Tyle sprzętu specjalnego na ulicach Mińska jeszcze nie widziałem – ocenił podpułkownik milicji w stanie spoczynku Mikałaj Kazłou w rozmowie z białoruską sekcją Radia Swoboda. Dodał, że „czegoś takiego nie było w stolicy od zakończenia II wojny światowej”. Po niedzielnych wyborach prezydenckich tysiące Białorusinów wyszły na ulice, by protestować przeciwko ogłoszonym wynikom głosowania, według których przytłaczające zwycięstwo odniósł Alaksandr Łukaszenka.

Milicja w Mińsku użyła gumowych kul i granatów hukowych – podały w poniedziałek wieczorem 10 sierpnia niezależne media białoruskie.

Mikałaj Kazłou, podpułkownik milicji w stanie spoczynku, obecnie lider opozycyjnej Zjednoczonej Partii Obywatelskiej, był w gronie tych, którzy wyszli na ulice Mińska w niedzielę wieczorem. Zanim jednak dołączył do protestujących, kilka godzin spędził w areszcie śledczym. Został zatrzymany zaraz po wyjściu z lokalu wyborczego. – Zatrzymanie było brutalne. Bez żadnych powodów i wyjaśnień. Próbowali zrobić tak, by było jak najbardziej bolesne i upokarzające – opowiadał Kazłou dziennikarzom białoruskiej sekcji Radia Swoboda.

„Ludzie niczego się nie bali”

Były funkcjonariusz, a obecnie polityk opozycji zauważył, że on „był sam, a tych, którzy zatrzymywali, było wielu”. – Byli w koszulkach i kominiarkach. Rzucili na podłogę, skrępowali ręce – relacjonował. Kazłou został – jak mówi – wepchnięty do więźniarki i przewieziony do jednego z aresztów śledczych w Mińsku. Zwolniono go po kilku godzinach, bez żadnych wyjaśnień. Po opuszczeniu aresztu Kazłou pojechał do centrum miasta, gdzie zgromadzili się protestujący.

– Ludzie niczego się nie bali, to był pokojowy protest. Nikt nie bał się granatów hukowych. Nikt się nie bał tego bicia pałkami o tarcze, co powinno wystraszyć ludzi. Grzechotali (milicjanci – red.) bardzo rytmicznie, a wielu (demonstrantów – red.) w tym czasie po prostu tańczyło do rytmu – powiedział.

Kazłou podkreślił, że „nigdy jeszcze nie widział tyle sprzętu specjalistycznego w Mińsku” i że „czegoś takiego nie było w stolicy białoruskiej od zakończenia II wojny światowej”.

Trzy tysiące zatrzymanych

W poniedziałek białoruskie MSW podało, że „zgromadzenia” obywateli odbywały się w 33 miastach, zatrzymano około trzech tysięcy osób (w tym około tysiąca w Mińsku), w wyniku starć z milicją zostało rannych 39 funkcjonariuszy i 50 cywilów. Białoruskie MSW stwierdziło, że „demonstranci w Mińsku zapalali fajerwerki, rozrzucali kolce i gwoździe na jezdni, wznosili barykady, demontowali płyty chodnikowe i rzucali nimi oraz innymi przedmiotami w funkcjonariuszy”.

Wśród zatrzymanych byli także dziennikarze, w tym ekipa niezależnej rosyjskiej telewizji Dożdż (dwóch dziennikarzy i operator kamery), a także fotograf francuskiej agencji AFP. Zarejestrowany na Łotwie niezależny rosyjski portal Meduza podał w poniedziałek, że od 12 godzin nie ma kontaktu ze swoim korespondentem Maksimem Sołopowem.

„Przestał odbierać telefony wkrótce po północy w dniu wyborów. Nasza redakcja i jego rodzina nie mogą uzyskać o nim żadnych informacji. Kiedy ostatni raz z nim rozmawialiśmy, Sołopow był w pobliżu Teatru Gorkiego na ulicy Wołodarskiego w centrum białoruskiej stolicy. Mówił nam, że białoruska policja blokuje ludzi w okolicy i dokonuje surowych zatrzymań przy użyciu gazu łzawiącego” – przekazał portal Meduza. Według wcześniejszych doniesień Sołopow został pobity przez milicję. Redakcja zażądała od władz białoruskich uwolnienia zarówno jej pracownika, jak i innych zatrzymanych dziennikarzy.

Sztab Cichanouskiej nie uznaje wyników wyborów

Według wstępnych wyników podanych przez Centralną Komisję Wyborczą Łukaszenka otrzymał 80,2 procent głosów, a jego główna rywalka, kandydatka opozycji Swiatłana Cichanouska – 9,9 procent. Cichanouska nie uznaje wyników wyborów.

 

ŹródłoRadio Swoboda, Meduza

 

 

 

0 0 votes
Article Rating