Powierzchnia lodu morskiego w Arktyce w swym tegorocznym maksimum okazała się znowu niepokojąco mała – druga od końca w historii pomiarów. Prawdopodobnie padłby nowy rekord, gdyby nie marcowe ochłodzenie, które nastąpiło po wyjątkowo ciepłym dla tego regionu lutym.

Powierzchnia pokrywy lodowej na Oceanie Arktycznym 17 marca (w dniu tegorocznego maksimum) wyniosła 14,48 mln kilometrów kwadratowych. To tylko nieco więcej – o 60 tysięcy kilometrów kwadratowych – niż w dniu ubiegłorocznego maksimum, czyli 7 marca 2017 roku. Wtedy to odnotowano najniższą wartość w historii pomiarów.

Najnowsze dane przekazała agencja kosmiczna NASA oraz powiązane z nią Narodowe Centrum Danych o Śniegu i Lodzie (National Snow and Ice Data Center – NSIDC).

Ubywa lodu w ziemskim klimatyzatorze

Pokrywa lodowa na Oceanie Arktycznym to warstwa zamarzniętej wody morskiej, pokrywająca większość oceanu i sąsiednich mórz. Często jest określana jako klimatyzator naszej planety. Jej biała powierzchnia odbija energię słoneczną, chłodząc kulę ziemską.

Pokrywa zmienia się wraz z sezonem: rośnie jesienią i zimą, a kurczy się wiosną i latem. Okres, kiedy lód jest najgrubszy i zajmuje największą powierzchnię, zawsze przypada między końcem lutego a początkiem kwietnia, minimum natomiast – we wrześniu. W każdej z tych faz – zarówno przyrostu, jak i topnienia – lodu jest w ostatnich latach mniej niż jeszcze pod koniec XX i w pierwszej dekadzie XXI wieku.

Pokrywa lodowa w dniu tegorocznego maksimum zajmowała powierzchnię o około 1,16 mln kilometrów kwadratowych mniejszą niż średnio w latach 1981-2010. By uzmysłowić skalę tego ubytku: to obszar większy niż Teksas i Kalifornia razem wzięte. A bliżej naszym realiom – więcej niż trzy i pół Polski.

Jakie są tego skutki?

Naukowcy podkreślają: efektów tego procesu jest multum, począwszy od zmian w klimacie i wzorcach pogodowych, poprzez wpływ na rośliny i zwierzęta zależne od występowania lodu, po życie rdzennych mieszkańców okolic podbiegunowych. Znikający lód zmienia także szlaki żeglugowe, zwiększa erozję wybrzeży i wpływa na cyrkulację oceaniczną.

– Pokrywa lodowa na Oceanie Arktycznym ma tendencję do kurczenia się, co związane jest z trwającym ocieplaniem się Arktyki – tłumaczyła Claire Parkinson, klimatolog z działającego przy NASA Centrum Lotów Kosmicznych im. Goddarda w Greenbelt w stanie Maryland. – To jest jak ulica dwukierunkowa. Ocieplanie się oznacza, że powstanie mniej lodu, a więcej stopnieje. Z drugiej strony, skoro pokrywa jest mniejsza, to odbija się od niej mniej padających promieni słonecznych, co jeszcze bardziej przyczynia się do ocieplenia – opowiadała.

W tym sezonie zimowym Arktyka doświadczała powtarzających się okresów wysokiej temperatury, w niektórych regionach dochodziło do skoków o 20 i więcej stopni Celsjusza powyżej średniej. Nawet na biegunie północnym w lutym temperatura potrafiła rosnąć powyżej zera. By uzmysłowić nietypowość tej sytuacji dość wspomnieć, że zdarzały się dni, kiedy w Warszawie było znacznie zimniej niż na biegunie północnym.

Lód znika nawet z miejsc, gdzie jest najstarszy i najgrubszy (NASA Goddard Space Flight Center – CC BY 2.0)

Lód może uciec na Atlantyk

W lutym w pokrywie lodowej na północ od Grenlandii – tam, gdzie lód arktyczny jest najstarszy i najgrubszy – powstało wielkie „oczko wodne”. Jego większość zamarzła wraz z marcowym oziębieniem. Jednak nowy lód będzie zapewne cieńszy i bardziej kruchy, a w okresie topnienia znowu w tym miejscu może się pojawić otwarta tafla wody.

Naukowcy obawiają się, że kawały osłabionego lodu z tego regionu mogą w lecie opuścić Arktykę przez cieśninę Fram między Svalbardem a Grenlandią lub cieśninę (a właściwie ciąg cieśnin) Naresa między Wyspą Ellesmere’a a Grenlandią. Następnie rozpuściłyby się w cieplejszych wodach Atlantyku.

– Spodziewaliśmy się, że ten stary, gruby lód zapewni stabilizację systemowi lodowemu Oceanu Arktycznego. Byliśmy zdania, że nie będzie on tak podatny na topnienie, jak lód cieńszy, młodszy – tłumaczył Alek Petty z Centrum Goddarda. – Skoro jednak arktyczny lód staje się cieńszy i mniej stabilny, rośnie ryzyko, że w lecie czeka nas utrata znacznej jego części – przestrzegł naukowiec.

– Dużo będzie zależało od warunków pogodowych wiosną i latem, zwłaszcza od wiatru i temperatury – podkreśliła Claire Parkinson.

Samolot NASA tankuje przed startem w ramach operacji IceBridge (NASA/Jeremy Harbeck)

Lodowy most i nowy satelita

Od 22 marca trwa prowadzona przez NASA tegoroczna operacja Lodowy Most (IceBridge). Jej celem jest obserwowanie z powietrza – z wykorzystaniem samolotów – zasięgu i grubości pokrywy lodu na Oceanie Arktycznym oraz sporządzenie dokładnej mapy. Badania takie są prowadzone co roku od 2009 i planowane co najmniej do 2020 roku.

Mają one uzupełniać wiedzę o arktycznym lodzie w okresie między misjami satelitów ICESat. Pierwszy z nich został umieszczony na ziemskiej orbicie w 2003 roku i pracował do 2009 roku. Jego następca,  ICESat-2, ma zostać wystrzelony jesienią bieżącego roku.

 

 

 

Źródło: NASA, EurekAlert!, TVNMeteo