Pożary pustoszą południowo-wschodnie regiony Australii. W środę 1 stycznia tragiczny bilans wzrósł do 15 ofiar śmiertelnych. Akcję strażaków utrudniają wysoka temperatura i silny wiatr. Są miejsca, które żywioł zamienił w ruiny.

W środę na południowym wybrzeżu Nowej Południowej Walii znaleziono ciało mężczyzny.

– Możemy poinformować, że policja potwierdziła śmierć kolejnych trzech osób – przekazał zastępca komisarza policji Gary Worboys. – Funkcjonariusze policji są w mieście Lake Conjola, gdzie spłonął jeden z domów – dodał.

Policja poszukuje też 72-letniego mężczyzny – funkcjonariusze nie byli w stanie dotrzeć do jego domu. Policja poinformowała, że spłonęło ponad 200 domów, ale według nich liczba ta może być większa.

Pożary stanowią też zagrożenie dla mieszkańców stanu Wiktoria. Jak poinformował premier stanu, Daniel Andrews, cztery osoby uznawane są za zaginione po tym jak w regionie rolniczym Gippsland szalały pożary.

Od października żywioł zabrał życie 15 osobom. Jest też wielu zaginionych.

Krajobraz jak po apokalipsie

Żywiołowi sprzyja wysoka temperatura. Potężne kłęby dymu spowijały w poniedziałek i wtorek całe miasta. Wielu mieszkańców musiało się ewakuować, niektórzy znaleźli schronienie na plażach. Byli też tacy, którzy przed płomieniami schowali się płytkiej wodzie.

To, z jak niebezpiecznym żywiołem walczą strażacy, pokazuje nagranie, które 31 grudnia w internecie zamieścili strażacy z Nowej Południowej Walii. Widać na nim, jak funkcjonariusze przejeżdżają przez szalejące płomienie w okolicach miejscowości Nowra.

Nagranie zostało opublikowane 31 grudnia. Widać na nich strażaków, którzy przejeżdżają przez ogarnięte szalejącymi płomieniami okolice miejscowości Nowra, znajdującej się na południowy zachód od Sydney.

Władze potwierdziły, że w nocy w pożarach zginęły dwie osoby. Tym samym od początku października tragiczny bilans wzrósł do 11 ofiar śmiertelnych.


Są też miasta, które wyglądają jak plan filmu postapokaliptycznego. Tak jest między innymi w Cobargo.

20-krotne przekroczenie norm

Jak informują służby, do tej pory spłonął obszar o łącznej powierzchni czterech milionów hektarów. Codziennie wybuchają kolejne zarzewia ognia, a sprzyjają temu ekstremalna susza i silny wiatr.

Tysiące Australijczyków jest odciętych od świata – niektóre drogi są nieprzejezdne. Wielu mieszkańców nie może zaopatrzyć się w produkty pierwszej potrzeby.

W Canberze – stolicy kraju – poziom zanieczyszczenia powietrza 20-krotnie przekroczył dopuszczalną wartość.

W płomieniach giną też zwierzęta, wiele z nich jest rannych. Pomagają im organizacje pozarządowe oraz zwykli ludzie.


 

Źródło: Reuters