Szacowali, że gatunek ten przestanie istnieć na przełomie XX i XXI wieku, ale na szczęście się pomylili. Populacja wala grenlandzkiego, ssaka morskiego zamieszkującego arktyczne i subarktyczne morza, paradoksalnie powiększyła się w miarę ocieplania się Arktyki – donoszą naukowcy z Narodowej Służby Oceanicznej i Atmosferycznej (NOAA).

 

Wal grenlandzki, zwany też wielorybem grenlandzkim (Balaena mysticetus), to jedyny przedstawiciel podrzędu fiszbinowców, który żyje w wodach Arktyki przez cały rok. Wskutek połowów wielorybniczych znalazł się na skraju wyginięcia.

– Jest to naprawdę jeden z większych sukcesów w dziedzinie ochrony przyrody ostatniego stulecia – przekazał w rozmowie z brytyjskim dziennikiem „The Guardian” Craig George, emerytowany biolog z regionu North Slope na Alasce.

 

Z kilku do kilkunastu tysięcy

Po wprowadzeniu zakazów połowów w celach handlowych, których celem było pozyskanie oleju, tłuszczu czy fiszbinów, populacja zamieszkująca zachodnią Arktykę – morza Beringa, Czukockie i Beauforta, zaczęła stopniowo się odradzać. Odbudowa populacji wali grenlandzkich nastąpiła w dużej mierze dzięki naturalnej niedostępności ich pokrytego lodem domu, który osłonił je przed komercyjną żeglugą i działalnością rybacką trwającą od XVIII wieku. O ochronę siedlisk tego gatunku, czyli między innymi zakaz odwiertów naftowych na morzach, walczyła organizacja Alaska Eskimo Whaling Commission (AEWC).

Ich populacja w zachodniej części Arktyki od końca komercyjnych połowów do przełomu XX i XXI wieku zwiększyła się z zaledwie kilku tysięcy osobników do około 10 tysięcy, a teraz liczy co najmniej 16 800 – podała w tym tygodniu amerykańska Narodowa Służba Oceaniczna i Atmosferyczna (NOAA).

Odwrotny skutek zmian klimatu

Przyspieszona ekspansja populacji wali to zaskoczenie dla biologów w kontekście zmian klimatycznych. Spodziewali się, że gatunki wielorybów, które są przystosowane do zimna, będą cierpieć z powodu topnienia lodu morskiego. Okazało się, że wale na tym skorzystały.

Wzrost temperatury i większa ilość światła docierającego do warstwy powierzchniowej oceanu, gdzie lód morski jest cienki lub nie ma go w ogóle, doprowadziły do wzrostu ilości pokarmu na północ od Morza Beringa. Chodzi na przykład o szczętki, gatunek skorupiaków zwanych krylem, czy o widłonogi.

Szczętki

Ponadto, wale rozszerzyły swoje terytorium o miejsca, gdzie wcześniej pokrywa lodowa była zbyt gruba i nie były one w stanie jej pokonać. Mają one bowiem na swoich głowach charakterystyczny guz, służący do łamania lodu o grubości ponad pół metra.

Współpraca

Naukowcy współpracują z rdzennymi mieszkańcami Alaski, na przykład z północnego miasta Utqiaġvik (zwanego do 2016 roku Barrow), którzy polowali na wale przez co najmniej tysiąc lat, aby monitorować i badać gatunek. Jak zaznaczył Craig George, „ogólne zrozumienie biologii, anatomii i fizjologii wali oraz ekologii zostało znacznie wzmocnione w ramach partnerstwa z rdzennymi mieszkańcami”. – To oni nauczyli nas, jak prawidłowo liczyć wieloryby – opowiadał.

 

 

 

Źródło: The Guardian
0 0 vote
Article Rating