco po tym, jak ogień wymknął się spod kontroli w niedzielę. Straż pożarna napotyka na ogromne trudności w poskromieniu żarłocznych płomieni.

Rzeczniczka Cal Fire Heather Williams poinformowała, że obecnie strażacy mierzą się aż z 17 dużymi ogniskami pożaru, które rozgorzały podczas weekendu. Spośród nich wszystkich jedynie dwa są pod częściową kontrolą strażaków.

Williams wyjaśniła też, czemu ogień rozprzestrzenił się tak szybko:

– W nocy wilgotność jest najwyższa, temperatura spada, ale za to wiatr się nasila i dodatkowo podsyca pożogę, która rozgorzała za dnia – tłumaczyła.

W sporze ze statystyką

Równie wysoka liczba ofiar śmiertelnych pojedynczej fali pożarów zdarza się wyjątkowo rzadko. Według Państwowego Międzyagencyjnego Centrum Walki z Ogniem rocznie na obszarze całych Stanów Zjednoczonych w pożarze lasu ginie 13 osób, i to już od trzech lat. Tym razem podczas jednego weekendu w stanie Kalifornia zmarło ich już dziesięć.

Williams przewiduje, że dzieje się tak nie bez powodu.

– Było skwarnie, sucho, a lato trwało dłużej niż zwykle. Można to bezpośrednio powiązać ze zmianą klimatu – stwierdziła.

– Nigdy nie było takiego ognia – stwierdził Mike Willmarth, wieloletni mieszkaniec stanu Napa. – Nigdy nie było takich zniszczeń – dodał.

Źródło: ENEX, Guardian, Reuters, tvn24

Polecane: