Trudne do opanowania pożary rozszalały się w poniedziałek w okolicach Aten. – Płomienie były wysokie, gdzieś tak na 15-20 metrów – opowiadał  jeden z Polaków, którym żywioł uniemożliwiał opuszczenie hotelu w nadmorskiej miejscowości Kineta. Premier Cipras skrócił wizytę w Bośni i wrócił do kraju. Grecja ma prosić Unię Europejską o pomoc w gaszeniu ognia.

Strażacy z całej Grecji – według danych z poniedziałkowego wieczora ponad 200 funkcjonariuszy i 60 wozów gaśniczych – zostali ściągnięci w okolice Kinety, małej miejscowości wypoczynkowej położonej 54 kilometry na zachód od Aten, nad Zatoką Sarońską. Szalejący tam pożar agencja Reutera określiła jako „kataklizm”. Płomienie widoczne były z wielu kilometrów.

Wkrótce ogień rozprzestrzenił się na kolejne tereny Attyki. Do walki z żywiołem skierowano także oddziały wojska. Grecka obrona cywilna poinformowała, że będzie prosić UE o pomoc w gaszeniu pożarów.

Wakacje w ogniu

W poniedziałek po godzinie 15 turyści z Polski mieli jechać na lotnisko i w drogę powrotną do kraju. Okazało się jednak, że autostrada, którą mieli dotrzeć na lotnisko, została zablokowana.

Według relacji internauty, w związku z pożarem w hotelu wyłączono prąd i wodę. Większość gości zgromadziła się w recepcji. Pracownicy rozdawali wodę butelkową i mokre ręczniki, by ułatwić oddychanie przez gryzący dym.

– Płomienie były wysokie, gdzieś tak na 15-20 metrów. Nam już nic nie grozi, bo pożar przesunął się na drugą stronę góry, w kierunku Aten. Czujemy się niby bezpiecznie, aczkolwiek opary są mocno drażniące – mówił internauta.

„Zamknąć domy i po prostu uciekać”

Silny wiatr, często zmieniający kierunek, sprzyjał rozprzestrzenianiu się ognia. Ściana płomieni miejscami miała sześć kilometrów szerokości – podawali przedstawiciele lokalnych władz, cytowani przez agencję Reutera.

– Ogień szaleje nieprzerwanie – mówił Stawros Fotiu, wiceburmistrz miasta Megara. – Apelujemy do mieszkańców, by przemieszczali się w kierunku Koryntu, by chronili siebie i swoje dzieci – dodał.

Z podobnym apelem zwrócił się w państwowej telewizji szef straż pożarnej. – Ludzie powinni uciekać. Zamknąć domy i po prostu uciekać. Człowiek nie jest w stanie znieść takiej ilości dymu przez tak wiele godzin. Sytuacja jest ekstremalna – podkreślił Achilleas Cuwaras.

Sekretarz generalny Ministerstwa Obrony Cywilnej, Jannis Kapakis, zapewnił, że priorytetem władz i służb jest ochrona życia ludzi.

W ewakuacji mieszkańcom pomagała policja. Akcję utrudniał fakt, że zamknięta została autostrada Ateny-Korynt, jedna z dwóch tras prowadzących na Peloponez. Wstrzymano ruch pociągów w okolicy. Wystąpiły również zakłócenia w ruchu lotniczym, ze względu na słabą widzialność.

Na wybrzeżu część ludzi została na plażach, odcięta przez ogień.

Dym nad Akropolem

Drugi pożar wybuchł w poniedziałek po południu na górze Pentelejkon, na północ od Aten.  Groźna, gęsta chmura czarno-pomarańczowego dymu zawisła nad Akropolem. Wzgórze zostało zamknięte na trzy godziny – poinformowało greckie ministerstwo kultury. Greckie prawo pozwala zamykać miejsca publiczne, jeśli temperatura sięgnie 36 stopni Celsjusza.

Kolejne ognisko pojawiło się na wschód od greckiej stolicy. – Osobiście widziałem co najmniej 100 domów w płomieniach – powiedział Ewangelos Burnus, burmistrz gminy Rafina-Pikermi. – Widziałem to na własne oczy, to jest prawdziwa, totalna katastrofa – dodał. Poinformował też o około 200 spalonych samochodach.

Wcześniejszy powrót premiera

W dwóch rejonach Attyki, gdzie szaleją pożary sosnowych lasów, ogłoszono w poniedziałek stan wyjątkowy. Według rzecznika straży pożarnej co najmniej sześć osób doznało poważnych oparzeń i trzeba było je hospitalizować.

– Zrobimy co w ludzkiej mocy by opanować sytuację – oświadczył premier Grecji Aleksis Cipras podczas oficjalnej wizyty w Bośni. Przyznał, że pożarów jest jednocześnie tak wiele, że „potrzebna jest dalsza analiza” sytuacji. Szef rządu skrócił wizytę i zdecydował o powrocie do kraju.