Lekarzom z pogranicza inżynierii genetycznej udało się przekierować działanie komórek układu odpornościowego tak, by walczyły one z rakiem. Pacjentką jest kilkuletnia Amerykanka Emily.

Gdy Emily miała 5 lat, jej mama podczas kąpieli znalazła na ciele dziewczynki mnóstwo drobnych siniaczków. Badanie w szpitalu potwierdziło, że mała ma ostrą białaczkę limfoblastyczną. Liczne chemioterapie tylko osłabiały organizm. Kolejnej mogłaby już nie przeżyć. Dlatego lekarze zaproponowali eksperymentalną terapię, na którą zgodzili się rodzice.

– To zupełnie nowy sposób leczenia białaczki – podkreśla dr Stephen Grupp ze szpitala dziecięcego w Filadelfii. Ideą działania jest przekierowanie układu odpornościowego tak, by walczył on z nowotworem.

 

Pocałunek śmierci

Naukowcy najpierw pobrali z organizmu dziewczynki limfocyty T. Są to komórki obronne, odpowiedzialne np. za zwalczanie infekcji.

– One same mają zdolności bójcze. Odbywa się to przez tzw. pocałunek śmierci. Polega to na zbliżeniu takiej komórki do antygenu i dania mu złośliwego pocałunku zakończonego wejściem ciała, które nazywa się perforyną, który robi dziurę w tej komórce – wyjaśnia prof. Alicja Chybicka, kierownik katedry i kliniki transplantacji onkologii i hematologii dziecięcej przy Uniwersytecie Medycznym we Wrocławiu.

Wirus HIV na pomoc

Naukowcy ze Stanów Zjednoczonych chcieli, by pocałunek śmierci dostały komórki nowotworowe. Aby było to konieczne, do gry musiała wkroczyć inżynieria genetyczna – komórki trzeba było przeprogramować. Tu zrobiono to za pomocą odpowiednio osłabionego wirusa HIV.

– Oczywiście jest to zrobione tak, by ten retrowirus mający znakomite zdolności dostania się do komórki typu T, nie spowodował zachorowania – podkreśla prof. Chybicka.

 

Lekarze zmodyfikowane limfocyty T ponownie wprowadzili do organizmu dziewczynki. Tam działały już jak seryjni mordercy. – Komórki rosną w organizmie pacjenta i mogą atakować duże ilości komórek nowotworowych – poinformował dr Grupp z amerykańskiego zespołu lekarzy.

Calkowita pewność dopiero po 2 latach

Prób zastosowania terapii genowej podejmują się naukowcy w wielu ośrodkach. Do tej pory jednak ich efekty nie były aż tak spektakularne.

W przypadku Emily wygląda na to, że wszystko poszło zgodnie z planem. Jednak o pełnym sukcesie lekarze będą mogli mówić, gdy miną dwa lata od zastosowania terapii.

 

Źródło: tvn24.pl

Polecane: