Tragiczny pożar w bloku w czeskim Bohuminie, leżącym tuż przy granicy z Polską. Ogień pojawił się w mieszkaniu na 11. piętrze. Nie żyje 11 osób, w tym troje dzieci. Policja podaje, że ludzie uciekając przed płomieniami, skakali z okien budynku.

Jedenaście osób zginęło w sobotę 8 sierpnia w pożarze w bloku w Bohuminie przy czesko-polskiej granicy.

Straż pożarna przekazała makabryczne wieści. Sześć osób zginęło w płomieniach, kolejne pięć po tym, jak uciekając przez ogniem wyskoczyli z okien na 11. piętrze budynku.

Wśród ofiar jest troje dzieci.

Według wstępnych informacji, pożar wybuchł w wyniku podpalenia.

Policja zatrzymała podejrzanego. Świadkowie mówili, że widzieli mężczyznę zakutego w kajdanki.

Według reportera dziennika Právo, w rodzinie, której mieszkanie spłonęło, doszło do nieporozumień. Jeden z lokatorów miał rozlać benzynę i ją podpalić.

Dowódca straży pożarnej kraju morawsko-śląskiego Tomasz Kużel podkreślił, że na tym etapie nie zamierza spekulować co do przyczyn pożaru. Zauważył jednak, że „rzadko się zdarza, aby przy pożarze w budynku mieszkalnym ogień od razu zajął całe mieszkanie; najczęściej ogień pojawia się w tylko w jednym pomieszczeniu”.

Zastępca starosty Bohumina Igor Bruzla powiedział, że budynek, w którym doszło do pożaru, należy do miasta. „To straszna tragedia, nic takiego wcześniej nie miało tutaj miejsca” – stwierdził.

Jak podaje serwis iDNES.cz, w Czechach jest to najtragiczniejszy w skutkach pożar od 30 lat.

Dotąd najwięcej ofiar pochłonął pożar w październiku 2010 roku, gdy w pobliżu dworca w Pradze zginęło dziewięciu bezdomnych. W styczniu tego roku osiem osób zginęło w pożarze domu opieki społecznej w miejscowości Vejprty w północno-zachodnich Czechach. Osiem ofiar pochłonął także pożar hotelu „Olympik” w Pradze w maju 1995 roku.

 

Aktualizacja 09.08.2020 r.

Czescy strażacy poinformowali, że na miejscu sobotniego pożaru w bloku w Boguminie na Zaolziu, w którym zginęło 11 osób, znaleziono ślady substancji łatwopalnych. Lokalne media piszą, że ogień podłożył z zemsty były partner kobiety z mieszkania, które doszczętnie spłonęło.

Zatrzymany w sobotę wieczorem mężczyzna to według czeskich mediów były partner kobiety, która razem z rodziną spłonęła w mieszkaniu na 11. piętrze bloku. Według wicestarosty Bogumina Igora Bruzla, który znał większość rodzin z tego budynku, zatrzymany przyszedł niezaproszony na rodzinną uroczystość. Niewykluczone, że motywem podłożenia ognia była zemsta.

Rzeczniczka policji Karolina Bielunkova poinformowała, że na miejscu pożaru od soboty wieczór działają śledczy, których wzmocniła grupa specjalistów z Pragi. Pracują m.in. nad potwierdzeniem tożsamości wszystkich ofiar.

Rzecznik lokalnej straży pożarnej Lukasz Popp powiedział dziennikarzom, że konstrukcja budynku jest nienaruszona, ale w dalszym ciągu odcięty jest dopływ prądu i gazu. Mieszkańcy stopniowo mogą wracać do swoich lokali.

 

Krytyka działań strażaków

Na portalach społecznościowych pojawiły się uwagi dotyczące akcji prowadzonej przez strażaków, która miała być spóźniona, co pociągnęło za sobą najwyższą w historii Czech liczbę ofiar pożarów. Krytykuje się m.in. zbyt późne pojawienie się załóg ze skokochronem, który mógł ocalić 5 osób próbujących ratować skokiem z 12. piętra budynku.

Komendant straży pożarnej kraju morawsko-śląskiego Vladimir Vlczek odrzucił pojawiające się w internecine sugestie, że podległe mu służby zbyt późno dojechały na miejsce zdarzenia. Według niego pierwsze dwa zespoły strażaków dojechały już 5 minut od przyjęcia przez dyspozytora informacji o pożarze i rozpoczęły akcję ratowniczą. Zapowiedział, że postępowanie zespołów ratunkowych zostanie ocenione przez inspekcję Komendy Głównej Straży Pożarnej.

W niedzielę naprzeciwko bloku, w który doszło do pożaru, spontanicznie powstało miejsce, na które mieszkańcy Bogumina przynoszą kwiaty i znicze. Nie brak też dziecięcych zabawek, stawianych z myślą o trzech dziecięcych ofiarach tragedii.

Bliscy osób, które zginęły w pożarze, mają dostać wsparcie finansowe z kasy władz regionalnych. Zapomogi mają otrzymać również ranni.

Według czeskich mediów, pięć z dziesięciu osób, które zostały ranne, wciąż jest w szpitalach.

 

Źródło: rmf24
5 1 vote
Article Rating