Pogoda zwariowała. Skąd te upały w dużej części Polski? Okazuje się, że to efekt zmian klimatycznych w mroźnej Arktyce.

Od około dekady zmienia się sposób krążenia powietrza na północ od równika i od bieguna na południe – donoszą meteorolodzy. Objawem tego są m.in. zakłócenia prądów strumieniowych – gigantycznych prądów powietrza, które wędrują z zachodu na wschód na wysokości 10-12 km oplatając kulę ziemską. Niekiedy mają nawet 200 km szerokości, 2 km grubości i pędzą ze średnią prędkością 150 km/godz. Ale potrafią przyspieszyć nawet do 200 km/godz.

Taka meandrująca dmuchawa wisi nad Europą i odpowiada za zawirowania klimatu w naszej szerokości geograficznej. Jak twierdzą Jennifer Francis z Rutgers University i Stephen Vavrus z University Wisconsin-Madison, zakola tej dmuchawy powiększają się, a prędkość spada. Prowadzi to z kolei do przetasowań w pogodzie, które zaczynamy odczuwać na własnej skórze.

Zdaniem naukowców główna zmiana polega na coraz częstszym blokowaniu się cyrkulacji atmosferycznej, a wraz z nią – pogody. Jej skutkiem są fale upałów, mrozów, śnieżyc czy ulew nad jakimś regionem, podczas gdy w sąsiednim regionie w ogóle nie ma śladu takiej ekstremalnej pogody.

Francis i Vavrus odkryli, że w Europie i wschodniej części USA takie blokady obserwuje się najczęściej latem i jesienią. Jednak ich skutki mogą być bardzo przykre, jak np. gigantyczne pożary lasów w USA przez upały sięgające 40 st. C. Takie blokady pogodowe mogliśmy zaobserwować zimą w Polsce. Pierwsza trwała cały grudzień aż do połowy stycznia, kiedy mieliśmy jesień w środku zimy. Druga z kolei rozpoczęła się pod koniec stycznia i trwała przez trzy tygodnie. Wówczas doświadczyliśmy siarczystych mrozów.

Jak twierdzą meteorolodzy, winę za to ponosi zjawisko zwane przyspieszeniem arktycznym – charakterystyczna dla strefy polarnej skłonność do wzmacniania bodźców klimatycznych dominujących na globie. Wzrost temperatur w Arktyce jest najszybszy, kiedy Ziemia się ociepla. I odwrotnie – spadek temperatur za kołem polarnym jest najszybszy, gdy średnie temperatury na naszej planecie zaczynają spadać.

Arktyka ogrzewa się dwukrotnie szybciej niż reszta globu, a letnia pokrywa lodowa na morzach arktycznych skurczyła się o 40 proc. Ta nadwyżka ciepła kumulująca się za kołem polarnym zaburzyła cyrkulację atmosferyczną – dowodzą Francis i Vavrus. Z powodu ciepła prąd strumieniowy słabnie. Jako leniwy prąd powietrzny zaczyna silnie meandrować tak, że jego zakola sięgają bardziej na północ i południe. A każde z nich może pchać zimne powietrze lub zwrotnikowe wywołując w różnych rejonach Europy skrajne warunki pogodowe.

Nim leniwy prąd strumieniowy przesunie się na wschód mogą upłynąć tygodnie. Dzięki temu, jak podkreślają badacze, rośnie prawdopodobieństwo, że ten sam typ pogody, który mamy dziś za oknem, utrzyma się jutro i pojutrze. Jednak trudno przewidzieć, jaka pogoda będzie za miesiąc, gdyż nie wiadomo, który meander prądu strumieniowego zawiśnie nad nami za parę tygodni.

 

Źródło: benvironment.org.uk, wiadomosci.wp.pl

Polecane: