Z każdym dniem pogarsza się sytuacja w krajach Ameryki Południowej. Tysiące wiosek nadal jest odciętych od świata przez rekordowe opady śniegu. Coraz więcej ludzi i zwierząt cierpi z powodu głodu.

 

To co dzieje się w górzystych krajach Ameryki Południowej to coś więcej niż tylko anomalia pogodowa.

Największe od dziesiątek lat opady śniegu odcięły od świata bardzo wiele wiosek położonych u podnóży i na stokach Andów.

W Argentynie, Boliwii, Chile i Peru ludzie nie mogą wydostać się z domów i pojechać do miasteczek po żywność i wodę pitną, dla siebie i dla swoich zwierząt hodowlanych.

Sytuacja jest zaskakująca, ponieważ śnieg w tej części świata jest niezwykle rzadkim zjawiskiem, podobnie jak deszcz, bo na pustyniach potrafi nie padać całymi latami.

Zgodnie z planami władz do wiosek będą wysyłane transporty z żywnością. Problemem jest przebicie się przez wysokie zaspy śnieżne, ponieważ to zajmie sporo czasu, a jest go coraz to mniej.

Na skraju śmierci głodowej znajduje się 50 tysięcy lam i alpak, które powinny być wypasane na trawiastych obszarach, ale obecnie jest to niemożliwe, gdyż trawa pokryta jest grubą warstwą śniegu.

Jeśli zwierzęta zaczną masowo padać, to pasterze stracą jedyne źródło dochodu.

W prowincji Tucumán w północnej Argentynie przeszła największa śnieżyca od 1920 roku. W brazylijskim stanie Santa Catarina temperatura odczuwalna spadła do minus 25 stopni. Na skutek wychłodzenia organizmu zmarło co najmniej 80 osób. Wymrożeniu uległy całe hektary tropikalnych upraw.

Na zdjęciu satelitarnym, które zamieszczamy pod artykułem, widoczny jest śnieg przykrywający Alpy w Ameryce Południowej. Zasięg pokrywy białego puchu jest kilkukrotnie większy niż zazwyczaj o tej porze roku.

Przyczyną takiego zjawiska jest intensywny napływ zimnych mas powietrza znad Antarktyki. Nie jest za to odpowiedzialna ani anomalia El Niño, ani też La Niña, ponieważ woda w równikowej strefie Pacyfiku ma normalną temperaturę.

Źródło: twojapogoda.pl