W wyniku awarii rurociągu w Republice Komi do rzek i gruntu trafiło 90 ton ropy. Powierzchnia skażenia wynosi około 12 tysięcy kilometrów kwadratowych. – Wycieki ropy to w Rosji zjawisko systemowe – ocenia Iwan Błokow z rosyjskiego oddziału Greenpeace.

– Najsmutniejsze nie jest to, że nastąpił ten konkretny wyciek, bo one się zdarzają, a to, że to już jest systemowe. Ogółem w Federacji Rosyjskiej, według oficjalnych danych, co roku dochodzi do blisko 10 tysięcy pęknięć rurociągów – powiedział PAP Iwan Błokow.

Doniesienia o awarii rurociągu na rzece Kołwa, należącego do koncernu naftowego Łukoil, pojawiły się 11 maja. Władze Republiki Komi potwierdziły, że wyciek nastąpił w rejonie miasta Usinsk. Pierwsze oceny ilości ropy, która wydobyła się z pękniętego rurociągu, mówiły o 6-7 tonach. Potem firma Łukoil-Komi przyznała, że do rzeki i gruntu trafiło 90 ton tej substancji.

W lokalnych mediach pojawiły się nagrania udostępnione przez mieszkańców, na których widać unoszący się po rzece czarny lód. Mieszkańcy informowali też o „ostrym zapachu utrudniającym oddychanie”.

Kolejne rzeki przeniosły ropę przez kilkaset kilometrów i według ekologów plama ropy może w najbliższych dniach trafić do Morza Barentsa.

„Po 20 latach nie zaczęły rosnąć drzewa”

Iwan Błokow ocenił, że wyciek jest dość poważny w porównaniu z analogicznym sprzed kilku lat. – Jest jednak znacznie mniejszy niż najstraszniejszy wyciek, do którego doszło w 1994 roku – dodał.

Ekspert Greenpeace miał na myśli awarię, która do dziś uważana jest za największą, jaka wydarzyła się na lądzie. W 1994 roku w rejonie usinskim rurociąg Woziej-Gołownyje pękł w kilku miejscach i na ziemię trafiło co najmniej 100 tysięcy ton ropy. Zdaniem Błokowa mogło być ich dwa razy więcej.

Ekspert Greenpeace zastrzega, że na razie trudno oceniać skutki obecnej awarii na Kołwie. Zwraca jednak uwagę, że pojawienie się w tundrze plamy ropy oznacza odcięcie dostępu tlenu. Jeśli ropa nie zostanie zmyta przez deszcz, to część tundry zginie, a jej odrodzenie zajmie dziesiątki, jeśli nie setki lat.

Na terenie wycieku z 1994 roku, w obszarze nieco na południe od tundry, po 20 latach od tamtej awarii nadal nie zaczęły rosnąć drzewa, mimo że ropę stamtąd usunięto. – Tundra jest jeszcze bardziej wrażliwa – podkreślił Błokow.

Awaria w 2013, kolejna w 2020

Rezultatem wycieków ropy jest też skażenie wody pitnej i rzeki, zwierząt i roślinności. Skutki obecnej awarii odczują mieszkańcy, którzy żyją z rzeki i dla których jest ona źródłem dochodów.

Od 1994 roku w tym regionie regularnie dochodzi też do pęknięć gazociągu. Poważna awaria nastąpiła w 2013 roku, kolejna – w październiku 2020 roku. Niepotwierdzone pogłoski mówią o kolejnym pęknięciu w marcu.

Działacz Greenpeace podkreśla, że większość pęknięć rurociągów następuje z powodu korozji. Wymiana rur kosztowałaby – jego zdaniem – tyle, ile sumy wypłacane przez 2-3 lata akcjonariuszom firm naftowych. – To nie tak duży koszt ochronienia przyrody – zauważa.

Jednak takie działania nie są podejmowane, a dane, zawarte w raportach rocznych firm naftowych o wielkości wycieków, często „różnią się od rzeczywistych” – uważa Błokow.

ŹródłoPAP

 

 

0 0 votes
Article Rating