Z powodu strachu przed radioaktywnością rybacy z prefektury Fukushima wyrzucają cześć połowu. Prawie trzy lata po katastrofie nuklearnej świat obawia się owoców morza z Japonii. Nawet Korea Południowa wprowadziła embargo na ich import.

Połów ryb w Japonii jest jedną z integralnych gałęzi gospodarki Japonii. Wg. Forbes przed 2011 r. Japonia miała największą flotę rybacką, a jej połowy stanowiły 15% odłowów świata. Wprawdzie te problemy pogrążają tą gałąź przemysłu, ale rząd liczy na powolne odrodzenie.

Problem dotyczy głównie połowów dokonywanych w pobliżu elektrowni jądrowej Fukushima. Po publikacjach TEPCO na temat skażeń, na świecie wzrosły obawy, że może się ono rozprzestrzenić na cały Pacyfik.

„Istnieje znaczne zanieczyszczenie w dorzeczach rzek. Szczególnie w stawach i ujściu rzeki zauważa się kumulację znacznych ilości cezu” mówi Yamashike Yosuke profesor z Uniwersytetu w Kioto.

Problem dotyka wiele Japońskich firm połowu i przetwórstwa „owoców morza” mających siedzibę w 5 prefekturach dotkniętych skażeniem. Wg Aleksieja Jaroszewskiego korespondenta RT w małym nadmorskim miasteczku Soma w prefekturze Fukushima odłów roczny wynosi 40 tysięcy ton ryb.

Zakłady przetwórstwa rybnego w Japonii prowadzą teraz własne pomiary skażenia towaru. „bierzemy próbki z każdego połowu. Jeżeli stwierdzimy jakikolwiek ślad promieniowania, cała partia zostanie zlikwidowana. Jednak do tej pory nie stwierdziliśmy takiego przypadku” mówi w wywiadzie dla RT Akihisa Sato pracownik laboratorium jednego z zakładów w Soma.

Ale japońscy rybacy nie mogą przekonać klientów, że spożywanie ich produktów jest bezpieczne. Nawet nie pomagają zapewnienia rządu, że robi wszystko dla bezpieczeństwa i kontroluje sytuację. We wrześniu tego roku Korea Południowa wprowadziła embargo na wszystkie produkty  żywnościowe pochodzące z Japonii. USA natomiast, żeby umożliwić import z Japonii obniżyło normy dopuszczalnych skażeń niektórych produktów (w zamian za obietnice rezygnacji z programu „ Zero dla energii jądrowej w Japonii”).

„Sytuacja jest całkowicie pod kontrolą. Zbudowaliśmy bariery, uniemożliwiające przepływ skażonej wody podskórnej do oceanu” mówi Youshimi Hitosugi przedstawiciel TEPCO.

Jednak zapewnieniom pracowników laboratoriów oraz TEPCO, że „owoce morza” i woda są wolne od skażenia przeczy fakt, ze  ryby i owoce morza które Aleksiej Jaroszewski korespondent RT widział w miasteczku Soma nigdy nie dostaną się  do zakładów przetwórczych, na półki sklepów czy stoły w restauracjach.  

Większość złowionych ryb w promieniu 30 km jest wyrzucane do śmieci, ponieważ jest skażona. TEPCO płaci miejscowym rybakom za to tyle, że są szczęśliwi i milczą o tej sprawie. Niektórzy z nich, dostarczają jednak swój towar ​​do sklepów, ale tylko lokalnie mówi ekonomista Hirokai Kurosaki w wywiadzie dla RT.

Do tej pory port w Soma funkcjonuje bez przerwy, mimo że jest w samym centrum zniszczeń dokonanych przez Tsunami w 2011 r., kilka kilometrów od Fukushimy. Kilka razy dziennie owoce morza o różnych kształtach i wyglądzie są wyładowywane w porcie, by trafić do kontenerów na śmieci.

Źródło:http://rt.com/news/japan-fukushima-seafood-dangers-775

Polecane: