Ogień zniszczył 245 domów, a 700 osób pozostało bez środków do życia w wyniku pożaru, który przez dwa dni pustoszył ubogie dzielnice portowego miasta Valparaiso w Chile – poinformowały w czwartek 26 grudnia miejscowe władze. – Głęboko żałuję, że noc, która powinna być przepełniona spokojem, zamieniła się w tragedię – powiedział prezydent Chile Sebastian Pinera.

Jak relacjonowali świadkowie, pożar w chilijskim Valparaiso wybuchł we wtorek, w Wigilię Bożego Narodzenia, tak nagle, że nie było czasu na jakąkolwiek reakcję poza ucieczką.

„Noc, która powinna być przepełniona spokojem, zamieniła się w tragedię”

Niektórzy stracili wszystko, nawet zwierzęta domowe. Z ogarniętych pożarem lub zagrożonych nim dzielnic ewakuowano wiele rodzin.

W czwartek do Valparaiso przybył prezydent Chile Sebastian Pinera, według którego istnieją dowody, że pożar został wywołany rozmyślnie. – Głęboko żałuję, że noc, która powinna być przepełniona spokojem, zamieniła się w tragedię – powiedział.

Valparaiso był znany dotąd z kolorowych, drewnianych domów. Był to kurort bardzo popularny wśród turystów w Ameryce Południowej. Pożar wybuchł w zalesionej okolicy na obrzeżach miejscowości i rozprzestrzenił się w kierunku wybrzeża, wdzierając się na wzgórza Rocuant i San Roque, gdzie znajdowały się malownicze osiedla z widokiem na całe miasto.

W akcji gaszenia pożaru brało udział dziewięć zespołów strażackich, wykorzystano pięć śmigłowców i dwie cysterny z wodą. Ogień strawił już 150 hektarów pastwisk, zarośli i lasów.

 

Źródło: PAP