Policyjna obława zakończyła się wczoraj ok. północy. Wtedy śledczy mieli stuprocentową pewność, że mężczyzna, który powiesił się w okolicach Sławy (woj.lubuskie), jest mężem zamordowanej kobiety i ojcem dzieci

Wisielec

Tragedia, która rozegrała się wczoraj rano w wieżowcu przy ul. Kraljevskiej w Zielonej Górze, przyniosła kolejną śmierć. W sobotę późnym wieczorem policjanci ze Wschowy zostali wezwani w okolice Sławy. Tam odkryto ciało wisielca. 33-letni mężczyzna powiesił się na drzewie. Około północy policjanci nie mieli już wątpliwości, że mężczyzną jest poszukiwany od kilku godzin mąż zamordowanej 31-letniej zielonogórzanki, ojciec dwóch dziewczynek.

 

Sąsiadka wzywa policję

Ciała trzech ofiar w wieżowcu na os. Przyjaźni znaleźli w sobotę po godz. 18 policjanci. Wezwała ich zaniepokojona ciszą w mieszkaniu sąsiadka kobiety. – Wezwaliśmy natychmiast strażaków, którzy pomogli wyważyć drzwi od mieszkania. Znaleźliśmy ciała trzech ofiar. 31-letniej kobiety i jej dwóch córek. 9-latki i 13-latki (wcześniejsze wersje mówiły, że dziewczynki były rok starsze red.) – potwierdza Małgorzata Stanisławska, rzecznik zielonogórskiej komendy.

Policjanci nie chcą podawać, w jaki sposób zamordowano ofiary. Nieoficjalnie ustaliliśmy, że kobieta dostała w głowę cios tępym narzędziem, potem została uduszona. Gdy nie żyła, sprawca udusił także córki. Głównym podejrzanym od samego początku śledztwa był mąż kobiety.

 

Bo chciała rozwodu?

Kobieta chciała się rozwieść z mężem, pozew leżał już w sądzie. Z mężem nie żyła w dobrych relacjach od dłuższego czasu. Mężczyzna był zaborczy, nie chciał zgodzić się na rozstanie. Kobieta wyprowadziła się z ich wspólnego domu i zamieszkała kilka przecznic dalej w wieżowcu przy ul. Kraljevskiej.

Kobieta i jej córki zginęły prawdopodobnie w sobotni poranek. Sprawca działał wyjątkowo cicho. Nikt w bloku nie usłyszał wołania o pomoc. W mieszkaniu był mały pies. Nie szczekał. Morderca zakleił mu pysk taśmą. Wszystko wskazywało, że ofiary musiały dobrze znać swojego oprawcę.

Nie było jednak niebieskiej karty

Choć wiele osób słyszało o ciężkim życiu kobiety, okazuje się, że 31-latka nie szukała pomocy u policjantów.

– Sprawdziliśmy to wnikliwie. Kobieta i jej córki nie miały założonej niebieskiej karty. Ofiara nie zgłaszała nam żadnych interwencji. Nie dostaliśmy żadnego sygnału o ewentualnej przemocy w tym domu – zastrzega Małgorzata Stanisławska.

33-letni mąż kobiety po zabójstwie prawdopodobnie wyjechał do rodziny, która mieszka pod Nową Solą. Stamtąd razem ze znajomym pojechał na imprezę nad sławskie jezioro. W jej trakcie poszedł do lasu. Gdy długo nie wracał, zaczęto go szukać. Wtedy znaleziono jego ciało.

Rano psycholog w szkołach

Potrójne morderstwo to wielki cios także dla szkolnych koleżanek obu dziewczynek. Nicola i Patrycja chodziły do Zespołu Szkół Ekologicznych w Zielonej Górze. Wioletta Haręźlak, wiceprezydent miasta, przyznaje, że już rozmawiała z wicedyrektorką szkoły. – Dzwoniła bardzo zmartwiona. Nauczyciele są wstrząśnięci. Ale są bardzo odpowiedzialni za swoich uczniów. Szkoła jutro rano zapewni pomoc psychologiczną dzieciom, które straciły koleżankę. To duża szkoła, ale myślę, że kadra sobie poradzi z tą ogromną tragedią. Pomocą zostaną objęci wszyscy uczniowie szkoły. Wyślemy tam dodatkowych terapeutów – zapewnia Wioleta Haręźlak. Przyznaje, że miasto jest także gotowe na udzielenie każdego wsparcia, o jakie poprosi szkoła. – To ciężki czas dla uczniów. Niewyobrażalna tragedia, której nie da się wytłumaczyć. Wkrótce czeka ich kolejne emocjonalne wydarzenie – pogrzeb ich koleżanek. Trzeba być bardzo czujnym – tłumaczy wiceprezydent. I apeluje także do rodziców uczniów szkoły, by otoczyli je opieką.

 

Źródło: zielonagora.wyborcza.pl

Polecane: