– Nie musiałem dawać wykładów, prowadzić zajęć czy siedzieć na nudnych spotkaniach. Mogłem całkowicie poświęcić się badaniom – mówił Stephen Hawking, tłumacząc, co dobrego wynikło z jego choroby, która ostatecznie doprowadziła do jego śmierci. Mając ten dodatkowy czas, poświęcił się głównie mechanice kwantowej i astrofizyce. Stworzył między innymi koncept „czasu urojonego„, który może być tym, na którym tak naprawdę opiera się Wszechświat.

Zmarły właśnie Hawking był jednym z najlepiej rozpoznawalnych naukowców. – Być może nawet byłem najlepiej znanym. To po części z tego powodu, że poza Einsteinem naukowcy nie są szeroko rozpoznawalni jak gwiazdy rocka i po części z tego powodu, iż pasowałem do stereotypu niepełnosprawnego geniusza – mówił na swój temat brytyjski profesor.

Swoją rozpoznawalność Hawking w znacznej mierze zawdzięczał próbom objaśniania bardzo skomplikowanych konceptów naukowych w prosty sposób, przystępny dla przeciętnego człowieka.

Skomplikowana nauka dla prostego człowieka

Brytyjczyk gwałtownie zyskał międzynarodową sławę w 1988 roku za sprawą książki „Krótka historia czasu”. Jest ona próbą wyjaśnienia bardzo skomplikowanych koncepcji fizyki i astrofizyki w przystępny sposób. Sam Hawking mówił, że jego celem było napisać książkę, która będzie się sprzedawała w kioskach na lotniskach. – Żeby się upewnić, że jest zrozumiała, testowałem ją na swoich pielęgniarkach. Wydaje mi się, że zrozumiały większość – mówił naukowiec.

W pierwszej wersji książki miało być dużo skomplikowanych równań i wzorów, ale wydawca zdołał przekonać Hawkinga, aby je wszystkie usunął, bo inaczej przeciętny czytelnik odłoży ją na półkę. Później naukowiec był dumny z tego, że udało mu się ograniczyć ich liczbę do zaledwie jednego, dość sławnego, czyli E=MC2.

Hawking mówił, że zaczął pisać książkę, aby móc się podzielić swoją ekscytacją wywołaną najnowszymi odkryciami w astrofizyce. Udało mu się to dobrze, bowiem niespodziewanie „Krótka historia czasu” stała się wielkim sukcesem i przez 237 dni była na liście bestsellerów „Sunday Times”.

 

Nie tylko książka

Choć powszechną sławę Hawking zdobył dzięki „Krótkiej historii czasu”, to wcześniej był już dobrze znany w kręgach naukowych. Carl Sagan, słynny amerykański naukowiec i popularyzator nauki, tak opisywał pierwsze spotkanie z Brytyjczykiem w 1974 roku, kiedy przypadkiem wszedł do złej sali na konferencji naukowej w Londynie. – Zorientowałem się, że oglądam starożytną ceremonię, przyjęcie nowych członków do Royal Society, jednej z najstarszych organizacji naukowych na świecie. W pierwszym rzędzie był młody człowiek na wózku, który bardzo powoli wpisywał swoje imię do starej księgi, na której pierwszych stronach był podpis Isaaca Newtona. Hawking już wówczas był legendą – opisywał Sagan.

Młody wówczas naukowiec był już znany z powodu swoich prac między innymi nad teorią próbującą wyjaśnić aspekty działania czarnych dziur. W 1973 roku ukazała się jego książka na ten temat, ale była publikacją typowo naukową, która nie rozbudziła powszechnego zainteresowania. Zyskał jednak rozpoznawalność i uznanie w środowisku naukowym

Później koncentrował się na mechanice kwantowej, która może dać wytłumaczenie tego, jak właściwie działa . Starał się ją połączyć z klasyczną teorią Einsteina. Stworzył między innymi koncept tak zwanego „czasu urojonego”, mającego być połączeniem czasu tak jak pojmujemy go tradycyjnie, oraz czasu ze świata mechaniki kwantowej, według którego tak naprawdę działa . – To może brzmieć jak science fiction, ale to prawdziwa koncepcja naukowa – mówił Hawking.

– Możemy sobie wyobrazić czas jako poziomą linię. Po lewej stronie jest przeszłość, po prawej przyszłość. Jest jednak w tym układzie inny rodzaj czasu. Biegnie w pionie. To jest tak zwany czas urojony, bo nie doświadczamy go normalnie, jednak w pewnym sensie jest tak samo normalny – tłumaczył naukowiec.

Wiele czasu poświęcił też szukaniu odpowiedzi na pytanie, jak powstał , co było na początku, co będzie dalej i jak w ogóle połączona jest przestrzeń oraz czas. Wraz z Jamesem Hartle stworzył między innymi teorię, iż tak naprawdę nie da się określić jednego momentu, kiedy nastąpił „Wielki Wybuch” i wszystko się zaczęło. Wcześniej  miał być jednością czasu i przestrzeni, więc nie miał jasno określonych granic.

Na jednym z wykładów stwierdził, że chciałby móc wytłumaczyć wszystko, jednak przyznał, że teoria pozwalająca opisać przeszłość a i przewidzieć jego przyszłość nie jest możliwa do stworzenia.

 

Naukowy celebryta

Z racji na osiągnięcia naukowe i dużą rozpoznawalność często występował publicznie nie tylko podczas wydarzeń naukowych. Dał tysiące wykładów, spotykał się z prezydentami i innymi najważniejszymi osobami świata. Ostrzegał przed możliwymi negatywnymi skutkami rozwoju sztucznej inteligencji oraz robotów. Przekonywał, że ludzkość musi oderwać się od Ziemi, ponieważ nie będzie w stanie na niej przetrwać w nieskończoność.

Stał się swoistym naukowym celebrytą. Pojawiał się też w popkulturze, choćby w seriach animowanych „Simpsonowie”, „Futurama” czy klasycznych serialach -„Star Treku” i „Teorii Wielkiego Podrywu”. Jego charakterystyczny głos z syntezatora stał się częścią piosenki „Keep Talking” zespołu Pink Floyd.

Choć kiedy zdiagnozowano jego chorobę, to wpadł w depresję i chciał porzucić naukę, to ostatecznie stwierdził, iż miał „spełnione i satysfakcjonujące życie”.

– Uważam, że niepełnosprawni powinni koncentrować się na rzeczach, które mogą robić pomimo swoich ograniczeń i nie żałować tego, czego nie mogą robić – napisał w swoich wspomnieniach. – To był wspaniały czas, aby żyć i zajmować się fizyką teoretyczną. Jestem szczęśliwy, że dodałem coś od siebie do naszego zrozumienia a – dodał.