W Nowej Zelandii służby medyczne walczą o życie osób poszkodowanych w poniedziałkowym wybuchu wyspy-wulkanu White. W tym celu władze kraju zamówiły ponad 120 metrów kwadratowych ludzkiej skóry. Wzrósł bilans ofiar śmiertelnych – osiem osób zginęło, a 25 jest w stanie krytycznym.

W środę w szpitalach w Auckland i Hamilton zmarły kolejne dwie osoby. W ten sposób bilans ofiar śmiertelnych wzrósł do ośmiu. 25 osób nadal jest w stanie krytycznym.

W poniedziałek w chwili wybuchu na wyspie znajdowało się 47 osób.

Ludzka skóra, którą zamówiły władze Nowej Zelandii, potrzebna jest do leczenia tych pacjentów, którzy zostali poparzeni przez wulkaniczny popiół albo opary. We wtorek służby medyczne poinformowały, że 27 osób ma poparzenia ponad 30 procent powierzchni ciała. W leczeniu poszkodowanych udział biorą wszystkie jednostki medyczne w kraju zajmujące się poparzeniami.

Zdjęcie satelitarne wulkanu-wyspy (PAP/EPA/SATELLITE IMAGE ©2019 MAXAR TECHNOLOGIES / HANDOUT)

Potrzebne dodatkowe zapasy

– Mamy zapasy skóry, ale pozyskujemy też dodatkowe, by móc zaspokoić zapotrzebowanie na opatrunki i tymczasowe przeszczepy skóry. Szacujemy, że potrzebujemy jeszcze 120 metrów kwadratowych skóry – powiedział w środę Peter Watson z District Health Boards. Dostawy mają pochodzić ze Stanów Zjednoczonych, ale też ze specjalnych banków w Australii.

Skóra pochodzi od dawców, którzy rejestrują się, aby po śmierci oddać tę ważną między innymi dla poparzonych osób część ciała. Skóra pobierana jest najczęściej z pleców dawców lub z tyłu ich nóg.

Jak poinformowano w środę, zapotrzebowanie na skórę jest wysokie ze względu na poważne poparzenia wielu poszkodowanych. Poszkodowani byli bardzo blisko wulkanu, ale ich obrażenia są skomplikowane ze względu na działanie substancji chemicznych oraz szkodliwych gazów.

Służby monitorują wulkan-wyspę White GNS Science (CC 3.0 New Zealand License))

Ludzie mogli poczuć smak chemikaliów

Wulkanolog Jessica Johnson z Uniwersytetu Wschodniej Anglii w rozmowie z CNN powiedziała, że w chwili wybuchu wulkanu została uwolniona tak duża ilość toksycznego gazu, że ludzie mogli poczuć smak chemikaliów. Zdaniem ekspert, wulkan, w którego kraterze znajduje się jezioro kwasu, do atmosfery wyrzucić mógł też chmury gorącej pary i to właśnie one mogą być źródłem tak poważnych poparzeń.

Oprócz gorącej pary, zdaniem wulkanologa Raymonda Casa z Monash University, zagrożeniem mogły być bardzo gorące odłamki skał.

Erupcja wulkanu w Nowej Zelandii (PAP/Adam Ziemienowicz)

Możliwe kolejne erupcje

Ryzyko kolejnych wybuchów jest wysokie, a to utrudnia doprowadzenie akcji ratunkowej do końca. Według GeoNet, służby monitorującej aktywność wulkaniczną i sejsmiczną, w środę obowiązywał trzeci w pięciostopniowej skali poziom alarmu wulkanicznego.

 

Kolejna akcja

Przypuszcza się, że osiem zaginionych osób nie żyje. Policja w Nowej Zelandii planuje w piątek rano wznowić poszukiwania ich ciał. Jak mówią funkcjonariusze, ciała leżą na wyspie prawdopodobnie przysypane popiołem i gruzem.

 

Ryzyko kolejnych erupcji

Zaplanowana misja policji nie jest jednak bezpieczna. Jak wskazuje urządzenie monitorujące wyspę, istnieje duże ryzyko kolejnych erupcji w ciągu najbliższych 24 godzin. Ryzyko wynosi 50-60 procent.

– Dziś jest mniej bezpiecznie niż w poprzednich dwóch dniach – powiedział w czwartek Graham Leonard, starszy pracownik naukowy nowozelandzkiej agencji geologiczno-naukowej GNS Science.

Jak dodał wulkanolog GNS Science Nico Fournier, w przypadku kolejnej erupcji każdy na wyspie może zginąć. Poważnym zagrożeniem są latające skały, popiół i unoszące się gazy o temperaturach przekraczających setki stopni Celsjusza.

– Żyjemy z rosnącym poczuciem desperacji, aby sprowadzić do domów tych, których znamy i kochamy. Frustracja najbardziej dotkniętych tragedią rodzin jest całkowicie zrozumiała. Żadna wiadomość nie jest dobrą wiadomością dla ludzi znajdujących się w takiej sytuacji – powiedziała Judy Turner, burmistrz miasta Whakatane.

 

„Zabierz mnie stąd, płonę, płonę”

Kiedy w poniedziałek doszło do erupcji wulkanu, w pobliżu wyspy znajdował się statek wycieczkowy. Opuścił wybrzeża Białej Wyspy na krótko przed wybuchem. Chwilę po nim załoga statku podjęła decyzję o zawróceniu i udzieleniu pomocy ludziom na wyspie.

Na statku znajdował się nowozelandzki pastor Geoff Hopkins wraz ze swoją córką. Będąc wyszkolonym w udzielaniu pierwszej pomocy, zdecydował się pomagać rannym osobom. W rozmowie z CNN pastor powiedział, że nigdy nie zapomni krzyku ludzi wciąganych na pokład statku.

– Widzieliśmy, że ludzie są w wodzie. Pływali poza wyspą – powiedział Hopkins. Jak relacjonował Hopkins, ranni ludzie krzyczeli „zabierz mnie stąd, płonę, płonę”. Rannym osobom poparzona skóra odpadała z podbródka, palców i łokci – opisywał Hopkins.

 

„To było nie do pojęcia”

W dzień erupcji wulkanu ranne osoby bardzo szybko przybywały do szpitali.

– To było nie do pojęcia. Nigdy wcześniej nie widziałam takiej liczby krytycznie rannych pacjentów przybywających na oddział ratunkowy w tak krótkim czasie – powiedziała na konferencji prasowej w poniedziałek doktor Heike Hundemer zarządzająca kliniką w szpitalu Whakatane.

Premier Nowej Zelandii Jacinda Ardern zapowiedziała dochodzenie w sprawie tragicznego wybuchu wulkanu na wyspie White. W trakcie śledztwa podjęta zostanie też kwestia dotycząca dostępu do miejsc wulkanicznych w całej Nowej Zelandii.

Nowa Zelandia – Erupcja wulkanu na wyspie White, zginęło co najmniej 5 osób, wielu zaginionych

 

Źródło: CNN, GNS, Reuters
0 0 vote
Article Rating