W Zelczynie niedaleko Skawiny doszło do tragedii. Po powrocie z pracy 40-letni mąż odnalazł ciała swojej żony oraz trójki dzieci. Służby pracują na miejscu. Ciała trójki dzieci: 4-letniej Nadii, 9-letniej Aleksandry i 12-letniego Kamila; zostały znalezione w swoich łóżkach, nie miały żadnych obrażeń, a ich prawdopodobną przyczyną zgonu było uduszenie. Ciało 36-letniej kobiety było powieszone.

Policja została wezwana na miejsce o godzinie 6.28 przez ojca rodziny, który wrócił z pracy z nocnej zmiany. – Zastał żonę powieszoną w domu. Natomiast ciała trójki dzieci w wieku 4, 9 i 12 lat znalazł w łóżkach – mówi sierż. sztab. Justyna Fil, rzecznik prasowy Komendy Powiatowej Policji w Krakowie.
Na miejsce zostały wezwane karetki. Lekarz stwierdził zgon czterech osób matki i dzieci. – Ślady na miejscu zostały zabezpieczone. Wstępnie wiemy, że widocznych obrażeń na ciałach dzieci nie było. Jednak podczas dalszych oględzin i śledztwa może się okazać zupełnie co innego – zastrzega pani rzecznik.

Okazało się, że jako pierwsze na miejsce dotarły dwa zastępy strażackie z Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej w Skawinie.

– Nasi strażacy-ratownicy podjęli próbę resuscytacji, udzielania pomocy poszkodowanym. Jednak żadna z ofiar tego zdarzenia nie przeżyła. Robiliśmy także pomiar tlenku węgla. Podczas tych badań nasze urządzenia niczego tu nie wykazały – podkreśla st. kpt. Jarosław Lach, zastępca dowódcy Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej w Skawinie.

Potem na miejsce dotarła policja, pogotowie. Przyczyny tragedii i przyczyny śmierci dzieci nie są znane, a ich prawdopodobną przyczyną zgonu było uduszenie. Na miejsce został wezwany prokurator. Prowadzi śledztwo. Jeszcze dzisiaj ma zostać przeprowadzona sekcja zwłok ofiar. 

– Obecnie trwają oględziny z udziałem prokuratora oraz biegłego medyka sądowego. Policja przesłuchuje świadków. Sprawę zarejestrowano w Prokuraturze Rejonowej w Wieliczce pod kątem zabójstwa i innych przestępstw – poinformował rzecznik prasowy prokuratury okręgowej w Krakowie, Janusz Hnadko.

W Zelczynie rodzina uważana była za bardzo porządną. – To normalni, życzliwi ludzie. Bardzo dobrze wychowywali dzieci. Nie było żadnych kłopotliwych sytuacji, nigdy o czym takim nie słyszałem. Nie mamy pojęcia co się stało w tym domu. Pewne jest tylko, że to wielka tragedia – mówi Janusz Śmiech, sołtys Zelczyny.

Rodzina mieszkała pod koniec wioski, ale nie na uboczu, między szkołą a stacją paliw. Mieszkańcy są zgodni w opinii, że rodzina nie stwarzała żadnych kłopotów, wręcz przeciwnie, była bardzo poukładana, dzieci zadbane. – Przeżywamy tym większy szok – mówi sołtys. 

 

Źródło:: gazetakrakowska.pl, se.pl