Nadchodzący weekend zapowiada się niezwykle obiecująco, jeśli chodzi o atrakcje na nocnym niebie. Już dziś rój Geminidów osiągnie swoje maksimum, a w niedzielę do Ziemi zbliży się kometa 46P/Wirtanen i jeśli warunki pogodowe pozwolą, będzie można ją zobaczyć gołym okiem.

Rój Geminidów jest jednym z najaktywniejszych rojów meteorów. Wpadające w atmosferę Ziemi meteoroidy nie są pozostałościami po komecie, jak w większości przypadków rojów meteorytów. Ich ciałem macierzystym jest planetoida 3200 Phaethon. Wzięła ona swoją nazwę od mitycznego herosa Faetona, syna boga Słońca – Heliosa, który stracił kontrolę nad skradzionym ojcu rydwanem i prawie podpalił Ziemię.

Ziemia przechodzi przez chmurę gruzu rozproszoną przez 3200 Phaethon w grudniu każdego roku. Maksimum roju Geminidów przypada na 13-14 grudnia. W najaktywniejszych latach rój Geminidów dostarczał nawet do 120 „spadających gwiazd” na godzinę. Meteoroidy wchodzą w ziemską atmosferę z prędkości 35 kilometrów na sekundę.

Planetoida-matka roju – 3200 Phaethon – została odkryta w 1983 roku i ma około pięciu kilometrów średnicy. Peryhelium jej orbity znajduje się w pobliżu orbity Ziemi, co powoduje potencjalne niebezpieczeństwo kolizji. Zbliża się do Słońca na bardzo niewielką odległość, co sprawia, że jej powierzchnia rozgrzewa się nawet do 1500 Kelvinów. Powoduje to naprężenia w na powierzchni obiektu i powstanie warkocza pyłowego, który potem widzimy w postaci Geminidów. Z tego powodu obiekt ten jest czasem nazywany „skalistą kometą”.

 

Co ciekawe, przed 1830 rokiem nie ma wzmianki o obserwacjach Geminidów. Pierwszy zwrócił na nie uwagę belgijski astronom A. Quetelet, który w noc z 12 na 13 grudnia 1830 roku odnotował 40 meteorów. Aktywność roju wzrosła w ciągu ostatnich 17 lat o 20 proc. Maksimum roju jest na tyle szerokie, że możemy je obserwować przez dwie doby, a sam rój jest dobry do obserwacji z polskich szerokości geograficznych. Rój powinien być dobrze widoczny do 17 grudnia.

Pierwsze „spadające gwiazdy” można oglądać już krótko po zachodzie Słońca, choć z każdą godziną będzie ich więcej. Najlepsze widowisko z dużą ilością meteorów przypadnie na piątek tuż przed wschodem Słońca. Księżyc znajduje się tuż przed pierwszą kwadrą, dlatego nie powinien utrudniać obserwacji. Problemem mogą być temperatury, które nie zachęcają do obserwacji na świeżym powietrzu. Spektakl może zepsuć także pogoda. Warunkiem koniecznym, by cokolwiek zobaczyć, jest bezchmurne niebo, a o to może być ciężko.

Do obserwacji najlepiej wybrać ciemne miejsce, z dala od miasta. Radiant – miejsce na niebie, z którego nadlatują meteory, znajduje się w okolicy gwiazdozbioru Bliźniąt. Trzeba zatem spoglądać na wschodni horyzont.

 

Kometa 46p/Wirtanen

Największa atrakcją miesiąca na nocnym niebie jest kometa 46p/Wirtanen. Została odkryta w 1948 roku. Zwykle kometa jest za daleko, żeby można ją było swobodnie oglądać z Ziemi, ale w tym roku ma najbliższe podejście od 70 lat. W niedzielę 16 grudnia znajdzie się w odległości 11,6 milionów kilometrów.

Kometa należy do dużej, liczące sobie ponad 400 obiektów, komet rodziny Jowisza. Pozostają one pod silnym wpływem grawitacji gazowego olbrzyma, stąd ich nazwa. 46p/Wirtanen jest małym obiektem. Ma nieco ponad kilometr średnicy i nie zostawia po sobie długiego warkocza. Jest to jedna z niewielu komet, które są (czasem) widoczne gołym okiem – stają się wtedy na tyle jasne, jak słaba gwiazda.

Podczas największego zbliżenia kometa powinna być widoczna nieuzbrojonym okiem. Choć, jak to bywa z kometami, są one nieprzewidywalne. Jak powiedział kiedyś David H. Levy, współodkrywca komety Shoemaker-Levy 9, która w 1994 uderzyła w Jowisza, „komety są jak koty: mają ogony i robią to, co chcą”.

Oczywiście, tak jak w przypadku roju meteorów, najlepiej obserwacje prowadzić poza obszarami miejskimi. Można też skorzystać z lornetki, by zwiększyć swoje szanse na zobaczenie komety.

46p/Wirtanen powinna być jasnozielonego koloru. To ze względu na skład komety. Obiekt zawiera sporo cyjanu, który świeci na zielono po zjonizowaniu światłem słonecznym. Należy jej wypatrywać nad południowym horyzontem.

 

 

 

Źródło: DziennikNaukowy, Reuters