Arktyka nie jest często nawiedzana przez wyładowania atmosferyczne. Jest tam po prostu zbyt zimno, aby istniały korzystne warunki do powstawania burz. Naukowcy alarmują, że wraz ze wzrostem tamtejszej temperatury, wzrosła również częstotliwość uderzeń piorunów.

Zdjęcie ilustracyjne

Według badania przeprowadzonego przez naukowców z Uniwersytetu Waszyngtońskiego, w ciągu ostatniej dekady, czyli od 2010 do 2020 roku, częstotliwość występowania piorunów w Arktyce się potroiła. Naukowcy wykorzystali dane zebrane przez sieć czujników wyładowań atmosferycznych (World Wide Lightning Location Network), która śledzi uderzenia piorunów na całym świecie od 2004 roku. Badanie opublikowano w czasopiśmie „Geophysical Research Letters”.

Badacze skupili się na obszarach leżących wewnątrz koła podbiegunowego północnego, w tym na północnych częściach Kanady, Alaski, Rosji, Grenlandii oraz środkowej części Oceanu Arktycznego. Nie wszędzie obserwacje zaowocowały takimi samymi wynikami. Szczególny wzrost liczby piorunów zanotowano na półkuli wschodniej, nad Syberią.

Robert H. Holzworth z Uniwersytetu Waszyngtońskiego tłumaczy, że ten region charakteryzuje się bardziej dogodnymi warunkami dla wyładowań atmosferycznych. – Do powstania burzy potrzebny jest ciepły i wilgotny prąd wstępujący (pionowy ruch unoszonego powietrza – przypis redakcji), a to jest bardziej prawdopodobne na lądzie wolnym od lodu – wyjaśnia.

W sierpniu 2019 roku doszło sytuacji, kiedy zarejestrowano prawie 30 wyładowań atmosferycznych w odległości mniejszej niż około 100 kilometrów od bieguna północnego. Przez badaczy zjawisko zostało określone jako „poważne zdarzenie konwekcyjne”.

Anomalie temperatury powietrza w 2020 roku (Copernicus Climate Change Service/ECMWF)

Winić można wzrost temperatury

Holzworth zwraca uwagę na ocieplanie się gruntu, między innymi tundry, co – tak samo jak w innych szerokościach geograficznych – stwarza możliwości kontaktu zimnych mas z ciepłymi masami powietrza. To skutkuje powstaniem burz, a – jak podkreśla badacz – tych jest więcej we wschodniej części Arktyki niż po jej zachodniej stronie.

Specjaliści zwracają uwagę na to, że zaobserwowany wzrost liczby piorunów jest niepokojący, ponieważ zarówno północna Syberia, jak i Kanada pokryte są gęstymi lasami łatwopalnych drzew. Zaznaczają, że nie wiąże się to od razu z większą częstotliwością pożarów, ale składniki potrzebne do ich wystąpienia są na miejscu.

W 2020 roku Syberia przeżywała falę upałów i pożarów. W czerwcu zarejestrowano rekordowe 38 stopni Celsjusza, a ogień trawił obszary od Kamczatki po Krasnojarsk.

 

 

Źródło: CNN
0 0 votes
Article Rating