Peruwiański wulkan Sabancaya wybuchł we wtorek rano 31 grudnia (Peru UTC-5). W jego okolicy mieszka około 13 tysięcy ludzi. Nie ma informacji o ofiarach śmiertelnych ani rannych.

W regionie Arequipa na południu Peru wtorkowy poranek zapowiadał się wyjątkowo groźnie. Doszło do erupcji wulkanu Sabancaya. Na wysokość trzech kilometrów wyleciały odłamki skalne i dym.

Według peruwiańskiego Instytutu Geofizyki, pył wulkaniczny dotarł do mieszkających na południu regionu społeczności Huanca i Lluta. Władze wezwały mieszkańców do zakrywania twarzy i niespożywania wody ze wszelkich stojących zbiorników, aby uniknąć kontaktu z materiałem wulkanicznym.

W promieniu 30 kilometrów od wulkanu żyje prawie 13 tysięcy osób. Od listopada 2016 roku Sabancaya niepokoi ich wzmożoną aktywnością.

Niepozorny i niebezpieczny

Sabancaya to aktywny stratowulkan o wysokości 5976 metrów nad poziomem morza. Jest jednym z najbardziej aktywnych wulkanów w Peru i tworzy kompleks wulkaniczny wraz z Hualca Hualca na północy i Ampato na południu. Pokryty jest małą czapą lodową, która może stanowić dodatkowe niebezpieczeństwo w przypadku wybuchu. Po wybuchu gorący popiół może zmieszać się z wodą pochodzącą ze skraplania pary wydobywającej się podczas erupcji. Tak powstaje lahar, błotnista rzeka, która z dużą prędkością spływa po stożku wulkanicznym zabierając ze sobą wszystko co napotka – skały, kamienie czy bryły lodu.

Jego nazwa oznaczająca w języku keczuańskim „język ognia”. Funkcjonuje od 1595 roku, co może sugerować, że już wtedy obserwowano jego aktywność.

 

 

Źródło: Reuters