Podczas występu cyrku w mieście Ołoniec w rosyjskiej Karelii treser został zaatakowany przez niedźwiedzia. Administracja placówki twierdzi, że żyjące w niewoli od lat zwierzę sprowokowała publiczność, która używała w czasie występów aparatów z lampami błyskowymi. Sam treser podał jednak inną przyczynę zachowania zwierzęcia.

Niedźwiedź zaatakował tresera 22 października w czasie występu. Zwierzę było w kagańcu. Powaliło mężczyznę na podłogę i zacisnęło na nim łapy. Na pomoc treserowi ruszył inny mężczyzna. Kopał drapieżnika i używał paralizatora.

„Wokół areny nie było żadnej siatki ochronnej. Publiczność uciekała w popłochu” – relacjonował to zdarzenie portal lenta.ru.

Administracja cyrku oskarżyła publiczność o sprowokowanie ataku.

Złość zwierzęcia miały wywołać błyski lamp w aparatach fotograficznych. – Ludzie nie zdają sobie sprawy, że to nie zwierzę domowe i że muszą przestrzegać zasad zachowania w cyrku – powiedziała administratorka placówki Ludmiła Misnik. Dodała, że „zarówno z treserem, jak i z niedźwiedziem wszystko jest w porządku”.

„Odruch z powodu bólu stawów”

Treser Rusłan Sołodiuk w rozmowie z dziennikarzami bronił zwierzęcia. Mówił, że atak był „odruchem z powodu bólu stawów, ponieważ zwierzę się starzeje”.

Treser twierdził, że przez trzy miesiące podawano drapieżnikowi leki, ale jesienią cyrk „zrobił przerwę w leczeniu”.

Mężczyzna uważa, że „nikt nie był winny tego, co się stało”.