Reinfekcja SARS-Cov-2 to na razie kilka potwierdzonych na świecie przypadków. Naukowcy zbierają informacje i szukają odpowiedzi, dlaczego osoba, która już raz przeszła chorobę, jest zdolna do ponownego zainfekowania. Pytań jest wiele.

Do tej pory na świecie doszło do kilku reinfekcji koronawirusa. W czasopiśmie branżowym „The Lancet – Infectious Diseases” opisano przypadek 25 letniego Amerykanina z Nevady. To piąty udokumentowany przypadek reinfekcji Covid-19 na świecie. Po kilku tygodniach od stwierdzenia u niego koronawirusa i po wyzdrowieniu z Covid-19, u mężczyzny doszło do reinfekcji.

Naukowcy szukają odpowiedzi, rozwikłania tajemnicy odporności, dlaczego ponowne zachorowanie na Covid-19 jest możliwe. Konieczne są badania i analizy- pisze „The Lancet”

Eksperci dowiedli, że do ponownego zakażenia może dojść w stosunkowo krótkim czasie.

Wcześniejsze zakażenie SARS-CoV-2 niekoniecznie chroni przed przyszłą infekcją – mówi dr Mark Pandori z Państwowego Laboratorium Zdrowia Publicznego na Uniwersytecie w Nevadzie, główny autor badania.

Niezależnie od tego, czy osoby przeszły chorobę, czy nie, zaleca się, by stosowały identyczne środki ostrożności, czyli dezynfekcja, maseczki i dystans społeczny, w celu zapobieżenia zakażeniu SARS-CoV-2.

Zagadkę reinfekcji próbują rozwiązać także naukowcy z Hiszpanii. Doszli oni do podobnych wniosków, sprawdzając obecność przeciwciał u chorych w Hiszpanii.

Na początku badania przeciwciała stwierdzono u 14 procent ochotników. W końcowej fazie, posiadało je już tylko 5 procent badanych. Może to oznaczać, że odporność nabyta po pierwszym zakażeniu jest krótkotrwała.

Jednak dzięki niej przebieg drugiej koronawirusowej infekcji jest łagodniejszy – dowodzi wirusolog Christian Dorsen z berlińskiej kliniki Charite i podaje przykłady reinfekcji o dużo łagodniejszym, lub bezobjawowym przebiegu, u pacjentów z Belgii, Holandii i Hongkongu.

Odporność na koronawirusa: Co ze szczepionką?

Przypadki, w których doszło do reinfekcji, stawiają naukowcom kolejne pytania- na jak długo immunologiczną ochronę zapewni nam szczepionka? W tej materii przeprowadzono dotąd dwa badania.

Pierwsze, przeprowadzone przez zespół Lauren Roddy z University of Washington School of Medicine dowodzi, że odporność na COVID-19 utrzymuje się w organizmie co najmniej przez 3 miesiące. Czy okres ten może być dłuższy? Badania nadal trwają.

Drugie badanie przeprowadzili naukowcy z Islandii, którzy przebadali 1107 osób wcześniej chorujących na COVID-19, a u których stwierdzono obecność przeciwciał. Badanie trwało 4 miesiące. W tym czasie nie wykryto spadku odporności, zapewnionej przez obecność przeciwciał.

Naukowcy nie wiedzą na razie, czy stopień nabytej odporności zależy od innych czynników, takich jak np. wiek, czy stan zdrowia danego pacjenta, od których zależeć może przebieg ponownego zakażenia koronawirusem.

 

Grupą krwi może mieć wpływ na przebieg Covid-19

Grupa krwi może wpływać na przebieg Covid-19 – wynika z dwóch badań opublikowanych w naukowym magazynie “Blood Advanced”. Dowodzą one, że osoby z grupą krwi 0 są odporniejsze na zakażenie koronawirusem oraz mogą łagodniej przechodzić chorobę.

Badania przeprowadzone przez Amerykańskie Towarzystwo Hematologii (ASH) na łącznej próbie ponad 470 tys. osób zainfekowanych wirusem SARS-CoV-2 w Danii wykazały, że osoby z grupą krwi 0 nie tylko mają mniejsze prawdopodobieństwo zakażenia, ale również rzadziej zapadają na najcięższe formy Covid-19. Dane te porównano z wynikami ponad 2,2 mln osób z całego świata chorych na Covid-19.

“Nawet w sytuacji rozwinięcia się u nich Covid-19, choroba ta ma łagodniejszy przebieg, a także istnieją mniejsze szanse powikłań” – wynika z badania.

Według badań ASH częściej wirusem SARS-CoV-2 zakażają się osoby o grupie krwi A i B. W ich przypadku również częściej dochodzi do zgonu wskutek Covid-19.

Autorzy badań podkreślają, że poza grupą krwi wpływ na przebieg choroby mają inne schorzenia, na które cierpi pacjent, jego wiek, ewentualna otyłość czy nadciśnienie tętnicze.

Naukowcy przypuszczają, że przeciwciała zawarte w grupie krwi 0 mogą być ważnym czynnikiem chroniącym przed zakażeniem koronawirusem. Przypominają, że grupa 0 posiada przeciwciała anty-A oraz anty-B.

Z badania wykonanego w szpitalu w kanadyjskim Vancouver na około 100 pacjentach, na które powołuje się „Blood Advanced”, wynika, że zdecydowaną większość osób w stanie krytycznym po zakażeniu SARS-CoV-2 stanowili pacjenci z grupami krwi A oraz AB.

Cristina Arbona z Hiszpańskiego Towarzystwa Hematologii i Hemoterapii (SEHH) wskazała, że opublikowane w “Blood Advanced” badania potwierdzają wcześniejsze obserwacje zespołów lekarskich na świecie, że grupa krwi może mieć związek ze sposobem przebiegu Covid-19. Zaznaczyła jednak, że istnieje szereg innych wypadkowych, od których uzależniony jest proces reakcji organizmu na zakażenie, takich jak np. przewlekłe choroby, na które cierpi pacjent.

Zaletą tych badań jest fakt, że zostały one przeprowadzone na bardzo dużej próbie badawczej oraz, że potwierdzają istniejące wcześniej przypuszczenia, że grupa krwi ma wpływ na przebieg zakażenia – dodała Arbona.

 

Według WHO lek przeciwwirusowy remdesivir nie pomaga w walce z SARS-CoV-2

Lek przeciwwirusowy remdesivir nie skraca hospitalizacji ani nie zmniejsza ryzyka zgonu z powodu COVID-19 – wykazały wstępne badania Światowej Organizacji Zdrowia (WHO). To zupełnie inne wnioski niż płynące z badań przeprowadzonych wcześniej w Stanach Zjednoczonych.

Remdesivir, produkowany przez amerykańską firmę Gilead Sciences, jest lekiem przeciwwirusowym. Początkowo przeznaczony był do leczenia gorączki krwotocznej wywołanej przez wirus ebola. Wraz z wybuchem pandemii COVID-19 zaczęto go stosować u pacjentów z tą chorobą. Lek 1 maja bieżącego został zaakceptowany do użycia przez amerykańską Agencję ds. Żywności i Leków. Jest oficjalnie stosowany w wielu krajach, w tym również w Polsce, w terapii pacjentów w ciężkim stanie. Remdesivir otrzymał w czasie choroby prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump. Podaje się go dożylnie w kroplówce.Według najnowszych badań o nazwie „Solidarity” pod patronatem Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) remdesivir nie zmniejsza lub zmniejsza tylko w niewielkim stopniu ryzyko zgonu pacjentów z COVID-19, ani nie skraca ich pobytu w szpitalu. Równie źle oceniono trzy inne terapie: hydroksychlorochiną (stosowaną w przypadku malarii), kombinacją leków anty-HIV lopinavirem i ritonavirem a także interferonem.

Badaniami objęto 11 266 osób w 405 szpitalach w ponad 30 krajach. Porównano przebieg choroby u pacjentów otrzymujących badane leki oraz u tych, którzy ich nie otrzymali. „Te (terapie – red.) wykazały niewielki lub nie wykazały żadnego wpływu na hospitalizowanych z COVID-19” – stwierdzili naukowcy w konkluzjach.

Inne wyniki amerykańskich badań

WHO zastrzega, że są to na razie wstępne wyniki analiz. Wywołały jednak konsternację, gdyż badania w USA sugerowały, że remdesivir jest skuteczny.Przed kilkoma miesiącami opublikowano wstępne badania przeprowadzone na grupie ponad tysiąca chorych. Już wtedy sugerowały, że potrafi on skrócić występowanie objawów choroby COVID-19 z 15 do 11 dni. Nie było jedynie dowodów, że lek ten zmniejsza ryzyko zgonu.

Z kolejnej publikacji tych samych badań, przedstawionej na początku października 2020 roku, wynika, że użycie remdesiviru skraca o pięć dni rekonwalescencję pacjentów z COVID-19 w porównaniu do tych, którym podano placebo. Producent leku podkreśla, że badania te spełniają wymogi naukowe dotyczące testów klinicznych, są bardziej wiarygodne, randomizowane, realizowane zgodnie z zasadami tak zwanej podwójnej próby.

Firma krytykuje

Gilead Sciences skrytykowała metodologię badania WHO i zakwestionowała wnioski naukowców. Jednak zdaniem Richarda Peto, niezależnego statystyka, któremu organizacja zleciła ocenę badania, opublikowane wyniki są wiarygodne i sprawdzone.

– Nie pozwólcie, by ktoś je podważał, choć na pewno będą próbować – powiedział Peto, dodając, że wykazane dotąd pozytywne skutki remdesiviru mogły być skutkiem przypadku.

Specjalista WHO odpowiedzialny za badania naukowe Soumya Swaminathan z Uniwersytetu Oksfordzkiego wyjaśniał, że badania nad remdisivirem (i trzema pozostałymi lekami) zatrzymano już w czerwcu z powodu braku dowodów potwierdzających skuteczność takiej terapii. Jednak inne obserwacje z nimi związane były jeszcze kontynuowane w ponad 500 szpitalach w ponad 30 krajach. Swaminathan podkreśla, że WHO śledzi badania, w których testowane są inne potencjalne leki przydatne w leczeniu choroby COVID-19, takie jak przeciwciała monoklonalne, immunomodulatory oraz nowe leki przeciwwirusowe.

WHO poinformowała, że wytyczne dla krajów odnośnie stosowania remdesiviru zostaną wydane po dwóch-trzech tygodniach, po przejrzeniu danych z badania.

Nowy test jest w stanie pokazać, jaki będzie przebieg COVID-19 na podstawie poziomu dwóch cząsteczek IL-6 i IL-10

Naukowcy z Royal College of Surgeons w Irlandii opracowali test, który pozwala przewidzieć przebieg zakażenia koronawirusem SARS-CoV-2. Może on umożliwić zastosowanie najodpowiedniejszego leczenia chorych na COVID-19.

Autorzy zwracają uwagę, że do tej pory brakowało narzędzia, które pozwalałoby prognozować nasilenie choroby danego pacjenta i podejmować odpowiednie decyzje na podstawie takich informacji. Naukowcy z Royal College of Surgeons in Ireland (RCSI) opracowali metodę nazwaną systemem Dublin-Boston, która ma to zmienić. Badania opublikowano w piśmie „EBioMedicine”.

Metoda pozwala dokładnie określić, jak poważna będzie wywołana infekcją reakcja organizmu na podstawie badania krwi wykonanego w pierwszych czterech dniach.

System Dublin-Boston

Test polega na pomiarach poziomu dwóch cząsteczek regulujących pracę układu odpornościowego i stanów zapalnych – interleukiny 6 (IL-6) oraz interleukiny 10 (IL-10). IL-6 nasila zapalenia, a IL10 – przeciwnie, wygasza je. COVID-19 wpływa tymczasem na stężenie obu tych związków.

Takie podejście przynosi znacząco lepsze efekty niż pomiary samej interleukiny 6 – tłumaczą naukowcy. Powody są między innymi takie, że stężenie samej IL-6 waha się nawet z dnia na dzień u danego pacjenta, a dodatkowo różni się ono między chorymi.

Wskazówka

Kluczowy okazuje się jednak stosunek stężenia jednej substancji do drugiej. Na tej podstawie naukowcy przypisują pacjentom odpowiednią liczbę punktów, które mówią o ryzyku poważnego przebiegu choroby.

– Punkty w systemie Dublin-Boston można łatwo obliczyć i można go zastosować u wszystkich osób hospitalizowanych z powodu COVID-19 – twierdzi profesor Gerry McElvaney z RCSI. – Oparta na rzetelnych informacjach prognoza pozwoli określić, kiedy zintensyfikować opiekę lub zmniejszyć jej poziom. To klucz do skutecznego zarządzania zasobami w czasie obecnej pandemii. Punkty mogą także mieć zastosowanie w ocenie, czy nowe terapie nacelowane na redukcje zapaleń powstających w przebiegu COVID-19 rzeczywiście przynoszą korzyści – dodaje specjalista.

 

 

Źródło 1, Źródło 2, Źródło 3: PAP, Reuters, sciencedaily.com
5 2 votes
Article Rating