Bez konkurencji nie ma współpracy, przekonują badacze z Arizona State University. Wyniki przeprowadzonych w Kenii badań potwierdziły, że konkurencja między różnymi grupami, czy plemionami jest czynnikiem decydującym o potrzebie współpracy wewnątrz grupy. Więzi kulturowe są przy tym ważniejsze od wielu innych czynników. Pisze o tym w najnowszym numerze czasopismo „Nature Communications”. Autorzy pracy przyznają, że ten mechanizm pomaga współpracować w mniejszych społecznościach, równocześnie utrudnia porozumienie w skali globalnej.

Naukowcy od dawna zastanawiają się nad naturą naszej ludzkiej współpracy, nad niespotykaną w świecie zwierząt skłonnością do działania na korzyść nie tylko najbliższej rodziny, ale nawet zupełnie obcych nam ludzi. Nad faktem, że choć często spotykamy się z tymi, którzy oszukują, wykorzystują innych, to jednak w społecznym odbiorze wciąż uznajemy takie zachowania jako raczej odstępstwo od reguły. Odpowiedzi szukano w faktach oczywistych, jak język, inteligencja, potrzeba polowania na dużą zwierzynę, czy wymagające długiej opieki i wychowania dzieci, nie było jednak zgody co do czynników o kluczowym znaczeniu.

Carla Handley wśród dorosłych i dzieci ze społeczności Turkana /Carla Handley /Materiały prasowe

Badaczki z Arizony przeprowadziły teraz szereg badań z udziałem pasterskich społeczności Kenii i pokazały, że silna konkurencja między klanami wymusza tam silną współpracę w obrębie grupy. Badano dziewięć społeczności składających się z przedstawicieli w sumie czterech grup etnicznych i potwierdzono, że więzi kultury i tradycji spajają je mocniej, niż cokolwiek innego. To potwierdza przewidywania jednej z teorii na ten temat, która głosi, że kulturowo odmienne grupy konkurują ze sobą, przyczyniając się do promocji cech, które dają im przewagę. Zdolność współpracy jest jedną z takich cech, kosztowną dla jednostek, ale korzystną dla społeczności.

W XX wieku biolodzy zdyskredytowali już hipotezę, że ewolucja może działać na poziomie grup. Uznawali, że grupy nie na tyle się od siebie różnią, by selekcja naturalna mogła istotnie na nie wpływać. Wydawało się, że członkowie grup migrują na tyle intensywnie, że zdolność współpracy między nimi zanika. Jeśli jednak spojrzeć na problem z punktu wiedzenia czynników kulturowych, a nie genów, sprawa ma się inaczej. Nawet jeśli jednostki migrują, to szybko uczą się zwyczajów nowej społeczności. Jeśli współpraca jest kulturowym, silnie przestrzeganym nakazem, może w takich warunkach rozkwitnąć.

Carla Handley podczas spotkania w społeczności Turkana /Carla Handley /Materiały prasowe

Carla Handley i Sarah Mathew z ASU badały społeczności kenijskich pasterzy. W sumie analizowały przypadki 759 osób z dziewięciu klanów, należących do czterech grup etnicznych, Borana, Rendille, Samburu i Turkana, prowadzących wędrowny tryb życia na sawannowych terenach północnej Kenii. Te grupy bardzo silnie ze sobą konkurują o bydło, pastwiska i wodę, równocześnie kulturowo silnie się od siebie różnią. Te różnice oszacowano na 10 do 20 proc. przy różnicach genetycznych nie przekraczających procenta. To oznacza, że atuty związane z czynnikami kulturowymi mogą mieć istotne znaczenie dla powodzenia grupy.

Analiza skłonności poszczególnych osób do współdziałania z innymi pokazała, że współpraca ogranicza się do własnej grupy, a poszczególne osoby są skłonne do współdziałania z obcymi pod warunkiem, że tamci podzielają ich kulturowe normy, wierzenia i wartości. Taka forma współpracy buduje się w obrębie grup, które między sobą konkurują. „Ludzie instynktownie rozumieją, że kulturowa bliskość sprzyja współpracy. Nasza praca pokazuje, że czynniki kulturowe pomagają grupom się różnić i konkurować. I ta konkurencja grup, paradoksalnie, sprzyja jeszcze bliższej współpracy w ich obrębie” – mówi Mathew. Badaczki podkreślają jednak, że ten mechanizm sprzyja mniejszym społecznością, nie pomaga jednak rozwiązywać problemów i jednoczyć się wokół celów globalnych.

 

 

 

Źródło: CBS
0 0 vote
Article Rating