Podczas zbliżającego się weekendu na niebie będzie można oglądać tzw. spadające gwiazdy. Swoją aktywność będzie miał rój Lirydów. Rój ten związany jest z kometą Thatchera i jego aktywność wypada co roku między 16, a 25 kwietnia.

Rój Lirydów znany jest każdemu miłośnikowi astronomii. Co roku stanowi on niezwykłą atrakcję na nocnym niebie. Do oglądania tego zjawiska nie potrzeba lornetek ani teleskopów. Wystarczy czyste i bezchmurne niebo. I trochę cierpliwości. Warto wybrać też miejsca poza miastem, gdzie jest znacznie mniejsze zanieczyszczenie świetlne, które utrudnia wszelkie obserwacje astronomiczne.

Przeważnie, w typowym roku, można spodziewać się od 5 do 20 meteorów z roju Lirydów na godzinę, jednak wpływ na to mają warunki pogodowe – zachmurzenie czy pełnia Księżyca, która może ograniczać widoczność „spadających gwiazd”. W tym roku nasz naturalny satelita nie powinien zbytnio przeszkadzać w obserwacjach, gdyż będzie wchodził w pierwszą kwartę.

Chociaż nasilenie meteorów jest trudne do przewidzenia, prawdopodobnie najlepsze warunki i największa tzw. zenitalna liczba godzinowa, czyli ilość „spadających gwiazd” na godzinę, będą we wczesnych godzinach rannych 22 kwietnia.

Lokalizacja roju nie powinna sprawić kłopotów amatorom kosmicznych fajerwerków. Wystarczy skierować wzrok na południowo-wschodnią stronę nieba. Radiant roju znajduje się na granicy gwiazdozbiorów Lutni i Herkulesa.

Rój Lirydów znany jest od starożytności. Chińczycy odnotowali jego aktywność w 687 roku p.n.e. W latach 1803 i 1922 odnotowano w jego przypadku deszcze meteorów – nasilenie meteorów wyniosło wtedy około 1800 na godzinę.

Źródłem roju Lirydów jest długookresowa kometa C/1861 G1 (Thatcher). Każdego roku, pod koniec kwietnia, nasza planeta przecina orbitalną ścieżkę tej komety. Powraca ona w okolice Słońca co 415 lat. Ostatni raz widziana była w okolicach Ziemi w 1861 roku i oczekuje się, że ponownie przybędzie w 2276 roku.

 

 

 

Źródło: Earth Sky, DziennikNaukowy