Uchodźcy klimatyczni rzucają wszystko i zmieniają swoje miejsce zamieszkania – wyjeżdżają z powodu narastających upałów i pustynnienia lub powodzi powodowanych przez coraz gwałtowniejsze monsuny. Prognozy ONZ mówią, że jeśli tempo klimatycznych zmian nie zwolni, w 2050 roku uchodźców klimatycznych na całym świecie będzie miliard.

Ziemia w rodzinnym Mali wyschła na wiór. Skończyły się uprawy, nie było gdzie wypasać bydła. Ekstremalne upały nie pozwalały normalnie żyć. Sayore zmuszony był spakować rodzinę i emigrować do sąsiedniego Burkina Faso. – Jest zbyt mało deszczu i pole, które uprawiałem zmieniło się w pustynię – mówi.

Takich jak on uchodźców klimatycznych przybywa. Tylko w Burkina Faso tych, których pędząca klimatyczna katastrofa wypędziła z domu jest ponad milion. – Uchodźców klimatycznych z roku na rok mamy coraz więcej. Według ONZ mamy ich obecnie przynajmniej 70 milionów – szacuje Kamil Wyszkowski z UN Global Compact Network Poland.

„Poleje się krew setek milionów ludzi”

Porzucają wszystko, co mają, bo ziemia, na której żyli stała się miejscem nie do życia. Ameryka Centralna i Afryka walczą z długotrwałymi suszami. Azja zmaga się z gigantycznymi cyklonami i powodziami. Nad wyspiarskimi państwami przez podnoszący się poziom oceanów zawisło widmo zatopienia. Przed tym wszystkim tylko między wrześniem a lutym uciekło 10 milionów ludzi – to dane Międzynarodowego Ruchu Czerwonego Krzyża i Czerwonego Półksiężyca.

Z prognozy ONZ wynika, że jeśli tempo klimatycznych zmian nie zwolni w 2050 roku, uchodźców klimatycznych na całym świecie będzie miliard – później jeszcze więcej. – To już będzie walka o przetrwanie, migracje dwóch miliardów ludzi nie odbędą się pokojowo. To będzie generowało napięcie, destabilizację i wojny. To jest najgorszy scenariusz, który przewidujemy – mówi Wyszkowski.

Ludzie z najbardziej dotkniętego klimatyczną katastrofą globalnego Południa ruszą w stronę globalnej Północy. Będą szukać jedzenia, wody czy ziemi pod uprawę. To oznacza konflikty o terytorium i zasoby. W wielu miejscach, jak w 128-milionowym Meksyku, już dzisiaj zaczyna brakować wody pitnej.

– Wystarczy, że nic nie będziemy zmieniać, że nadal będziemy spokojnie żyć, jeździć samochodami, latać samolotem, wrzucać mięso na talerz, a dojdzie do katastrofy. Poleje się krew setek milionów ludzi – uważa fizyk Marcin Popkiewicz.

 

„Przez setki lat będziemy związani skutkami rozpędzonej maszyny”

Z najnowszych danych UNHCR wynika, że w 2019 roku katastrofy klimatyczne jak burze tropikalne, powodzie czy susze były przyczyną ucieczki blisko 24 milionów ludzi. Statystyki dotyczące klimatycznej migracji niestety szybko się nie poprawią.

– To, co rozpętujemy od początku rewolucji przemysłowej, dopiero nabiera tempa – twierdzi geograf Michał Brennek. – Nawet jeśli od dziś zerwiemy z gazami cieplarnianymi, to nadal przez setki lat będziemy jeszcze związani skutkami tej rozpędzonej maszyny termodynamicznej – dodaje.

Dlatego dziś musimy działać w dwóch kierunkach – z jednej strony przystosowywać się do klimatycznych zmian, a z drugiej robić wszystko, by im przeciwdziałać. – Może dzięki temu kolejne pokolenia będą w stanie przetrwać albo chociaż w miarę normalnie funkcjonować i nasze pokolenie nie będzie okrzyknięte mianem pokolenia głupców – mówi Kamil Wyszkowski.

 

 

Źródło: TVN24
5 2 votes
Article Rating