Grupa naukowców z Nowego Jorku zbadała powiązania pomiędzy szczepieniami na gruźlicę a śmiertelnością w wyniku choroby COVID-19 w kilkudziesięciu krajach na całym świecie. Wykazano, że tam gdzie nie ma obowiązkowego szczepienia na gruźlicę, zanotowano więcej zgonów z powodu koronawirusa SARS-CoV-2 niż tam, gdzie masowo się szczepi. Zapytaliśmy ekspertów, co sądzą o nowych badaniach.

Koronawirus SARS-CoV-2 rozprzestrzenił się na około 200 krajów. Na całym świecie zakażonych jest ponad milion osób, a zmarło ponad 53 tysiące osób. Jednak COVID-19 zachowuje się różnie w poszczególnych krajach.

Grupa naukowców z Nowego Jorku: Aaron Miller, Mac Josh Reandelar, Kimberly Fasciglione, Violeta Roumenova, Yan Li, Gonzalo H. przeprowadziła badania dotyczące korelacji między szczepieniem na gruźlicę (Bacillus Calmette-Guérin, BCG) a śmiertelnością COVID-19. Według nich różnice w zachorowalności i śmiertelności COVID-19 w poszczególnych krajach mogą być powiązane z polityką w zakresie szczepień przeciwko gruźlicy. Analiza dotyczyła 17 krajów, które przestały obowiązkowo szczepić oraz 28, gdzie wciąż się szczepi.

 

 

O szczepionce

BCG to szczepionka przeciw gruźlicy zawierająca żywe, osłabione prątki bydlęce Mycobacterium bovis. Jest powszechnie stosowana na całym świecie jako szczepionka na gruźlicę, między innymi w Japonii i Chinach. Niektóre kraje, jak na przykład Hiszpania, Francja, Włochy, USA, Holandia i Szwajcaria zniosły obowiązek szczepień na nią ze względu na niskie ryzyko zakażenia. W Polsce szczepienia przeciwko gruźlicy są obowiązkowe. Wykonuje się je szczepionką BCG, podawaną śródskórnie. Szczepienie powinno być przeprowadzone przed wypisaniem dziecka z oddziału neonatologicznego. W przypadku osób niezaszczepionych przy urodzeniu szczepionkę należy wykonać w możliwie najwcześniejszym terminie, nie później niż do ukończenia 15. roku życia.

Z badań wynika, że szczepionka BCG prowadzi do poprawy odpowiedzi immunologicznej organizmu na inne patogeny i zjawisko to nazwano „wyszkoloną odpornością”. Tezę tę potwierdzono badaniami przeprowadzonymi w Gwinei Bissau. Wyniki opublikowano w 2000 roku w czasopiśmie medycznym BMJ. Wykazały one, że u zaszczepionych na gruźlicę dzieci śmiertelność była o 50 procent mniejsza. Według naukowców (I. Kristensen, P. Aaby, H. Jensen) szczepionka zmniejszyła podatność na infekcje dróg oddechowych i sepsę.

 

Lepsza odporność

Biorąc pod uwagę obecną wiedzę na temat nieswoistej immunoterapeutycznej szczepionki BCG oraz analizę aktualnych danych epidemiologicznych, naukowcy (Miller, Reandelar, Fasciglione, Roumenova, Li, Otazu) chcieli sprawdzić, czy istnieje korelacja między szczepieniem na gruźlicę a zachorowalnością i śmiertelnością COVID-19.

Analiza wykazała, że istnieje korelacja między szczepieniem na gruźlicę a obniżoną śmiertelnością COVID-19. Kraje, w których nie ma obowiązkowego szczepienia, zostały bardziej dotknięte przez koronawirusa niż te, w których masowo się szczepi. Ponadto szczepienie BCG zmniejszyło liczbę potwierdzonych przypadków zakażenia w danych krajach. Zdaniem naukowców może to być nowe narzędzie w walce z COVID-19.

We Włoszech, gdzie śmiertelność COVID-19 jest bardzo wysoka, nigdy nie wdrożono powszechnych szczepień. Natomiast w Japonii, gdzie liczba zakażeń i zgonów spowodowanych przez COVID-10 jest niska, masowe szczepienia stosuje się od 1947 roku. Podobnie w przypadku Iranu – tam zaczęto szczepić na gruźlicę od 1984 roku, przez co osoby powyżej 36 roku życia nie są chronione. Ponadto badania wykazały, że im wcześniej dany kraj wprowadził obowiązek szczepień na gruźlicę, tym mniejszy jest odsetek ofiar śmiertelnych COVID-19 na milion mieszkańców.

Autorzy badań zastanawiają się też, dlaczego w Chinach tak gwałtownie rozprzestrzenił się koronawirus pomimo szczepień, które obowiązywały od lat 50. XX wieku. Podczas Wielkiej Proletariackiej Rewolucji Kulturalnej (1966-1976) prewencja przeciwko gruźlicy i leczenie było rozproszone po kraju i słabe. Zdaniem naukowców mogło to stworzyć pulę potencjalnych nosicieli gruźlicy i to właśnie w nich uderzył COVID-19.

 

„Statystyki ulegają dynamicznym zmianom”

O komentarz poprosiliśmy Tadeusza M. Zielonkę, doktora habilitowanego nauk medycznych na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym, związanego z Instytutem Gruźlicy i Chorób Płuc, a także Polskim Towarzystwem Chorób Płuc.

– Na pewno jest to ciekawe opracowanie, to nie ulega wątpliwości. Artykuł został błyskawicznie opracowany, ukazał się teraz, a są w nim dane z 20 marca i umieszczono je w statystykach, ale to niestety jest największa słabość tego artykułu, bo statystyki ulegają dynamicznym zmianom  – mówił w rozmowie z tvnmeteo.pl Tadeusz M. Zielonka. – Przesłanką do podjęcia tej statystycznej analizy było to, że u osób zaszczepionych przeciwko gruźlicy rzadziej dochodzi do infekcji wirusowych, rzadsze są też ciężkie zakażenia. To jest bardzo ciekawe spostrzeżenie. Ja podzielam to bardzo ciekawe stanowisko, bo nie ukrywam, że od dłuższego czasu zastanawiam się nad różnicami w przebiegu choroby COVID-19 i jej śmiertelności oraz tego, jak jest odmienna w różnych krajach i od czego to zależy – dodał.

Według Zielonki różnice mogą zależeć od populacji.

– Tu pasuje koncepcja, że mamy populacje, które są czymś wzmocnione, albo czymś osłabione. Inna możliwość jest taka, że mamy bardziej zjadliwy wirus, albo że mamy jego odmianę. Ale na to nie ma na dzisiaj żadnych dowodów. Można by snuć dywagacje, że może się to wiązać z bogactwem danych krajów lub jakością służby zdrowia, ale patrząc na państwa, które mają najwięcej osób zakażonych koronawirusem, to oczywiście nie wchodzi to w grę. To nie kraje, gdzie opieka medyczna jest niedostatecznie dofinansowana, mają największy kłopot – przekonywał Zielonka.

Do badań optymistycznie podchodzi też doktor habilitowany nauk medycznych Wojciech Feleszko, pediatra i immunolog z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

– To wymaga zbadania, pierwsze sygnały epidemiologiczne są niezwykle fascynujące. Okazało się, że kraje, w których szczepienie BCG jest obowiązkowe, wydają się bardziej chronione przed burzliwym przebiegiem epidemii, niż kraje, gdzie te szczepienia zostały porzucone wiele lat temu – mówił Feleszko. – Takie badania ruszyły w Australii i Holandii. Swoim zasięgiem objęły pięć tysięcy pracowników służby zdrowia. Bardzo potężna liczba. Trudno takie doniesienia zlekceważyć – dodał.

 

Co może wpływać na liczbę zakażeń i zgonów?

Jak przekonywał Zielonka, jakość służby zdrowia ma olbrzymi wpływ na przebieg chorób.

– My doskonale wiemy, że w chorobach przewlekłych – i to jest udowodnione – im bogatszy człowiek, czy społeczeństwo, tym dłuższy czas przeżycia, lepsza jakość życia z daną chorobą. Jeśli mamy bogatszego obywatela, to on żyje statystycznie dłużej, gdy ma tę samą chorobę, co człowiek o niższych dochodach – mówił Zielonka.

W piątek około godziny 11 najwięcej zachorowań na COVID-19 odnotowano w USA, było tam ponad 245 tysięcy potwierdzonych przypadków. Na górze stawki znajdują się inne wysoko rozwinięte kraje.

– Co mamy na górze listy? Stany Zjednoczone, Włochy, Hiszpania, Francja i Niemcy. Musimy szukać innych czynników, i tutaj jest nią niewątpliwie inna odpowiedź –  immunobiologiczna. Są inne populacje, bardziej lub mniej wrażliwe na ten wirus. To wpasowuje się w poszukiwanie związków statystycznych między wyszczepialnością na BCG, a nie tyle co zachorowalnością, a śmiertelnością. Pamiętajmy, że to jest jakiś zmutowany koronawirus, który kiedyś się zmutuje do słabszej albo do groźniejszej wersji tego, co teraz mamy. Nikt nie powiedział, że nie będzie w przyszłości, i to niedalekiej, koronawirusa, który nie będzie bardziej zjadliwy i bardziej śmiertelny niż ten, którego mamy obecnie. Musimy szukać przyczyn tak dużej różnorodności w zakresie śmiertelności – tłumaczył Zielonka.

Zdaniem eksperta nie powinniśmy zwracać uwagi na liczbę zachorowań, ponieważ „jest ona wykładnikiem liczby wykonywanych testów, nie rzeczywistych zachorowań, tylko tego, na ile przebadaliśmy populację.

– W Niemczech mamy bardzo dużo zachorowań, a mniej zgonów. Mamy odmienny przebieg, że nie liczba zachorowań a liczba zgonów pokazuje nam różnice. Może być tak, że w krajach jest podobna śmiertelność, tylko że te państwa nie rozpoznają wszystkich zachorowań. Jak sugerują autorzy, są populacje, które są bardziej oporne na zakażenie, bardziej chronione przed zgonem. To są bardzo istotne pytania, na które pod względem badawczym należy poznać głębiej. Tutaj nie można jeszcze mówić o tym, że tak jest, bo mamy też dużą zmienność podejścia – mówił Zielonka.

 

Izolacja i różne typy szczepionek

Według Zielonki oprócz szczepień, służby zdrowia i liczby wykonywanych badań, na liczbę zachorowań na COVID-19 mogą mieć też wpływ strategie ograniczenia ruchu ludności.

– Nie wystarczy rozpoznać, trzeba bardzo rzetelnie odizolować osoby zakażone. I tu będą różnice. Trzeba mieć szczelny system izolacji osób zakażonych, a to nie sprawdza się w Polsce. Gdzie u nas są liczne zachorowania? W szpitalach. Po 60-70 osób, to są liczne zakażenia. Zdarzały się domy pomocy społecznej, gdzie 100 procent personelu i podopiecznych zostało zakażonych. System szczelności, izolacji, ochrony osób najsłabiej jest realizowany nie przez społeczeństwo, a w placówkach medycznych. To jest rzecz, która powinna być uszczelniona – przestrzegał ekspert.

Zdaniem doktora Feleszki, badania mogą być inspiracją do tego, aby zwiększyć odporność lekarzy i pracowników medycznych, bo to oni są na pierwszej linii zagrożenia.

– Teraz pomysł jest taki, że być może zaszczepienie pracowników służby zdrowia, którzy są najbardziej narażeni na kontakt z osobami zakażonymi pobudzi ich odporność przeciwko wirusowi w takim stopniu, że oni będą łatwiej odbierali atak – powiedział Feleszko. – Należałoby liczyć, że osoby, które otrzymają szczepionkę BCG, ich układ odpornościowy w sposób nieswoisty ulegnie aktywacji i mechanizmy odpornościowe tych zaszczepionych osób będą chętniej walczyły z wirusem. Ostateczną odpowiedź na te pytania dadzą badania kliniczne i one są rzeczywiście obiecujące, ale z rozmów z zagranicznymi immunologami odnoszę wrażenie, że to jest bardzo dobry i cenny trop – przekonywał Feleszko.

Jak argumentował Zielonka, za różnice pomiędzy poszczególnymi krajami i zależnościami między szczepieniami na BCG a liczbą zachorowań na COVID-19 mogą być też odpowiedzialne stosowane odmiany szczepionek.

– Nie jesteśmy szczepieni tym samym. W szczepionkach stosowane są szczepy duńskie, brazylijskie i francuskie. W różnych krajach dominował inny szczep. W Polsce najwięcej podano brazylijskiego, a później uznano go za słaby i zmieniono na duński. Nie korzystaliśmy z francuskiego, który był najsilniejszy. Tutaj były różnice z użytymi szczepami do szczepionek. Na tym etapie badań naukowcy nie zrobili rozróżnienia, jakie szczepionki były używane w analizowanych krajach – mówił Zielonka.

Gruźlica (Maria Samczuk, Adam Ziemienowicz/PAP)

Cios w antyszczepionkowców

Według naszego rozmówcy, te badania pokazują to, że szczepionki mają sens. I wytrącają z ręki argument ruchom protestującym przeciwko szczepieniom.

– Ten artykuł jest ciosem dla ruchów antyszczepionkowych. Bo on jednak pokazuje, że szczepienia nie mają tylko tej bezpośredniej roli, że szczepisz się na chorobę X i nie zachorujesz na chorobę X. Pokazuje, że szczepienia należą do jednych z największych odkryć w historii medycyny, pokazują, że nie mają tylko bezpośredniego działania na osobę z chorobą X, ale wpływają też na naszą odpowiedź na inne wirusy i bakterie – argumentował Zielonka.

 

A co może być słabym punktem tych badań?

– Co do tych wyliczeń matematycznych, mam jeszcze wątpliwość, ponieważ obserwuję, że kraje takie jak USA, w których dynamicznie zmieniała się liczba zakażeń i zgonów, w ciągu kilku dni wyszły na pierwsze miejsce pod względem potwierdzonych przypadków koronawirusa SARS-CoV-2 – przekonywał Zielonka. – Ja nie mam pewności, czy w miarę trwania pandemii te różnice między krajami, które obserwujemy, pozostaną. Jak będzie, kiedy to się skończy, czy nie będziemy mieli tak dużych wskaźników zapadalności i śmiertelności jak na przykład we Włoszech – mówił Zielonka. Dodał, że wybrano pewne kraje, „gdzie nie było tych szczepień (na BCG – przyp. red.) i one wyraźnie odstają, i to prawda, ale są kraje, które miały porządny system sczepień BCG”. – One zaczynają w tej chwili piąć się górę pod względem liczby zakażeń – przekonywał.

Według Zielonki słabością tych badań może być to, że pandemia nadal trwa.

– Obserwujemy dynamikę pewnych zmian, które mogą czynić bardzo szybko bezprzedmiotowymi te spostrzeżenia, które widzimy w publikacji. Na przykład Niemcy, które przez dłuższy czas charakteryzowały się dużą liczbą przypadków, w ostatnich dniach zaczęły mieć dużo większą liczbę zgonów. Zaczęły psuć narrację, która pasowałaby do tego, że są populacje bardziej chronione przez lepszy system immunologiczny, którzy może wynikać z wyszczepialności na BCG i innych szczepień – mówił Zielonka. Dodał, że analiza naukowców będzie wartościowa dopiero po zakończeniu epidemii, jeśli policzymy „z jakimi stratami, z jaką śmiertelnością do liczby zachorowań skończą się epidemie w poszczególnych krajach”.

Aparat używany do szczepienia BCG w Japonii (Y tambe/Wikipedia (CC BY-SA 3.0))

A co z Polską?

W Japonii do tej pory na COVID-19 zachorowało ponad 2,6 tysiąca osób, a 63 osoby zmarły.

– Japonia ma bardzo podobny do Polski profil zakażeń i podobny stosunek do szczepień na gruźlicę. Tu jesteśmy niezwykle zbliżeni zarówno w liczbie zgonów, jak i w liczbie przypadków do tego kraju. Ten artykuł jest niezwykle optymistyczny dla Polski, gdyby ustalenia naukowców były prawdą. Bo ja nie jestem przekonany, czy te wskaźniki i różnice nie wywrócą się w miarę upływu czasu, że w poszczególnych krajach, które mają te niższe wskaźniki, nie dojdzie do pewnego rozpędzenia wzrostu zakażeń jak powolnej lokomotywy – stwierdził Zielonka. Zauważył, że w Polsce zachorowania na COVID-19 zaczęły się trzy tygodnie później po innych krajach – Nie mogę powiedzieć, że to się nie rozkręci do poziomów, które są gdzie indziej – dodał.

Zielonka zwrócił uwagę na bardzo specyficzną sytuację w zakresie szczepień BCG z powodu bardzo złej sytuacji w zakresie gruźlicy, szczególnie u dzieci.

– Po drugiej wojnie światowej mieliśmy jeden z największych wskaźników umieralności na gruźlicę u dzieci i dorosłych. Więcej niż co 10. zgon był spowodowany gruźlicą. Bardzo wcześnie rozpoczęliśmy akcję szczepień, a równocześnie wbrew zaleceniom Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), bardzo długo, bo jeszcze w XXI wieku, stosowaliśmy doszczepiania, czego nie stosował nikt, bo WHO tego nie zalecało – opisywał Zielonka. Jak mówił, na całym świecie szczepieniom BCG poddawano wyłącznie noworodki zaraz po porodzie, a Polska była ewenementem w skali światowej. – Stosowała szczepienia u noworodków, 6-latków, 12-latków i 18-latków. Takiego modelu nikt nie prowadził, WHO uważało, że to przesada – przekonywał ekspert.

Mikroskopowy obraz szczepu Calmette-Guérin, zabarwiony metodą Ziehla-Neelsena. Tysiąckrotne powiększenie (Y tambe/Wikipedia (CC BY-SA 3.0)

„Wyszczepieni jak mało kto”

Zielonka stwierdził, że jeśli wnioski naukowców miałby być prawdziwe, to trudno w tym aspekcie lekceważyć polską – jego zdaniem nadmierną – skłonność do wyszczepiania na BCG.

– My jesteśmy jako społeczeństwo wyszczepieni jak mało kto. Rok w rok przez dekady szczepiliśmy ponad 92 procent dzieci. Te osiem procent to były dzieci z przeciwwskazaniami, medycznymi problemami, z powodu których nie zostały zaczepione – argumentował ekspert.

Zielonka zwrócił też uwagę na to, że gruźlica przestraja nasz układ immunologiczny.

– Są kraje o bardzo zlej sytuacji epidemiologicznej, gdzie wiele osób zachorowało. Pytanie czy te osoby są bardziej, czy mniej podatne. Tutaj rodzi się od razu ciekawe pytanie badawcze, czy jak zrobimy to samo zestawienie za miesiąc, bo sytuacja jest dynamiczna, to czy to się nie pozmienia. Myśmy w ostatnim tygodniu podwoili nasz wskaźnik zachorowań. Kto wie, czy później nie będziemy mieć jeszcze większego problemu.

Zachorowania na gruźlicę w Polsce (źródło: Instytut Gruźlicy i Chorób Płuc)

Czy szczepienia pomogą starszym?

Nie wiadomo, czy szczepienia BCG w starszym wieku wzmocniłyby odporność. Tym problemem zajęła się grupa naukowców (Shihoko Komine-Aizawa, Toshio Yamazaki, Tsuyoshi Yamazaki, Shin-ichiro Hattori, Yuji Miyamoto, Naoki Yamamoto, Shinji Haga, Masahiko Sugitani, Mitsuo Honda, Satoshi Hayakawa, Saburo Yamamoto10), a swoje wyniki opublikowali w 2014 roku w czasopiśmie „Clinical and Vaccine Immunilogy”. Badania prowadzili na kawiach domowych (potocznie nazywanych świnkami morskimi). Były w różnym wieku: sześciotygodniowe, 18-miesięczne i 60-miesięczne. Badacze sprawdzali, czy szczepienie starszych świnek uodparnia je na gruźlicę. Badania wykazały, że szczepionka ma działanie ochronne przed zakażeniem niezależnie do wieku.

 

 

Źródło: medrxiv.com
0 0 vote
Article Rating