Od północy w stolicy USA Waszyngtonie każdy, może legalnie przejść ulicą nawet z uncją marihuany (ok. 28,3 g), pochwalić się nią znajomym, wymachiwać przed przechodniami, a i tak nie zostanie za to zatrzymany przez policję. W Dystrykcie Kolumbii od czwartku posiadanie tego narkotyku nie jest już bowiem karalne. Depenalizacja nie oznacza jednak legalizacji.

Marihuana

W czwartek o północy minęło 60 dni, odkąd urzędnicy stołecznego Dystryktu Kolumbia (D.C.) zdecydowali, że posiadanie marihuany na własny użytek należy skreślić z listy przestępstw.

 

Nie wszystko wolno

Nie chodzi oczywiście o posiadanie plantacji lub czerpanie korzyści z  rozprowadzania, bo za to wciąż grożą aresztowanie, wysokie grzywny i wieloletnie wyroki więzienia. Po długiej debacie i licznych sporach sądowych uznano jednak, że nawet z pokaźną porcją marihuany można się będzie publicznie obnosić.

Zakładając, że najważniejszy mieszkaniec Waszyngtonu – i każdy z jego waszyngtońskich „sąsiadów” – chciałby skorzystać z nowych przepisów: co już w czwartek mógłby, a czego nie mógłby zrobić?

Po pierwsze, prezydent USA nie musiałby się tłumaczyć z tego, że ma ze sobą ponad 28 gramów suszu.  Po drugie, nie musiałby go nawet chować, mógłby się nim pochwalić, otworzyć opakowanie, wąchać i  pozwalać wąchać innym. Mógłby też ostentacyjnie spacerować z dowolną liczbą skrętów, byle ich łączna waga nie przekroczyła jednej uncji.

Skąd jednak wejść w posiadanie tych produktów? Legalnie – łatwo nie będzie, skoro kupić nadal nie wolno, hodować nie wolno…

No i zapalić publicznie też nie wolno. Za zauważoną próbę zapalenia na ulicy policja będzie mogła ukarać mandatem w wysokości 25 dolarów, czyli ok. 75 złotych. Nie będzie jednak spisywać danych osobowych palacza, więc nawet jeśli Obamie zdarzyłby się „dymek” w miejscu publicznym, w Białym Domu nie powinni pojawić się policjanci z nakazem rewizji.

Polecane: