Tak suchego kwietnia jak obecny nie było w Polsce od lat. Z 11 stacji meteo, uwzględnianych w Biuletynie Statystycznym GUS, aż 4 nie zanotowały ani milimetra opadów. Od roku 1999 mniejsze niż obecnie opady były tylko raz, w roku 2009. Niewykluczone, że musimy przygotować się na znaczny wzrost ten warzyw i owoców.

Tymczasem z Wielkiej Brytanii nadchodzą informacje o rekordowo dużej liczbie pożarów łąk, pól i lasów. Do chwili obecnej wybuchło tam 96 dużych pożarów, czyli takich, której objęły obszar co najmniej 25 hektarów. Poprzednim rekordowym rokiem był rok 2018, kiedy to wybuchło 79 dużych pożarów. Jednak miały one miejsce w ciągu całego roku. Teraz mówimy o 96 pożarach przed końcem kwietnia.

Paul Headey z brytyjskiej Narodowej Rady Szefów Pożarnictwa mówi, stwierdził, że to naprawdę znaczące, iż tak wcześnie w bieżącym roku pobity został niechlubnych całoroczny rekord roku ubiegłego. Największą zmianą, którą zaobserwował, że fakt, że duże pożary nie mają już miejsca w tradycyjnym sezonie pożarów pomiędzy końcem marca a końcem września. To, co wydawało się nam w ubiegłym roku, ma miejsce też w roku bieżącym. Nie mówimy już o sezonie pożarów. Duże pożary mają miejsce przez cały rok.

Wiosną liczba pożarów zwykle osiąga swój szczyt, bowiem wtedy to na ziemi pozostaje najwięcej liści i innej palnej materii, wyjaśnia Thomas Smith z London School of Economics. Na to nakłada się się pogoda sprzyjająca pożarom oraz ludzkie zachowania, od nieostrożności przy grillu po podpalenia. W ostatnich dekadach znacząco zwiększyła się liczba oraz długość gorących okresów w roku. Ta ostatnia wzrosła ze 5,3 do 13,2 doby.

Dotychczas w dużych pożarach spłonęło w Wielkiej Brytanii 17 199 hektarów. To niemal tyle samo co w rekordowych pod tym względem latach 2011 i 2018. Do końca roku pozostało jeszcze 8 miesięcy, więc niechlubne rekordy z pewnością zostaną pobite.
Większość Wielkiej Brytanii ma charakter wiejski, zatem duże pożary powodują tam niewielkie straty we własności. Nie są one tak spektakularne, jak pożary w Kalifornii, gdzie straty osób indywidualnych, firm czy instytucji sięgają wielu miliardów dolarów. Jednak do gaszenia pożarów na terenach wiejskich wysyłane są dodatkowe jednostki z miast i miasteczek, co zwiększa ryzyko w razie jednoczesnego wybuchu pożaru na tych obszarach. Ponadto pożary zwiększają zanieczyszczenie powietrza i powodują problemy zdrowotne, których w ubiegłym roku doświadczyli mieszkańcy Greater Manchester.

 

Zimy nie będzie, latem fale upałów z temperaturami powyżej 40 stopni Celsjusza w cieniu

Jest ciepło i sucho, a w kolejnych latach może być jeszcze gorzej. Konsekwencje poniesiemy wszyscy.

Tegoroczna wiosna jest bardzo ciepła i bardzo sucha. W konsekwencji płoną lasy. Tylko we wtorek paliły się 363. Swoim zasięgiem pożary obejmowały od kilku do kilkudziesięciu hektarów. Liczbę tę rzecznik Komendy Głównej Państwowej Straży Pożarnej starszy brygadier Paweł Frątczak określił jako szokującą. Ponieważ nie pada, „ściółka jest sucha jak kartka papieru”, jak opisywał w środę Robert Konował z podlaskiego Nadleśnictwa Krynki. Na brak opadów skarżą się też rolnicy, na których uprawy deszcz nie padał od wielu tygodni.

 

Niepokojąca prognoza

Wiele wskazuje na to, że do niebezpiecznie ciepłych i suchych okresów będziemy musieli przywyknąć. Trend jest jednoznaczny: 50 lat temu w Polsce statystycznie były cztery dni w roku z temperaturą powyżej 30 stopni Celsjusza, w ostatnich latach było ich średnio 13.

– Zimy praktycznie nie będzie, latem będą zdarzały się fale upałów z temperaturami przekraczającymi 40 stopni w cieniu. Będzie nam brakło wody, tak jak już teraz brakuje – mówił profesor Szymon Malinowski z Instytutu Geofizyki na Uniwersytecie Warszawskim.

To niepokojące, zwłaszcza gdy weźmiemy pod uwagę to, że zasoby wodne w Polsce nie są duże. Jak podał Marek Ruman, hydrolog z Uniwersytetu Śląskiego, wynoszą 1500 metrów sześciennych na osobę na rok. W czasie suszy te zasoby wodne spadają do 1000.

– Średnia w Europie to około 4500 tysiąca metrów sześciennych na osobę na rok, a na świecie – ponad 7000 – wyliczał Ruman.

 

Poniesiemy konsekwencje

Brak wody będzie miał swoje konsekwencje, na przykład wymuszając zmiany w polskiej gospodarce.

– Polska energetyka jest oparta w 77-80 procentach na elektrowniach, które potrzebują ogromnej ilości wody do tego, żeby się chłodzić i produkować energię. W sytuacji, w której będziemy mieli do czynienia z pustynnieniem, z coraz suchszymi latami, z brakiem wody, ta produkcja energii będzie po prostu niemożliwa – mówi Robert Tomaszewski, analityk rynku energetycznego z serwisu Polityka Insight. W miesiącach wiosennych i letnich czekają nas przerwy w dostawach prądu.

Na kwestię tego, jak zmiana klimatu na cieplejszy i suchszy wpłynie na nasze zdrowie, zwrócił uwagę Szymon Malinowski z Instytutu Geofizyki:

– To będą bardzo poważne konsekwencje dla zdrowia publicznego, dla nadumieralności czy bardzo dużej umieralności, szczególnie wśród ludzi chorych i w starszym wieku – powiedział.

 

 

Źródło: New Scientist, KopalniaWiedzy, tvnmeteo