Masy wysuszonej trawy pokryły australijskie Melbourne. Biegacze, bo o nich mowa, były dosłownie wszędzie. Utrudniały nawet wyjście z domu.

Niektórzy mieszkańcy Melbourne w Australii, wychodząc w sobotę 5 grudnia z domów, nie kryli szoku. Byli tacy, którzy nie mogli wydostać się z budynków bez kłopotów.

– Mieszkamy tu 15 lat i nigdy nic podobnego się nie wydarzyło – stwierdziła mieszkająca w okolicy Naomi Gauci.

Były dosłownie wszędzie

Sucha i lekka trawa niesiona przez wiatr, gromadziła się na ulicach, podwórkach, podjazdach, a nawet w basenach dzielnicy Hillside.

– Przez tę „burzę trawową” mamy całkowicie zagrodzone nasze podwórko – mówiła mieszkanka miasta Margaret Prosaic.

– Prognozowali na dziś porywy do 110 kilometrów na godzinę. Nie mylili się. (…) Nasz ogród jest zazwyczaj nieskazitelny, ale nie dzisiaj – dodała Zoe Marchione.

Lokalne media donosiły, że trawa pochodzi z pobliskiego padoku i została wyrwana przez silny wiatr.

Rośliny, które biegają

Biegacze (z angielskiego „tumbleweed„) to rośliny pustynne czy stepowe. Przemieszczają się po powierzchni ziemi dzięki porywom wiatru. Rośliny te toczą się, przybierając często kulisty kształt i ażurową konstrukcję.

Podczas „biegu” gubią swoje owoce i nasiona, często w dużej odległości od miejsca rozwoju rośliny macierzystej. Zjawisko to nazywa się chamaechorią i jest szczególnym rodzajem wiatrosiewności.

 

 

Źródło: Reuters
0 0 votes
Article Rating