Chiny celowo niszczyły dowody związane z epidemią COVID-19, uciszały alarmujących o niej naukowców, nie dzieliły się wiedzą z innymi państwami – wynika z raportu zachodnich wywiadów, do którego dotarły australijskie media. Do sporu o źródło koronawirusa dołączył we wtorek 5 maja premier Australii Scott Morrison, który opowiedział się za hipotezą o chińskim „mokrym targu„.

Targ owoców morza w Chinach
PAP/EPA/ALEX PLAVEVSKI

Scott Morrison podał w wątpliwość płynące ze strony przedstawicieli administracji amerykańskiej twierdzenia o istnieniu dowodów mających potwierdzać, że koronawirus „wydostał się” z laboratorium w chińskim Wuhanie. Premier opowiedział się za hipotezą o chińskim „mokrym targu”, gdzie handluje się dzikimi zwierzętami, jako źródle epidemii.

Pod koniec kwietnia biuro dyrektora wywiadu USA podało, że „Wspólnota Wywiadu zgadza się z powszechnym konsensusem naukowców, że wirus wywołujący COVID-19 nie został stworzony przez człowieka lub zmodyfikowany genetycznie”. Przyznało jednak, że wywiad USA bada wszystkie informacje, aby ustalić, czy pandemia zaczęła się „od kontaktu z zainfekowanymi zwierzętami czy było to rezultatem wypadku w laboratorium w Wuhan”. Amerykański sekretarz stanu Mike Pompeo w wywiadzie dla ABC News ocenił, że „to nie pierwszy raz, gdy świat jest narażony na rozprzestrzenianie się wirusa będącego rezultatem błędu w chińskim laboratorium”. – I tym razem mogę wam powiedzieć, że istnieją pewne dowody na to, że to (koronawirus) pochodzi z laboratorium w Wuhanie – dodał. Podobne opinie wygłaszał prezydent Donald Trump.

Raport Sojuszu Pięciorga Oczu i zarzuty wobec Chin

Jak piszą australijskie media, powołując się na źródła w wywiadzie, raport na temat działań rządu Chin w związku z epidemią został zaprezentowany służbom państw wywiadowczego Sojuszu Pięciorga Oczu (Australia, USA, Wielka Brytania, Nowa Zelandia, Kanada). Szczegóły 15-stronicowego raportu – sporządzonego głównie na podstawie ogólnie dostępnych źródeł – ujawnił australijski dziennik,”The Daily Telegraph”. Dokument analizuje działania chińskich władz w pierwszej fazie pandemii, która wybuchła w mieście Wuhan w środkowych Chinach na początku grudnia 2019 roku.

Jak pisze gazeta, 31 grudnia Chiny zaczęły cenzurować w internecie informacje związane z takimi hasłami jak „Wuhan”, „targ w Wuhanie”, „odmiany SARS”, „rynek owoców morza w Wuhanie” czy „nieznane zapalenie płuc w Wuhanie”. Podkreśla, że 1 stycznia aresztowano ośmiu lekarzy z Wuhanu, którzy ostrzegali o nowej groźnej chorobie, a 3 stycznia władze medyczne nakazały przekazywanie wszystkich próbek nowego koronawirusa do specjalnych laboratoriów albo niszczenie ich. Tego samego dnia wprowadzono zakaz publikowania informacji o nowej chorobie.

Raport zarzuca Chinom, że nie chciały przekazać innym państwom próbek z pierwszych przypadków zakażeń koronawirusem, co byłoby kluczowe w pracach nad szczepionką. Laboratorium w Szanghaju, które podało naukowcom na świecie kody genetyczne koronawirusa zostało zamknięte. Targ w Wuhanie natomiast zdezynfekowano, nie dbając o dokładne badania, które mogłyby przybliżyć pochodzenie patogenu.

Jedna z hipotez dotyczących źródeł zakażenia prowadzi na chińskie „mokre targi”
PAP/EPA/ALEX PLAVEVSKI

Tajemnicze zniknięcie domniemanej „pacjentki zero”

„Pomimo istnienia od początku grudnia dowodów na transmisję wirusa między ludźmi, władze Komunistycznej Partii Chin zaprzeczały temu do 20 stycznia” – czytamy w przytaczanym przez dziennik fragmencie dokumentu. Podkreślono w nim także, że podobnie postępowała do połowy stycznia Światowa Organizacja Zdrowia, pomimo tego, że Tajwan zgłaszał obawy 31 grudnia, a Hongkong – 4 stycznia.

Huang Yan Ling

W raporcie pojawiły się zapisy o tym, że „miliony ludzi opuszczały Wuhan po wybuchu epidemii i przed zamknięciem miasta 23 stycznia”. Odnotowano, że Pekin naciskał między innymi na USA, Włochy, Indie, Australię, rządy krajów Azji Południowo-Wschodniej i innych, aby nie wprowadzali ograniczeń w podróżowaniu.

„The Daily Telegraph” przypomina również o pracowniczce Wuhańskiego Instytutu Wirusologii Huang Yan Ling. To jedna z osób, które „zniknęły” po tym, gdy zaczęły mówić o koronawirusie albo krytykowały podejście chińskich władz do epidemii. Według niektórych sugestii w mediach społecznościowych Huang Yan Ling miała być „pacjentką zero” – pierwszą zdiagnozowaną chorą na COVID-19. Gazeta wskazuje, że biografia i zdjęcie kobiety zostały usunięte ze strony internetowej Wuhańskiego Instytutu Wirusologii.

Niebezpieczne badania

Opracowanie opisuje budzące obawy badania prowadzone w Wuhańskim Instytucie Wirusologii, który zajmował się m.in. koronawirusami pochodzącymi od zwierząt. Zespół prowadzony przez Shi Zengli, który blisko współpracował z ośrodkami naukowymi w Australii i był częściowo finansowany przez to państwo, już w 2013 roku odkrył w odchodach nietoperzy w jaskini w prowincji Junnan wirusa o genotypie w 96,2 procentach pokrywającym się z wirusem SARS-CoV-2.

Według analizy, prowadzone dalej badania były bardzo niebezpieczne. Naukowcy z Wuhanu pisali w 2015 r., że tego typu wirusy mogą zostać przeniesione z nietoperza na człowieka, a na wywoływaną przez nie chorobę nie ma lekarstwa. Stany Zjednoczone w 2014 r. wycofały się z współfinansowania tego typu programów badawczych, tłumacząc, że te prace czynią wirusy jeszcze groźniejszymi i mogą spowodować wybuch pandemii. W 2018 r. amerykańscy dyplomaci donosili o nieprzestrzeganiu zasad bezpieczeństwa w laboratorium w Wuhanie.

 

Chiny zaprzeczają

Chiny wielokrotnie zaprzeczały, jakoby zatuszowały jakiekolwiek szczegóły dotyczące wybuchu epidemii. – Jak wielokrotnie podkreślaliśmy, Chiny walczą z COVID-19 w sposób otwarty, przejrzysty i odpowiedzialny – zapewniał pod koniec kwietnia rzecznik chińskiego ministerstwa spraw zagranicznych Geng Shuang.

Jak przypomina Reuters, ambasador Chin w Londynie w zeszłym miesiącu powiedział, że Stany Zjednoczone nie powinny dążyć do zastraszania Chińskiej Republiki Ludowej w sposób przypominający XIX-wieczną europejską wojnę kolonialną.

 

 

ŹródłoPAP, Reuters, „The Daily Telegraph”
0 0 vote
Article Rating