W nocy z soboty na niedzielę (23/24 stycznia) o godzinie 23:38 UTC na Antarktydzie doszło do silnego trzęsienia ziemi o magnitudzie 7,1, zaledwie 30 minut później, bez pięciu sekund (0:07 UTC) ziemia zatrzęsła się w Chile na głębokości 110 km, magnituda wyniosła 5.8. Mieszkańcy kraju zaczęli opuszczać swoje domy po tym, jak otrzymali alarm z ostrzeżeniem przed tsunami. Jak się okazało, był fałszywy.

Trzęsienie ziemi zostało zarejestrowane na głębokości około 10 kilometrów w okolicach Wyspy Króla Jerzego w okolicach Antarktydy. Na tym terytorium znajduje się największa chilijska baza Eduardo Frei Montalva, położona w bezpośrednim sąsiedztwie Villa Las Estrellas, miejscowości, w której znajdują się między innymi szpital, szkoła, bank, mały supermarket, poczta i kaplica. Zimą w bazie przebywa około 80 osób.

Tak zarejestrował wstrząs polskie sejsmometr w Suwałkach. 

Zaledwie 30 minut później kolejne trzęsienie ziemi o magnitudzie 5,8 miało miejsce 35 km od Santiago, stolicy Chile, z hipocentrum na głębokości 110 km – wynika z danych Amerykańskiej Służby Geologicznej (USGS).

Fałszywy alarm przed tsunami

Służby sejsmologiczne nie odnotowały żadnych szkód oraz ofiar. Mimo to władze Chile wysłały do okolicznej ludności wiadomości telefoniczne z ostrzeżeniem przed tsunami, wzywając do opuszczenia obszarów przybrzeżnych.

Mieszkańcy nadmorskich miast, w tym La Sereny na północ od Santiago i Valparaiso, zaczęli opuszczać swoje miejsca zamieszkania.

 

Władze przeprosiły

Po pewnym czasie chilijskie MSW podało, że wiadomości zostały wysłane omyłkowo i zupełnie niepotrzebnie wywołały panikę wśród miejscowej ludności.

Resort na Twitterze przeprosił za zamieszanie i wyjaśnił, że do ewakuacji zostali wezwani tylko pracownicy bazy w pobliżu Antarktydy, dla których ostatecznie także odwołano ostrzeżenie o tsunami.

Silne oddziaływania magnetyczne rozpoczną się od 24 stycznia, szczyty wystąpią 27 i 29-30 stycznia

 

Źródło: PAP, Reuters, USGS
0 0 votes
Article Rating