Nowa Zelandia zakazuje pływania z delfinami. Jej śladem idą inne kraje – Kambodża zakaże przejażdżek na słoniach, a Kanada nie będzie trzymać orek w niewoli. Coraz więcej krajów, które do tej pory słynęły z możliwości bliskiego kontaktu z dzikimi zwierzętami – chce tego zakazać.

Delfiny to jeden z tych gatunków zwierząt, które wzbudzają same pozytywne emocje. Dlatego są magnesem na turystów marzących, by obserwować je z bliska.

„Ludzie kochają delfiny zbyt mocno”

Jakub Banasiak, ekspert w dziedzinie dobrostanu i ochrony delfinów, podkreślił, że „nawet tak pozornie przyjazna formuła, jak pływanie z delfinami czy oglądanie ich z łodzi, może szkodzić”.

W Nowej Zelandii w popularnej zatoce Bay of Islands populacja delfinów butlonosych spadła o 66 procent.

By ratować zwierzęta, władze zakazały turystom pływania z nimi. Oprócz tego statki obserwacyjne nie mogą cumować w zatoce dłużej niż 20 minut.

„Interakcja ludzi z delfinami ma znaczący wpływ na ich zachowanie. Ludzie kochają delfiny zbyt mocno” – oświadczył nowozelandzki Departament Ochrony Środowiska.

– Presja łodzi powoduje, że zmieniają swoje zachowania, mniej czasu poświęcają na żerowanie, na socjalizację – powiedział Jakub Banasiak. – Głównie wtedy uciekają przed łodziami. Hałas silników powoduje efekt maskowania i zaburza komunikację między osobnikami – dodał.

„To jedyna szansa by powstrzymać krwawy proceder”

Przykład z Nowej Zelandii zamierzają skopiować Hawaje i podobną ochroną prawną otoczyć swoje delfiny. Zakaz trzymania w niewoli orek czy morświnów wprowadziła Kanada. To cios dla parków wodnych.

Zdaniem podróżnika Tomasza Michniewicza „to jest jedyna szansa, by ograniczyć ten krwawy proceder”. – Dzięki Bogu kraje zaczynają się za to brać. Ilość cierpienia, którą zwierzaki muszą przeżyć, żebyśmy my mogli na nich jeździć, z nimi pływać, jest nieprawdopodobna – ocenił.

Symbolem tego cierpienia są słonie. Przejażdżka na nich to w czasie podróży po Azji dla wielu punkt obowiązkowy urlopu.

Zanim zaczną cieszyć turystów, przechodzą morderczą tresurę. Małe słoniątko zabrane od rodziców, nim zacznie pracować, musi nabrać ogłady.

– Zamyka się go w klatce, albo w dole najeżonym bambusami, po czym tak długo razi się go prądem lub straszy ogniem, aż w końcu przestaje reagować – powiedział Tomasz Michniewicz. – Dopiero wtedy dopuszcza się takie zwierzę do turystów, można na nim jeździć, targać za trąbę, kopać za uszami, a ono nie reaguje panicznie – wyjaśnił.

 

„Każdy dolar nakręca ten biznes”

To ciemne zaplecze wykorzystywania zwierząt jako atrakcji turystycznej. Wielu podróżników dostrzega je dopiero, gdy publikowane są zdjęcia zmaltretowanych zwierząt lub gdy ze słynnej tajskiej świątyni tygrysów wynoszone są wycieńczone zwierzęta. Dla zdjęcia i spaceru z dzikimi kotami ściągają tu tłumy.

Tłumy ściągają również do delfinariów. Najważniejsze, by ci ludzie zdali sobie sprawę, że ich rozrywka – dla zwierząt oznacza męczarnię.

Tomasz Michniewicz podkreślił, że „każdy dolar, który wpłacamy na tego typu atrakcję, nakręca ten biznes”.

– Świadomość ludzka zmienia się powoli – zauważył profesor Piotr Skubała z Wydziału Biologii i Ochrony Środowiska Uniwersytetu Śląskiego. – Możemy nie doczekać tego momentu, że będziemy mieć jeszcze co chronić – dodał.

Dlatego Nowa Zelandia nie czeka i prawo chroniące delfiny przed ludźmi już wprowadziła w życie. Działać postanowiły też władze Kambodży. Od przyszłego roku przy obleganym przez turystów kompleksie świątynnym Angor Wat zakazane będą przejażdżki na słoniach.

 

 

18+

 

Źródło: tvn24