Platyna, złoto, czy nikiel – znajdujące się w pobliżu Ziemi asteroidy są potencjalnie źródłem wielkiego bogactwa. Niektóre mają więcej surowców, niż do tej pory wykopaliśmy z ziemi. Kilka firm pracuje już nad tym, jak się dostać do tego bogactwa. Chcąc być pierwszymi na lukratywnym rynku, Amerykanie już rozpoczęli prace nad prawem dotyczącym kosmicznych kopalni. Przeszkodą jest traktat z 1967 roku.

Planetoida - badania

Kopanie w asteroidach (po polsku również planetoidy) wydaje się być odległą wizją rodem z science fiction, ale to złudne wrażenie. Perspektywa sięgnięcia po bogactwa krążące w pobliżu Ziemi nie jest oderwana od rzeczywistości.

W USA działają dwie firmy, Deep Space Industries i Planetary Resources, które pracują nad rozpoczęciem kosmicznej eksploatacji. W najbliższych latach obie planują loty rozpoznawcze i dokładne zbadanie wybranych obiektów. Pierwsze próby wydobycia mają się zacząć za około dziesięć lat.

 

Bogactwa w próżni

Teoria kosmicznego górnictwa jest już wypracowana i nie ma większych wątpliwości, że przy obecnym poziomie technologii jej realizacja w praktyce jest możliwa. Zdecydowana większość asteroid krąży w tak zwanym „głównym pasie” pomiędzy Jowiszem a Marsem. To pozostałości po okresie, kiedy formował się Układ Słoneczny i są ich tam setki tysięcy.

Obie amerykańskie firmy celują jednak nie w „główny pas”, ale w kosmiczne skały krążące po orbitach bliskich Ziemi. Ich dokładna liczba nie jest znana, ale szacuje się ją na około 20 tysięcy. Te najmniejsze asteroidy mają po kilka metrów średnicy, a największe po kilka kilometrów. Niektóre wędrują przez kosmos po orbitach na tyle zbieżnych z orbitą Ziemi, że dostanie się do nich będzie wymagać mniej energii niż dotarcie na Księżyc. Oznacza to niższe koszty w postaci mniejszej rakiety niezbędnej do ruszenia w drogę. Loty będą jednak bardzo długie. W zależności od tego jak blisko Ziemi krąży asteroida, może to być od pół roku do dwóch lat.

Obie firmy nakreśliły podobny scenariusz rozpoczęcia kosmicznego górnictwa. W najbliższych latach chcą wysłać wiele miniaturowych sond, które mają dotrzeć do wytypowanych asteroid i dokładniej zbadać ich skład. Następne w drogę mają wyruszyć większe statki, które pobiorą i dostarczą na Ziemię próbki ważące kilkadziesiąt kilogramów, lub przeprowadzą ich analizę na miejscu. Ostatnie mają wyruszyć większe statki zdolne do wydobycia kilku-kilkudziesięciu ton skał.

Pełnoskalowe kopanie w wizji Deep Space Industries

Pełnoskalowe kopanie w wizji Deep Space Industries

Czy warto i czy można?

Opracowanie odpowiednich technologii na pewno będzie wyzwaniem, jest jednak możliwe. Znacznie poważniejszym pytaniem jest to, czy kosmiczne górnictwo w ogóle się opłaci i czy jego rozwoju nie utrudni obowiązujące prawo międzynarodowe. Zwolennicy eksploatacji asteroid przekonują, że odpowiedź na to pierwsze pytanie jest jasna. Kosmiczne skały zawierają wielkie ilości bardzo rzadkich na Ziemi metali takich jak platyna, złoto czy nikiel. Nawet małe asteroidy mogą mieć ich w sobie więcej, niż ludzkość wydobywa w ciągu roku. Niektóre zawierają wielkie ilości wody, którą można łatwo przetworzyć na paliwo rakietowe co zrewolucjonizowałoby loty kosmiczne (paliwo byłoby w kosmosie i nie trzeba by go dostarczać z Ziemi).

Sceptycy dowodzą, że opracowanie wszystkich technologii, budowa statków i wysłanie ich w kosmos będzie wymagać inwestycji idących w wiele miliardów dolarów. Pomimo wielkich bogactw zawartych w asteroidach, koszt ich wydobycia może przekroczyć ewentualne zyski. Istotnym problemem jest to, że gdyby na Ziemię nagle przywieźć kilka ton platyny, złota i niklu, to ich cena natychmiast gwałtownie by spadła. Zadziałałaby podstawowa zasada popytu i podaży. Złoto czy platyna są drogie, ponieważ jest ich bardzo mało i trudno je dostać. Sceptycy dowodzą, że na razie nie znajdzie się dość inwestorów chętnych zaryzykować pieniądze w kosmicznym górnictwie.

Jest też istotny problem natury prawnej, który może odstraszać od inwestycji w firmy takie jak Deep Space Industries i Planetary Resources. Na razie nie wiadomo bowiem, kto właściwie powinien zostać uznany za właściciela materiałów wydobytych z asteroid. Amerykańscy kongresmeni chcą temu zaradzić i pomóc rodzimym firmom w zdobyciu najlepszej pozycji startowej na nowym, potencjalnie bardzo lukratywnym, rynku.

 

Kosmiczny problem prawny

W Komitecie ds. Nauki, Technologii i Kosmosu Izby Reprezentantów dyskutowane jest obecnie nowe prawo „The Asteroids Act”. Pomimo, że to dopiero początek prac, to już inicjatywa polityków wywołuje kontrowersje. Kluczowym zapisem proponowanego przez nich prawa jest to, że właścicielem materiałów wydobytych z asteroid jest ten, kto je wydobył. Amerykańskie firmy mają na dodatek „unikać” szkodliwego działania wobec innych pojazdów kosmicznych i mieć prawo do reagowania na szkodliwe działania wobec nich. Ewentualne spory z udziałem firm amerykańskich mają rozstrzygać sądy z USA.

Obecnie jedynym prawem obejmującym potencjalne kosmiczne górnictwo jest podpisany w 1967 roku Traktat o Przestrzeni Kosmicznej. Jego głównym celem było zakazanie umieszczania broni jądrowej w kosmosie i zakładania baz wojskowych poza Ziemią. Traktat zakłada także, że żadne państwo nie ma prawa zawłaszczać ciał niebieskich. W myśl prawa nie można zatem wbić flagi w asteroidę i oznajmić, że jest np. amerykańska (podobnie bezprawne jest sprzedawanie działek na Księżycu). Na dodatek badanie i wykorzystywanie kosmosu ma służyć „dobru ogółu ludzkości”. Odpowiedzialność za działalność firm prywatnych ponoszą państwa, w których są one zarejestrowane.

Traktat podpisały wszystkie państwa dysponujące technologiami kosmicznym, oraz wiele innych, w tym Polska. Oznacza to, że próbujące rozpocząć kopanie w asteroidach firmy amerykańskie podlegają zapisom z 1967 roku. Nie mogą więc wybrać asteroidy pełnego cennych surowców i ogłosić, że jest ich własnością. Kluczowym pytaniem brzmi jednak, czy to co z niego wykopią, również pozostaje „dobrem całej ludzkości’.

Choć nie jest to nigdzie jasno określone, prosta interpretacja traktatu pozwala stwierdzić, że tak. W takiej sytuacji kosmiczne górnictwo nie miałoby sensu, bowiem żadna prywatna firma nie zainwestowałaby miliardów w przedsięwzięcie, zyskami z którego musiałby dzielić się z całą ludzkością na nieustalonych zasadach.

 

Przewaga USA na starcie

Dlatego Kongres zajął się tym tematem i takiej dalekowzroczności w wydaniu polityków wypada pozazdrościć. Kosmiczne górnictwo może potencjalnie być niezwykle intratnym interesem i doprowadzić do fundamentalnych zmian w światowej gospodarce oraz podboju przestrzeni kosmicznej. Kto pierwszy wkroczy na ten rynek, będzie miał wielką przewagę nad rywalami. Potencjalne zyski dla USA są olbrzymie. Zwłaszcza, że kraj ten jest w najlepszej pozycji startowej, posiada bowiem najbardziej zaawansowane technologie i tylko w USA na dobre zaczął się rozwój prywatnego sektora kosmicznego.

Wobec powyższego Amerykanie na pewno będą dążyć do jak najkorzystniejszego dla siebie uregulowania kwestii własności kosmicznych kopalin. Swoją pierwszą propozycją nadali już ton dyskusji na ten temat. Pozostałe państwa dysponujące technologiami kosmicznymi prawdopodobnie nie będą znacząco oponowały wizji przedstawionej przez Kongres, bowiem same mogą liczyć na zyski. Opór mogą stawiać biedniejsze państwa, które mogą próbować wymusić jakąś formę „kosmicznego podatku” z uwagi na „dobro całej ludzkości”.

Nawet jeśli Amerykanie uchwalą korzystne dla siebie prawo, a ktoś na świecie będzie wyrażał sprzeciw, to Waszyngton najpewniej ten głos zignoruje. Podobnie uczyniono z Konwencją o Prawie Morza z 1982 roku, która jest powszechnie stosowana na całym świecie. Amerykanie mieli wielki wkład w jej stworzenie, ale część zapisów wprowadzonych przez mniejsze państwa im nie odpowiada, więc całej konwencji nie ratyfikowali i stosują ją wybiórczo. Potencjalne zyski z kosmicznego górnictwa są zaś zbyt wielkie, aby przejmować się opinią międzynarodową. Na dodatek nikt nie będzie w stanie fizycznie powstrzymać firm z USA.

 

Źródło: PAP, tvn24

Polecane: