Po pojawieniu się koronawirusa na fermie norek w duńskim mieście Brovst, uśmiercono tam 10 tysięcy zwierząt. Zostały wybite 3 listopada. Kilka tysięcy mieszkańców skarży się na fetor, ponieważ do dziś nikt nie usunął martwych zwierząt. „Nie ma czym oddychać” – mówią.

Dania jest pierwszym w świecie eksporterem skór z norek, które są hodowane na 1500 fermach. Eksportuje rocznie 17 mln skór, z czego większość trafia do Chin i Hongkongu.

Rząd w Kopenhadze zamierza wybić 15 mln norek na fermach z powodu znalezionej u tych zwierząt mutacji koronawirusa. Mutacja ta nie powoduje poważniejszych skutków u ludzi, ale obniża skuteczność ludzkich przeciwciał.

Wybijanie norek z zainfekowanych ferm w Danii rozpoczęto już w październiku. W niedzielę weterynarze uśmiercili 10 tysięcy zwierząt na farmie na przedmieściach Brovst. Dwa dni później martwe norki nadal leżały w kojcach.

Zaczęły już gnić, potwornie śmierdzi – powiedział gazecie BT właściciel fermy Jan Poulsen.

Na fetor skarżyło się blisko 3 tysiące mieszkańców miasteczka. Smród sprawił, że nie byli w stanie przekroczyć progu swoich domów. Śmierdzi tak, że nie ma czym oddychać – powiedział jeden z nich.

Zdjęcie ilustracyjne

Naukowcy wciąż nie wiedzą, w jaki sposób norki mogły zarazić się koronawirusem. Jedna z hipotez mówi, że od ptaków.

Badamy między innymi martwe mewy, które znaleźliśmy w ostatnim czasie w pobliżu ferm norek – powiedziała prof.  Anne Sofie Vedstedt Hammer z Uniwersytetu w Kopenhadze.

Jesteśmy przekonani, że same mewy nie są zarażone, bo nie mają antyciał, ale mogą przyczyniać się do szerzenia zakażeń – dodała.

 

 

Źródło: PAP
0 0 votes
Article Rating