Społeczno-polityczna transformacja w krajach byłego ZSRR uczyniła ten obszar szczególnie podatnym na niewolnicze wykorzystanie ludzkiej pracy i handel żywym towarem. Proceder ten, związany z nielegalną migracją, stał się obecnie podstawowym problemem społecznym regionu, a w Rosji wywołuje prawdziwą histerię – pisze Robert Cheda dla Wirtualnej Polski.  

Wietnamczycy zatrzymani w czasie ostatniej obławy w Moskwie, fot. AFP / Vasily Maximov

Według międzynarodowych organizacji pomocowych, human trafficking czyli handel ludźmi, jest wraz z przemytem narkotyków i broni najbardziej dochodową dziedziną działalności światowego syndykatu zbrodni. Dane UNODC – Biura Narodów Zjednoczonych ds. narkotyków i przestępczości, mówią o milionie osób, które rocznie wpadają w sidła współczesnych handlarzy żywym towarem.

Społeczno-polityczna transformacja w krajach byłego Związku Radzieckiego, uczyniła ten obszar szczególnie podatnym na niewolnicze wykorzystanie ludzkiej pracy. Przy tym bardzo często w majestacie prawa i za zgodą rządzących. Dlatego trafficking, a raczej nielegalna migracja przybrała w WNP takie rozmiary, że stała się obecnie podstawowym problemem społecznym. W Rosji temat wywołuje prawdziwą histerię.

W poszukiwaniu lepszego jutra

27 lipca na jednym z moskiewskich rynków handlowych doszło do napadu na policyjny patrol. Sprawcami byli obywatele Rosji, którzy przybyli do stolicy z Dagestanu. Jednak pokazowa, ogólnorosyjska obława policyjna, jaka rozpoczęła się w następstwie z osobistego polecenia Władimira Putina, dotknęła głównie migrantów z poradzieckiej Azji, Wietnamu oraz Chin. W toku masowych zatrzymań przeprowadzonych przez Federalną Służbę Migracyjną, w obozach filtracyjnych osadzono kilka tysięcy nielegalnych przybyszów, oczekujących obecnie na deportację.

Operacja antyimigracyjna otworzyła prawdziwą Puszkę Pandory, a raczej podniosła na oficjalny szczebel tajemnicę poliszynela. Bo według oficjalnych danych tejże Służby Migracyjnej, w Rosji przebywa około 3 milionów migrantów, głównie z Kaukazu Południowego, Azji Środkowej oraz Ukrainy i Białorusi. Zaś zgodnie z ostrożnymi szacunkami niezależnych ekspertów jest ich co najmniej 10 milionów. I jak informuje Radio Swoboda, coroczna fala nielegalnej migracji wynosi kolejny milion osób.

Czego poszukują w dawnej metropolii? Internetowa agencja informacyjna Lenta przeprowadziła na terenie Wspólnoty Niepodległych Państw własne dochodzenie, a wyniki były wstrząsające. Na przykład mieszkańcowi Tadżykistanu muszą wystarczyć do dziennego przeżycia dwa dolary. Z kolei populacja Uzbekistanu wzrosła w ostatnim dwudziestoleciu z 19 do 30 milionów osób. Dziś zdecydowaną większość stanowią młodzi ludzie, nie mający przed sobą żadnych perspektyw życia, bo choć oficjalne bezrobocie wynosi tylko 5 proc., to faktyczne sięga nawet 30 proc.

Ponadto uzbecka młodzież jest wykorzystywana w majestacie prawa do niewolniczej pracy na miejscowych plantacjach bawełny. Niewiarygodne, ale w tym kraju podstawowym warunkiem przyjęcia do szkoły lub na studia jest zgoda na przymusową i darmową pracę przy zbieraniu bawełny. A o tym, że jest to praca ponad siły, świadczą informacje o samobójstwach uzbeckich uczniów i studentów oraz o znęcaniu się nad nimi, w przypadku niewypełnienia wyśrubowanych norm dziennego zbioru.

Proceder stał się tak nagminny, że wywołał poważne zaniepokojenie Międzynarodowej Organizacji Pracy, która przez kilka lat bezskutecznie żądała prawa inspekcji. Pomogła dopiero groźba światowego bojkotu uzbeckiej bawełny. Choć Jane Zimermann zajmująca się w amerykańskim Departamencie Stanu problemami demokracji i praw człowieka, przyznała w wywiadzie dla agencji informacyjnej Fergana, że faktyczne możliwości monitorowania warunków pracy w Uzbekistanie są niewielkie.

Z kolei na Białorusi liczba emigrujących młodych ludzi wynosi rocznie ok. 150 tysięcy, z których zdecydowana większość wybiera Rosję. Zdaniem Aleksandra Jaroszczuka z mińskich związków zawodowych, przyczyną jest nie tylko zła sytuacja ekonomiczna kraju, ale także kompletny brak możliwości samorealizacji. Aby zapobiec ucieczce młodych Białorusinów, prezydent Aleksander Łukaszenko podpisał współczesny kriepostnyj diekret – dekret pańszczyźniany, który zabrania zmiany miejsca zatrudnienia przez 20 tysięcy pracowników dochodowego przemysłu drzewnego. W razie nieposłuszeństwa, pracownik narażony jest na tzw. wilczy bilet oraz zmuszony do zwrócenia państwu dotychczasowych zarobków.

Nic dziwnego, że ludzie z całego byłego Związku Radzieckiego emigrują do Rosji, która wydaje się ziemią obiecaną. Dla Tadżyka, Kirgiza czy Uzbeka miesięczna płaca moskiewskiego dwornika – dozorcy, czy niewykwalifikowanego budowlańca, wynosząca od 200 do 400 dolarów, wydaje się manną z nieba, a po przesłaniu do ojczyzny umożliwia godziwe życie licznej rodziny. I są to pieniądze niemałe. Według ostrożnych szacunków Centralnego Banku Rosji, ekonomiczni migranci przesyłają rocznie za granicę od 8 do 10 miliardów dolarów. W przypadku Tadżykistanu, takie przelewy stanowią połowę PKB. W Kirgistanie i Uzbekistanie około jednej trzeciej.

 

Źródło: wiadomosci.wp.pl

Polecane: