W katastrofie śmigłowca w Pszczynie na Śląsku zginęły dwie osoby. Jedną z nich jest milioner Karol Kania, zajmujący się produkcją podłoża do uprawy pieczarek.

Do tej katastrofy doszło w nocy z poniedziałku na wtorek około godziny 1 (22/23 lutego). Prywatny helikopter typu Bell 429 runął na ziemię w trudno dostępnym miejscu blisko rzeki Dokawy. Do wypadku doszło około 300 metrów od lądowiska. Podróżowały nim cztery osoby. Dwie zginęły na miejscu, dwie trafiły do szpitali w Katowicach-Ochojcu i Bielsku-Białej.

Akcję ratunkową utrudniał zalegający śnieg i bardzo gęsta mgła, ograniczająca widoczność do kilku metrów. Po dotarciu na miejsce wypadku strażacy znaleźli dwie osoby zakleszczone we wraku, które zginęły na miejscu.

Obok helikoptera były dwie inne, ranne osoby, które zdołały się wydostać o własnych siłach. Na miejscu wypadku pracuje policja, prokurator i przedstawiciel Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych. Po niezbędnych oględzinach strażacy z użyciem specjalistycznego sprzętu wydobyli ciała zmarłych z wraku.

Media: Ofiarą milioner z Pszczyny

Jak poinformowały media, ofiarami wypadku są milioner z Pszczyny i jego pilot. „Jedną z osób, która zginęła jest Karol Kania . To założyciel i właściciel jednego z największych w Europie przedsiębiorstw produkujących podłoża pod uprawę pieczarek. W 2016 r. w rankingu najbogatszych Polaków magazynu Forbes zajął 63. pozycję z majątkiem 490 mln zł. Miał 80 lat” – podaje „Gazeta Wyborcza”.

Drugą ofiarą jest 54-letni pilot śmigłowca. Ranne osoby to 47-letnia kobieta i 54-letni mężczyzna – dodano.

Wiadomo także, że śmigłowiec był zupełnie nową maszyną. Wyprodukowano ją zaledwie w grudniu ubiegłego roku, a zarejestrowano na początku stycznia. W powietrzu helikopter wylatał około 40 godzin. Wiadomo, że przed upadkiem maszyna zahaczyła o drzewa – część z nich została ścięta.


Według gazety Kania wracał helikopterem do domu najprawdopodobniej z Mazur.

 

Helikopter Bell 429, cena 6.5 mln USD, czyli około 24 mln zł.

 

Red.:
Wygląda na to, że mógł źle działać GPS, dokładnie w tym czasie mieliśmy średniej siły burzę geomagnetyczną. Kp index=4.

W czasie BG dochodzi do dużych zakłóceń sygnału GPS, więc lokalizacja może być wyliczana na podstawie małej ilości odczytów sygnałów z satelitów, co prowadzi do błędu rzędu nawet setek metrów. Dodajmy do tego, że była bardzo gęsta mgła.

300 metrów

 

Źródło: tvp.info
0 0 votes
Article Rating