Zorzę polarną oglądamy zwykle na zdjęciach zrobionych z poziomu ziemi. Tym razem mamy okazję zobaczyć ją z lotu ptaka, a dokładniej z pokładu samolotu pasażerskiego. Ten widok zapiera dech w piersi.

Malowniczą zorzę polarną uchwycił na nagraniu Brad Phipps. Film powstał na początku marca.

Lot czarterowy, nazwany „lotem świateł”, zabiera pasażerów z nowozelandzkiego miasta Christchurch w stronę Antarktyki, bieguna południowego i z powrotem. Podczas takiego rejsu można podziwiać taniec wielobarwnych świateł zorzy polarnej.

Zdaniem Phippsa najlepsze miejsce, żeby zobaczyć zorzę jest pośrodku oceanu, z dala od lądu.

Jest to wskazówką także dla nas. Jeśli znajdziemy ciemne miejsca oddalone od źródeł sztucznego światła, szanse na zobaczenie zorzy polarnej wzrosną. Okresem, kiedy na nowozelandzkim niebie najczęściej pojawiają się te barwne światła jest zima, czyli – w tamtym rejonie – czas od kwietnia do września. Zdarza się jednak, że pojawiają się później.

Jak powstaje zorza?

Na Ziemi zorze występują na wysokich szerokościach geograficznych, głównie za kołami podbiegunowymi. Powstają w wyniku rozbłysków słonecznych, podczas których duże ilości naładowanych cząstek są wyrzucane ze Słońca i mkną przez Układ Słoneczny, czasem wpadając na naszą planetę.

Aurora Australis może być dla niektórych osób nieco mniej znana niż pojawiająca się na półkuli północnej – Aurora Borealis.

W Nowej Zelandii można zobaczyć aktywność zorzy polarnej w postaci zielonego i różowego odcienia na horyzoncie, a nawet tańczącego zielonego welonu rozświetlającego niebo.

– Ziemia ma naturalnego obrońcę w postaci magnetosfery. Ona wyłapuje cząstki, sprawiając, że poruszają się wzdłuż linii naszego pola magnetycznego. Pole magnetyczne dotyka naszej planety tylko w dwóch miejscach – na biegunach, zupełnie jak w magnesie. Cząstki – poruszając się po liniach pola magnetycznego – dochodzą do ziemskiej atmosfery właśnie w okolicach podbiegunowych. Tam, uderzając w naszą atmosferę, pobudzają do świecenia cząstki gazu.

 

 

Źródło: CNN, TVNMeteo