W czwartek, 19 września samolot F-16 belgijskich sił powietrznych, który leciał z bazy we Florennes, rozbił się we francuskiej wsi Pluvigner, około 30 kilometrów od celu. Dwaj piloci zdążyli się katapultować. Spadochron jednego z nich zahaczył jednak o linię wysokiego napięcia, na której zawisł pilot. Akcja ratunkowa trwała dwie godziny.

Belgijski F-16 rozbił się podczas lotu szkoleniowego o godzinie 10.30, około 30 kilometrów od celu, we wsi Pluvigner, w pobliżu francuskiego miasta Lorient w północno-zachodniej części kraju.

Obaj piloci zdążyli się katapultować, jednak jeden z nich zahaczył spadochronem o linię wysokiego napięcia i na niej zawisł.

Pilot na linii wysokiego napięcia spędził dwie godziny

Gazeta „Le Telegramme” podała, że akcją ratunkową zajęła się firma Enedis – dostarczająca energię w regionie. Menedżer sieci powiedział, że linia wysokiego napięcia, na której zawisł pilot, została niezwłocznie odłączona, aby zapobiec ryzyku porażenia prądem.

– Mamy odpowiednie czujniki, które wykrywają tego rodzaju wypadki. Przepływ prądu został wyłączony niemal automatycznie – powiedział.

Ściąganie pilota na ziemię trwało około dwóch godzin. W akcję zaangażowanych było 40 strażaków i 20 pojazdów ratowniczych. Na wszelki wypadek ewakuowano także 15 osób z ośmiu domów.

Pilot jest już bezpieczny, nie odniósł poważnych obrażeń.

Dziennikarka „Le Telegramme” zamieściła w mediach społecznościowych zdjęcia z wypadku.

Samolot uderzył w dom. „Szkody są ogromne”

Lokalna policja podała, że myśliwiec uderzył w dach jednego z domów i rozbił się 50 metrów dalej, powodując pożar.

Mieszkaniec domu Patrick Kauffer powiedział dziennikowi „Le Telegramme”,  że skrzydło samolotu zerwało część dachu, powodując znaczne zniszczenia. Mężczyzna powiedział, że wciąż jest w głębokim szoku.

– W domu była żona, która usłyszała eksplozję. Płonący samolot zobaczyła, gdy wyszła do ogrodu. Skrzydło oberwało część dachu, szkody są ogromne – powiedział Kauffer dziennikowi. Nikt nie ucierpiał. – Możemy powiedzieć, że to cud – stwierdził.

Samolot leciał z bazy lotniczej Florennes w Belgii. Rozbił się we wsi niedaleko miasta Lorient

Będzie dochodzenie

Belgijska maszyna wystartowała z bazy lotniczej Florennes w pobliżu miasta Namur w Belgii. Leciała do bazy Lann-Bihoue we francuskim Morbihan. Rozbiła się około 30 kilometrów od celu.

W myśliwcu nie znajdowała się broń. Belgijskie Siły Powietrzne poinformowały, że rozbity F-16 wszedł do służby w 1983 roku oraz, że został zmodernizowany według standardów programu modyfikacyjnego MLU (Mid-Life Update).

W sprawie wszczęto dochodzenie.

Źródło: Le Telegramme, Reuters, Le Figaro