Amerykańska flota może się już pochwalić dwoma potężnymi “działami przyszłości” na prąd, potocznie nazywanymi “railgunami”. Swój prototyp do testów dostarczył koncern General Atomics. Za dekadę te działa rodem z filmów sci-fi mają trafić na pokłady okrętów i strzelać kilka razy dalej niż te wykorzystywane obecnie.

Prototyp działa trafił do ośrodka badawczego US Navy w Dahlgren, który jest centrum amerykańskiego programu budowy działa przyszłości. Od połowy pierwszej dekady XXI wieku są tam prowadzone badania i testy kolejnych “railgunów”. Początkowo było to urządzenie prezentujące w ogóle zasadność koncepcji działa strzelającego przy pomocy prądu, zbudowany przez naukowców floty.

Technologia przyszłości

Gdy po serii testów udowodniono, że “działa elektromagnetyczne” na pokładach okrętów to nie mrzonka, US Navy zamówiła po jednym prototypie od konkurencyjnych koncernów General Atomics i BAE Systems. Ta druga firma dostarczyła swoje działo na początku roku, General Atomics (GA) uczyniło to kilka dni temu.

Koncern chwali się, że kilka dni po zamontowaniu na stanowisku testowym w Dahlgren oddano próbny strzał, który był “sukcesem”. Prototyp GA, wraz z egzemplarzem od BAE Systems , przechodzi obecnie testy prowadzone przez naukowców US Navy. Z obu są prowadzone strzelania przy maksymalnej dopuszczalnej energii 32 megadżuli.

Obecne testy są pierwszym etapem programu. Naukowcy na razie weryfikują poprawność konstrukcji “railgunów” i ich zdolność do strzelania z maksymalną mocą bez awarii. Drugim etapem, który już został rozpoczęty, jest zbudowanie systemów zasilania, które umożliwią strzelanie seryjne, do 10 razy na minutę. Dopiero po pokonaniu związanych z tym problemów, działa elektromagnetyczne zostaną uznane za zdatne do umieszczenia na okrętach i testów “polowych”.

Sci-fi na pokładzie

US Navy liczy na to, że w drugiej dekadzie XXI wieku “railguny” staną się jedną z broni floty. Potężne działa elektromagnetyczne strzelające z energią 64 megadżuli będą wyrzucać z siebie pociski z prędkością ponad sześciu kilometrów na sekundę, czyli 17 razy szybciej od dźwięku. Dla porównania większość pistoletów i karabinów wystrzeliwuje pociski z prędkością około kilometra na sekundę.

Energia zmagazynowana w pociskach będzie tak duża, że nie będą potrzebować ładunków wybuchowych. Gdy po przeleceniu ponad 300 kilometrów (maksymalny zasięg jest szacowany na 370 km) pocisk spadnie na cel, sama siła uderzenia wywoła wystarczające zniszczenia.

Naukowcy floty szacują, że uderzenie pocisku z railguna będzie ekwiwalentem eksplozji głowicy rakiety cruise typu Tomahawk. Jednocześnie wystrzelony z “railguna” ładunek ma kosztować kilka tysięcy dolarów, czyli ułamek rakiety kosztującej około miliona dolarów.

Płotki na drodze

Jednak zanim owa futurystyczna wizja się zmaterializuje i zrewolucjonizuje uzbrojenie, do pokonania pozostały liczne problemy natury technicznej. Główne są związane z wielką energią wykorzystywaną przy strzale. Pierwsze modele eksperymentalne nawet po jednym strzale ulegały autodestrukcji. Zniszczeniu ulegały głównie elementy wewnątrz lufy, narażone na wielkie tarcie, przepływ potężnego prądu i związane z tym temperatury. W obecnych egzemplarzach zbudowanych przez GA i BAE Systems ten problem miał już zostać wyeliminowany i mogą one oddawać liczne strzały bez konieczności napraw.

Kolejnym problemem jest dostarczenie odpowiedniej energii do działa. W “railgunach” pocisk jest rozpędzany nie poprzez wybuch ładunku chemicznego, ale przepływ silnego prądu. Do każdego strzału potrzeba więc zmagazynować wielką ilość energii, do czego obecnie buduje się wielkie zestawy specjalnych kondensatorów. Ich zasilenie wymaga odpowiednio silnych generatorów dostępnych obecnie tylko na okrętach z napędem nuklearnym lub dopiero budowanych niszczycielach DDG 1000 Zumwalt.

Jeszcze jednym problemem jest potężne pole elektromagnetyczne powstające podczas strzału, które “smaży” całą elektronikę w pobliżu. Bez odpowiednich osłon żaden sprzęt elektroniczny w okolicy strzelającego działa przyszłości nie przetrwa.

 

Źródło: tvn24.pl

Polecane: