W Maroku uruchomiono w czwartek pierwszą w Afryce linię kolejową dużych prędkości. Pociągi, które będą jeździć z prędkością do 320 kilometrów na godzinę, skrócą ponad dwukrotnie czas podróży pomiędzy Tangerem na północy kraju a Casablanką na zachodzie.

Budowaną przez siedem lat linię kolejową otworzyli król Maroka Mohammed VI oraz prezydent Francji Emmanuel Macron, którzy wspólnie przejechali odcinek z Tangeru do stolicy kraju Rabatu.

Inwestycja, której koszt przekroczył dwa miliardy dolarów, została w 51 proc. sfinansowana przez Francję. Maroko pokryło 28 proc. kosztów, kupując m.in. produkowane przez francuską firmę Alstom pociągi, a pozostałe 21 proc. pokryły Arabia Saudyjska, Kuwejt i Zjednoczone Emiraty Arabskie.

 

Dwie godziny zamiast pięciu

Pociąg, który podczas testów osiągnął prędkość 357 km/godz., będzie w trakcie regularnej eksploatacji poruszał się z prędkością dochodzącą do 320 km/godz., czyli dwukrotnie większą niż najszybszy dotychczas pociąg na kontynencie – Gautrain w RPA, łączący lotnisko w Johannesburgu z biznesową dzielnicą tego miasta Sandton.

Dzięki temu pokonanie liczącej 350 km trasy z Tangeru do Casablanki, co dotychczas trwało prawie pięć godzin, zajmie dwie godziny i 10 minut.

Marokańskie koleje państwowe ONCF zakładają, że podczas pierwszych trzech lat nowa linia obsługiwać będzie około trzech milionów pasażerów rocznie. Władze kraju liczą, że przyczyni się ona do rozwoju gospodarczego północy kraju i przyciągnie inwestycje zagraniczne. Docelowo trasa kolei dużych prędkości ma zostać przedłużona dalej na południe – do Marrakeszu, a później do Agadiru.

Kontrowersyjna inwestycja

Z racji wysokich kosztów inwestycja budzi jednak spore kontrowersje. Krytycy uważają, że lepszym pomysłem byłoby przeznaczenie tych pieniędzy na edukację bądź służbę zdrowia. Podkreślają też, że zwiększy to przepaść rozwojową pomiędzy poszczególnymi częściami kraju, bo na dużych obszarach na południu kraju nie ma żadnych linii kolejowych.

Głosy krytyki nasiliły się zwłaszcza po katastrofie kolejowej pod Rabatem w październiku, w której siedem osób zginęło, a ponad sto zostało rannych.