Po ponad pół roku niepewności początek października przyniósł optymistyczne informacje na temat pracy polskiego Kreta na Marsie. Najnowsza metoda wsparcia urządzenia, które jeszcze w lutym zablokowało się na głębokości około 30 centymetrów, okazała się skuteczna i pozwoliła na wznowienie pracy.

Kret z łopatką, 17 października 2019 roku /Materiały prasowe

Amerykańska agencja NASA i niemiecka DLR informowały o pierwszych wynikach analiz dość oszczędnie, teraz ujawniają nieco więcej szczegółów. Najważniejsze jest to, że Kret najprawdopodobniej nie utknął na kamieniu i wciąż ma szanse wykonać misję. Urządzenie wbijające wyprodukowała polska firma Astronika wraz z Centrum Badań Kosmicznych PAN.

Analizy teoretyczne i testy prowadzone z odpowiednikiem Kreta w laboratoryjnej piaskownicy na Ziemi pokazały, że problemy urządzenia mogą wynikać z nieprzewidzianej struktury marsjańskiego gruntu, który nie zapewnia mu odpowiedniego tarcia, by mógł się w nim zagłębić. Praca Kreta ma tymczasem kluczowe znaczenie dla sukcesu misji sondy termicznej HP3, jednego z podstawowych urządzeń sondy InSight. Kret ma za zadanie wkopać się możliwie głęboko pod powierzchnię, nawet do 5 metrów, by rozwinąć zestaw czujników termicznych i umożliwić pomiar ciepła płynącego z wnętrza planety. Jeśli Kret nie da rady, eksperymentu nie da się przeprowadzić.

Ekipa sondy InSight od dawna pracuje już w sprawie Kreta poza sferą jakichkolwiek wcześniejszych planów. To pełna improwizacja. W lecie zdjęto strukturę podtrzymującą polskie urządzenie w pionie. Okazało się wtedy, że otwór, w którym pracuje Kret, może być zbyt duży. Z pomocą łopatki ramienia robotycznego sondy podjęto próbę zasypania go i „udeptania”, to jednak nie pomogło. Kolejny pomysł okazał się lepszy, tą samą łopatką dociśnięto Kreta do ściany otworu i… udało się.

Jak pisze na swym blogu Tilman Spohn z agencji DLR, która przygotowała całą sondę HP3, trzy sesje kopania spowodowały, że Kret przesunął się w głąb o co najmniej 2 centymetry. Dokładne określenie tego przesunięcia na podstawie samych zdjęć nie jest łatwe, ale wyraźnie widać, że postęp jest. W pierwszej sesji Kret wykonał 20 uderzeń, w kolejnych dwóch po 100. Kierownictwo misji postępuje tu bardzo ostrożnie, by nie ryzykować, że Kret przesunie się tak bardzo, że łopatka uszkodzi wiązkę przewodów łączących Kreta z sondą InSight, zapewniającą mu zasilanie i możliwość przekazywania danych.

Spohn pisze, że pracy Kreta towarzyszy lekka rotacja, ale jeśli urządzenie zakopie się już w grunt i zacznie ciągnąć za sobą taśmę z czujnikami, ten efekt powinien ustać. Sonda przekazała na Ziemię, że po uciśnięciu łopatką przechył Kreta zmienił się minimalnie, co jest dobrą wiadomością i sugeruje, że jego większa część jest dobrze osadzona w gruncie. To daje nadzieję, że w końcu złapie odpowiednie tarcie i ruszy w głąb.

 

 

Źródło: NASA