Zanotowano tylko dwa takie przypadki, ale amerykańscy naukowcy są nimi “na tyle zaniepokojeni”, że sugerują informowanie turystów podróżujących do krajów Ameryki Południowej i Centralnej o ewentualnym niebezpieczeństwie kontaktów seksualnych z osobami przebywającymi w regionie. Wygląda bowiem na to, że wirus zika powodujący m.in. małogłowie u dzieci może być przenoszony drogą płciową – pisze “The New York Times”.

Wirus zika - Małogłowie u dzieci

Wirus zika przenoszony przez komary, którego objawy przypominają grypę, jest odpowiedzialny m.in. za uszkodzenia mózgu u dzieci i paraliż u dorosłych. Naukowcy zaczynają obawiać się jednak, że droga jego rozprzestrzeniania może być dużo szersza – pisze amerykański dziennik.

 

Dwa przypadki, wielkie zmartwienie

Specjaliści z Centrum Zwalczania i Zapobiegania Chorobom (CDC) – agencji federalnej rządu USA – uważają, że jest zdecydowanie za wcześnie, by wydawać ostrzeżenie w tej sprawie, jednak znają oni dwa zgłoszone im przypadki wykrycia wirusa zika (ZIKV) w spermie.

Pierwszy z nich zanotowano w Senegalu w 2008 r., a drugi na Tahiti – w 2013 roku.

Do afrykańskiego kraju przed ośmioma laty wyruszył na wyprawę badawczą dr Brian D. Foy. On i jego asystent – Kevin C. Kobylinski – zbierali komary do badań nad malarią. Kilka dni po powrocie do USA zachorowali. Mieli przekrwione oczy, symptomy grypy i wysypkę w różnych częściach ciała. Wkrótce podobne, ale znacznie nasilone objawy pojawiły się u żony dr Foy’a. Naukowiec zauważył po pewnym czasie, że w jego spermie pojawiło się coś, co przypominało krew. Zrobił badania pod kątem malarii i żółtej febry. Wyniki były negatywne. Naukowiec zamroził swoją spermę. Rok później do Senegalu wrócił Kobylinski i tam opowiedział o symptomach jednemu z lekarzy. Ten zalecił badanie pod kątem wirusa zika. Sugestia była trafna.

Na tamtym etapie doktor Foy i jego żona byli już zdrowi. Kolejne badania doprowadziły naukowca do przekonania, że jedynym sposobem, w jaki mogła się zarazić jego żona był seks. W Kolorado, gdzie mieszkali, nie było bowiem komarów żyjących w Afryce. Doktor Foy opisał swój przypadek w 2011 r. w jednym ze specjalistycznych pism. Próbował zdobyć pieniądze na dalsze badania. Bez powodzenia – aż do teraz. Kilka tygodni temu przyszły propozycje rozpoczęcia w tym kierunku badań.

Drugi przypadek z 2013 r. dotyczy 44-letniego Tahitańczyka. Był on jedną z ofiar epidemii wirusa na wyspach Polinezji Francuskiej w 2013 roku. Francuscy naukowcy asystujący wtedy na miejscu badali próbki jego nasienia i wiele tygodni po tym, gdy wirusa nie było już we krwi, wciąż utrzymywał się on w jego genitaliach. Ślady wirusa wykryto też w stolcu. Nie wiadomo, jak długo wirus żył w organizmie, bo pacjent zachorował dwukrotnie w odstępie dwóch miesięcy, a badania przeprowadzono dopiero po drugim zachorowaniu.

 

Pary przebadać na miejscu

Badania nad wirusem zika trudno przeprowadzić. Wirus nie atakuje myszy, szczurów i większości zwierząt laboratoryjnych. Rozwija się u małp, ale w Kolorado nie wolno takich testów na naczelnych przeprowadzać.

Zdaniem amerykańskich naukowców najważniejsze jest jednak przebadanie populacji w krajach, w których doszło w ostatnich miesiącach do tysięcy zachorowań, a więc głównie w Brazylii i innych krajach Ameryki Południowej.

Amerykanie wskazują, że badanie pod kątem obecności wirusa w spermie byłoby łatwe, należałoby bowiem wybrać pary, które uprawiały seks po stwierdzeniu u mężczyzn symptomów ZIKV.

“Gdybym był mężczyzną, który miał symptomy wskazujące na zakażenie wirusem zika, poczekałbym kilka miesięcy przed decyzją o odbyciu stosunku bez zabezpieczenia” – stwierdził cytowany przez „NYT” Scott Weaver, dyrektor Instytutu ds. Zakażeń i Odporności Uniwersytetu w Teksasie.

 

Źródło: New York Times, tvn24.pl

Polecane: