Niemiecki koncern motoryzacyjny Daimler produkujący samochody marki Mercedes-Benz zmuszony jest do częściowego zawieszenia produkcji w europejskich fabrykach. Wszystko przez niedobór półprzewodników. Braki te mogą dać w kość producentom nawet przez trzy lata – oceniają analitycy z USA.

Po BMW, także Daimler musi ograniczyć produkcję swoich pojazdów. Wszystko przez globalny niedobór półprzewodników.

Firma poinformowała właśnie, że wyśle na kilkudniowe postojowe tysiące pracowników z zakładów Mercedesa w Sindelfingen, Rastatt i Bremie – donosi Deutsche Welle.Taśmy produkcyjne staną także w fabryce w węgierskim Kecskemet – prawdopodobnie do połowy sierpnia.

Daimler nie podaje, ilu dokładnie pracowników będzie musiało zostać w domach. W zakładach w Bremie zatrudnionych jest 12 tysięcy osób, w Rastatt 6,5 tys., w Sindelfingen 25 tys., w Kecskemet 4,7 tys.

Pracownicy tych zakładów w ubiegłych miesiącach już kilkakrotnie byli wysyłani na postojowe w związku z pandemią koronawirusa i aktualnym kryzysem na rynku półprzewodników, który daje się we znaki także innym producentom.

Pod koniec ubiegłego tygodnia koncern BMW poinformował o częściowym wstrzymaniu produkcji w swojej fabryce w Ratyzbonie. Już wcześniej bawarski koncern ograniczył pracę zakładu w Lipsku. Podobne problemy ma także Volkswagen.

Pandemia i lockdowny ograniczyły w 2020 r. ilość zamówień na nowe samochody. Koncerny motoryzacyjne ograniczyły więc zakupy półprzewodników, niezbędnych przy produkcji nowoczesnych pojazdów.

Szybkie odbicie gospodarcze połączone z globalnym wzrostem zapotrzebowania na artykuły elektroniczne w pandemii, doprowadziły jednak do niedoboru półprzewodników. W konsekwencji produkcja samochodów trwa o wiele dłużej, co odczuwają klienci próbujący zamówić w salonach fabrycznie nowy pojazd.

Zdaniem ekspertów z IBM, zawirowania jeśli chodzi o dostawy półprzewodników mogą potrwać nawet trzy lata.

 

Braki globalne

Półprzewodniki to najbardziej poszukiwany towar w galaktyce. Są one potrzebne w szerokiej gamie branż i przemysłów. COVID-19 i wiele innych kataklizmów odcisnęły swoje piętno na podaży tego dobra na rynkach na tyle mocno, że sprawą coraz mocniej interesują się politycy.

Jeden z analityków agencji Moody’s twierdzi, że coraz więcej krajów naciska na produkcję własnych układów półprzewodnikowych, których brakuje na całym świecie, ponieważ „jest to kwestia bezpieczeństwa narodowego”. Chipy wykorzystywane jako kości pamięci mają kluczowe znaczenie przy wytwarzaniu szerokiej gamy produktów. Są w smartfonach, konsolach do gier, takich jak PlayStation 5, sprzęcie AGD, takim jak lodówki i pralki, budziki, a nawet samochody. Stosowane są również w centrach danych, które są pełne serwerów komputerowych.

Problemem więc z pewnością nie jest popyt, a podaż, która w ostatnich miesiącach upadła i rożni się w zależności od bliskości danego kraju od fabryki półprzewodników. Do akcji włączają się więc rządy państw, dla których kwestia ta powoli staje się być sprawą bezpieczeństwa narodowego.

Chipy półprzewodnikowe są tak wszechobecne że wiele produktów, do których społeczeństwo przywykło po prostu nie zadziała. Odczuwa to już przemysł motoryzacyjny, w którym producenci samochodów zostali zmuszeni do wstrzymania produkcji w wyniku globalnego niedoboru chipów. Niektóre raporty mówią, że ich niedobór może trwać aż do 2023 roku.

Produkcja chipów półprzewodnikowych to skomplikowany, kapitałochłonny proces, który obejmuje tygodnie przygotowań i produkcji. W normalnych warunkach również sprzedaż i dystrybucja zajmuje co najmniej tyle samo czasu. Nowej podaży nie można jednak stworzyć ad hoc, bowiem wymaga to stworzenia od podstaw odpowiedniego parku maszynowego i infrastruktury. Proces produkcji dla każdej generacji chipów półprzewodnikowych jest inny.

Nowsze chipy mają większe marże, co powoduje że najwięksi producenci mają więcej powodów do inwestowania w ich produkcję zamiast przeznaczania zasobów na zwiększenie wydajności dla chipów starszej generacji. Dlatego właśnie przemysł samochodowy ma największe problemy. W porównaniu ze smartfonami i innymi gadżetami, które wymagają najnowszej technologii, samochody wymagają tysięcy chipów, ale głównie starszej generacji.

Potentaci na rynku wciąż jednak inwestują kapitał w budowę nowych zakładów, dlatego jest szansa że podaż elektroniki całkowicie nie upadnie.

Rządy zobowiązały się do poniesienia wydatków kapitałowych i prowadzą politykę mającą na celu zwiększenie zdolności wytwarzania chipów, a także przyczyniają się do stworzenia nowych, lokalnych łańcuchów dostaw.

Przykładowo Korea Południowa ogłosiła program o wartości około 450 miliardów dolarów, które mają być wydane do 2030 roku na inwestycje korporacyjne, ale również korzyści podatkowe, aby zwiększyć konkurencyjność w branży producentów chipów. Chiny z kolei utworzyły wielomiliardowe fundusze inwestycyjne, aby móc inwestować w lokalnych producentów chipów, by dogonić takie kraje jak USA czy Tajwan.

Stany Zjednoczone uchwaliły ustawę technologiczną, która jest podstawą do stworzenia funduszu wartego 52 miliardy dolarów na finansowanie inicjatyw związanych z badaniami, projektowaniem i produkcją półprzewodników.

Unia Europejska również przygotowuje się do podjęcia podobnych kroków. Zaangażowanie światowych rządów akurat w tym przypadku może pomóc wyrównać szanse i złagodzić niektóre niedobory, ponieważ tylko garstka globalnych firm dominuje w łańcuchu dostaw.

 

 

 

Źródło1, źródło2: Reuters
5 1 vote
Article Rating