Prawie 40 lat po zakończeniu wojny wietnamskiej amerykańscy eksperci przystąpili do oczyszczania gleby skażonej przez defoliant Agent Orange. Ocenia się, że jego użycie doprowadziło do śmierci lub kalectwa 400 tys. Wietnamczyków, a ponad 500 tys. ludzi urodziło się z wadami wrodzonymi.

 Amerykański śmigłowiec rozpyla Agent Orange

Jak poinformowała w czwartek ambasada Stanów Zjednoczonych w Hanoi, na lotnisku w mieście Danang nad Morzem Południowochińskim przewidziano usunięcie i oczyszczenie 73 tysięcy metrów sześciennych ziemi. Ambasador USA David Shear symbolicznie wbił w ziemię pierwszą łopatę.

Setki tysięcy ofiar

Lotnisko w Danang było w czasie wojny wietnamskiej bazą amerykańską. Amerykanie używali zawierającego dioksyny defoliantu, aby w pozbawionych liści lasach łatwiej lokalizować z powietrza szlaki partyzantów Vietcongu i zabijać wroga.

Jednak Agent Orange często rozpylany był w pobliżu wietnamskich wiosek, a jego składniki przenikały do gleby, żywności i wody.

Według wietnamskich władz jego powszechne użycie spowodowało śmierć lub kalectwo 400 tys. ludzi, a dodatkowo ponad 500 tys. dzieci narodziło się z wadami wrodzonymi. W sumie około 4 milionów ludzi cierpi dziś z powodu użycia tej substancji.
Do tej pory miejscowa ludność nie otrzymała żadnej rekompensaty za swoje cierpienia.

USA biorą się do dzieła

Teraz jednak, po niemal 40 latach od zakończenia wojny, władze USA i Wietnamu w ramach wspólnego projektu, którego koszty oszacowano na 43 miliony dolarów, zamierzają oczyścić obszar o powierzchni… 19 hektarów.

To niewiele, zważywszy, że Amerykanie rozpylili podczas wojny 80 milionów litrów Agent Orange na powierzchni milionów hektarów.

Mapa pokazująca, gdzie w latach 1965-1971 rozpylano Agent Orange

Źródło: PAP, „The Globe and Mail”, tvn24.pl